"Fakt": Policjantka chciała ściągnąć posłowi spodnie?

Po tym, jak na monitoringu z ul. Mazowieckiej w Warszawie widać, że to nie Przemysław Wipler wszczął bójkę z policjantami - wybuchła nowa afera. Prokuratura podkreśla, że to poseł atakował funkcjonariuszy, a oni odpowiednio reagowali. Jak policzył "Fakt", policjantka 16 razy uderzyła pałką posła, który leżał na chodniku.

Kiedy Przemysław Wipler starał się wyrwać funkcjonariuszom, policjantka chwyciła go za pasek i usiłowała zdjąć mu spodnie. Być może, spuszczając mu spodnie, próbowała ograniczyć jego możliwości ruchu. Po chwili policjant - stojący nad leżącym Wiplerem - zaciśniętą pięścią uderzył go jeszcze w brzuch. Potem poseł, skuty już kajdankami, siedział na chodniku ze spodniami opuszczonymi do połowy ud - opisuje "Fakt".

Reklama

Czy to standardowa procedura policji? - pyta gazeta.

"Próba obezwładnienia" Wiplera przez funkcjonariuszkę - jak policzył "Fakt" - to 16 uderzeń gumową pałką. Leżący na ziemi poseł szarpał się i wyrywał - czytamy. 

Akt oskarżenia różni się od tego, co widać na ujawnionym przez "Fakt" i "Super Express" nagraniu. Śledczy twierdzą, że nie dopatrzyli się przekroczenia uprawnień przez policję.

RMF/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Wipler

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje