Flis: Wybór Millera na szefa klubu to ryzykowny manewr

"Wybór Leszka Millera jest raczej przejawem problemów lewicy, niż jakiegoś nowego ducha. Trudno w każdym razie traktować to inaczej niż powrót do pamięci, wspomnień o dawnej świetności. Bo oczywiście nie jest to jakieś specjalne ożywienie, nowe idee i tak dalej. Raczej świadczy o takim spojrzeniu w przeszłość" - uważa socjolog z UJ dr Jarosław Flis.

"Trudno się w sumie bardzo temu dziwić po tym, jak skończyła się porażką próba (...) oddania przywództwa młodemu pokoleniu, tym niemniej nie jest to raczej przejaw zwycięstwa jakiejś nowej koncepcji" - dodaje Flis.

Reklama

"Jest to postawienie na doświadczenie, na pewno Leszek Miller to osoba doświadczona, medialna, i to przemawia na jego korzyść. Ale też - powiedzmy sobie szczerze - ma na swoim koncie cały szereg bardzo wątpliwych osiągnięć, na czele z aferą Rywina, z upadkiem rządu, rozpadem całego obozu politycznego. Także to jest bardzo ryzykowny manewr, w zasadzie tyle można powiedzieć" - tłumaczy.

"To jest też pytanie, na ile to jest impuls do tego, żeby Kalisz przeszedł do konkurencyjnej partii na lewicy (Ruchu Palikota- red.), do której już był zapraszany i która jest w tej chwili silniejsza, dla której byłby wzmocnieniem (...). To pokazuje, że lewica jest po tym wyniku wyborczym w konfuzji i pewnie jeszcze chwilę będzie się otrząsać z tego szoku, jakim było znalezienie się na piątym miejscu. Czy automatycznie pod wodzą Leszka Millera wróci na pierwsze miejsce, tak jak już się to raz kiedyś zdarzyło w kadencji 1997-2001? Być może tym się kierowali posłowie lewicy, ale chyba jednak tak łatwo się historia nie powtarza, zwłaszcza, że wtedy lewica startowała jednak ze zdecydowanie wyższego poziomu" - podsumowuje Flis.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy