Gawłowski: Prokuratura zostanie "rozgnieciona". Nie ma dowodów

W piątek rano wraz ze swoim obrońcą stawię się w prokuraturze w Szczecinie; chcę usłyszeć zarzuty, iść z tym do sądu, gdzie prokuratura zostanie "rozgnieciona", bo nie ma żadnych dowodów - powiedział w czwartek sekretarz generalny PO, poseł Stanisław Gawłowski.

Ze wstępnego harmonogramu prac Sejmu wynika, że w czwartek posłowie zdecydują w głosowaniu, czy wyrazić zgodę na ewentualne zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie Gawłowskiego. Z wnioskiem o taką zgodę wystąpiła do Sejmu Prokuratura Krajowa, która chce mu postawić pięć zarzutów, w tym trzy o charakterze korupcyjnym.  

Reklama

Gawłowski przypomniał, że kilka miesięcy temu zrzekł się immunitetu i sam zgłaszał się już do prokuratury, by postawiła mu zarzuty. "Nie ma żadnych przeszkód, żeby formalnie postawić mi zarzuty od trzech miesięcy, bo ja od trzech miesięcy nie mam immunitetu" - podkreślił Gawłowski. "Sam z niego zrezygnowałem wiedząc, że niczego się nie muszę bać" - dodał.  

"Ja chcę usłyszeć zarzuty, chcę iść z tym do sądu i wiem, że przed sądem prokuratura zostanie 'rozgnieciona', bo nie ma żadnych dowodów" - przekonywał polityk Platformy.  

Zapowiedział, że w piątek po raz kolejny uda się do prokuratury. "Za własne pieniądze, na własny koszt pojadę jutro rano do Szczecina" - oświadczył w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie Gawłowski. "Oszczędzę pieniędzy podatników, sam jutro rano ze swoim obrońcą stawię się w prokuraturze w Szczecinie, więc nie musi się PiS starać" - dodał.  

Gawłowski odpiera zarzuty

Podczas marcowej debaty w Sejmie Gawłowski przekonywał, że wniosek prokuratury jest motywowany politycznie. "PiS od początku tej kadencji Sejmu robiło wszystko, co możliwe, aby doprowadzić do możliwości osadzenia w więzieniach swoich przeciwników politycznych. W pewien sposób ten wniosek jest ukoronowaniem całego procesu niszczenia polskiego systemu konstytucyjnego" - mówił.  

Wskazywał też, że zarzuty prokuratury zostały sformułowane na podstawie "pomówień" ludzi związanych z Prawem i Sprawiedliwością. "Główny świadek prokuratury to wasz działacz, członek PiS, który w roku 2014 został oskarżony o korupcję, a dopiero w roku 2016 przypomniał sobie, że w roku 2011, w trakcie kampanii wyborczej, jako członek PiS wręczył mi łapówkę. Po złożeniu tego kłamliwego pomówienia uzyskał status nadzwyczajnego świadka koronnego, czyli nadzwyczajne złagodzenie kary" - przekonywał Gawłowski.  

Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie zamierza postawić Gawłowskiemu zarzuty popełnienia pięciu przestępstw, w tym trzech o charakterze korupcyjnym. Chodzi o okres, gdy Gawłowski pełnił funkcję wiceministra ochrony środowiska w rządach PO-PSL. Wówczas miał przyjąć jako łapówkę co najmniej 175 tysięcy złotych w gotówce, a także dwa zegarki o wartości prawie 25 tysięcy złotych. Zarzuty, które prokuratura ma ogłosić posłowi, dotyczą też podżegania do wręczenia korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 200 tysięcy złotych, a także ujawnienia informacji niejawnej oraz plagiatu pracy doktorskiej.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje