"Gazeta Wyborcza": Zniknęło ostatnie badanie zmarłych bliźniąt

Już po śmierci bliźniąt z Włocławka ktoś usunął z pamięci aparatów USG kluczowe dla sprawy dowody - pisze poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza" i dodaje, że na dyskach nie ma wyników badań z 16 i 17 stycznia.

"Gdy 16 stycznia do włocławskiego szpitala wojewódzkiego została przyjęta Ewa Szydłowska, ordynator ginekologii spóźnił się na dyżur dwie godziny, bo pracował w swoim prywatnym szpitalu. Szydłowska była w 35. tygodniu ciąży bliźniaczej. Miała skoki ciśnienia. Cesarkę zaplanowano na drugi dzień" - czytamy w dzienniku.

Reklama

Sprawę komentuje profesor ginekolog, który analizuje dokumentację z Włocławka. "Dziwne to czekanie. Trzeba było robić cesarkę od razu albo w nocy" - mówi gazecie.

"Wyborcza" odtwarza wydarzenia we włocławskim szpitalu wojewódzkim. Gdy w nocy tętno dzieci zanika, Szydłowską bada lekarz z izby przyjęć. Ciężarna musi zjechać piętro niżej, choć na oddziale jest lepszy aparat USG i mógłby ją zbadać ordynator. Dlaczego się nie pojawił? Bo spał. Najprawdopodobniej w swoim gabinecie, choć śledczy sprawdzają też, czy nie pojechał do domu - czytamy.



Dowiedz się więcej na temat: śmierć bliźniąt w szpitalu we Włocławku

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje