Gen. Marek Dukaczewski: Piotr P. kontaktował się z prezydentem Lechem Kaczyńskim

- Pan Piotr P. kontaktował się, ale tylko i wyłącznie - jak wynika z mojej wiedzy - z panem prezydentem Lechem Kaczyńskim - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM były szef WSI, gen. Marek Dukaczewski. Opowiada również o tym, że Piotr P. "na początku lat 90. wszedł w bardzo bliskie kontakty z politykami prawicy, w tym również Porozumienia Centrum i PiS".


Reklama

Prawica chciała mieć swojego człowieka w WSI? Dyskutuj!

Konrad Piasecki: Czy pan, panie generale, poczuwa się do odpowiedzialności albo czuje wstyd za swoich dawnych kolegów i podwładnych?

Gen. Marek Dukaczewski: - Nie.

Kiedy pan słyszy o przypadkach pana Piotra P., byłego oficera WSI, który okradał klientów SKOK-u, doprowadził do upadłości ten SKOK, wyprowadził pieniądze z kraju - zastanawia się pan, jak to możliwe, że ktoś taki był pańskim kolegą po fachu, człowiekiem polskich służb?

- Pan Piotr P. na początku lat 90. wszedł w bardzo bliskie kontakty z politykami prawicy, w tym również Porozumienia Centrum i PiS-u, no i potem był już w ich zainteresowaniu. Ze służb odszedł w pierwszej połowie lat 90., tak że trudno nawet mówić o jakiejkolwiek dłuższej pracy w służbach.

Co to znaczy "wszedł w bliskie kontakty z politykami prawicy"?

- Na początku lat 90. był zapraszany na różnego rodzaju spotkania, otrzymywał również propozycje zajęcia, pracy wtedy, kiedy prawica przejęłaby władzę.

Ale "prawicy", czyli kogo? Jakieś nazwiska?

- Nazwiska mam, ale niestety nie mogę podawać.

Ale on interesował się prawicą w działalności operacyjnej, że tak powiem?

- Nie, nie, nie. Absolutnie nie. WSI nigdy nie interesowało się partiami politycznymi...

...z raportu różne rzeczy wynikają.

- Z raportu wynikają różne rzeczy, ale prokuratura nic z tego, co było w raporcie, nie potwierdziła. Natomiast to politycy prawicy interesowali się próbą dotarcia do środka WSI. Nie udało się.

Czyli prawica próbowała zwerbować P.?

- Próbowała pozyskać kilku oficerów, w tym również wymienionego przez pana oficera do tego, aby wyprowadzał informacje na zewnątrz.

Czyli co: próbowali go jakby zwerbować po to, żeby był informatorem prawicy w Wojskowych Służbach Informacyjnych?

- Oferowali mu wysokie stanowisko po to, aby uzyskać wgląd w to, co dzieje się w WSI. WSI było zawsze bardzo hermetyczne i takim pozostało.

A uważa pan, że on rzeczywiście - jak twierdzi Jacek Kurski - mógł być w zażyłych stosunkach czy w zażyłej komitywie także z Bronisławem Komorowskim?

- Tak, pan Jacek Kurski, który ostatnio zajmuje rolę ubiegającego się o łaskę dopuszczenia, ma rację: pan Piotr P. kontaktował się, ale tylko i wyłącznie - z mojej wiedzy wynika - z panem prezydentem Lechem Kaczyńskim.

W czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego?

- W czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego.

Po co się z nim kontaktował?

- O to warto zapytać osoby z otoczenia pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, osoby, które z nim pracowały. Nie sądzę, żeby fakty wchodzenia na spotkania, nie były gdzieś odnotowywane.

Kontaktował się z Lechem Kaczyńskim, także bywał w Pałacu Prezydenckim?

- Z mojej wiedzy wynika tak, że bywał w Pałacu Prezydenckim. Czy składał wizyty, czy był zapraszany, czy brał udział w spotkaniach - z mojej wiedzy wynika, że w takich spotkaniach brał udział.

Ale ma pan na to jakieś dowody? Lech Kaczyński nie żyje, łatwo dzisiaj rzucać w jego kierunku oskarżenia, czy posądzać go o dziwne kontakty.

- Nie chciałbym nikogo niczym obciążać. Tym bardziej osoby, które zginęły w ogromnej dla nas tragedii, ale - ponieważ padły zarzuty - że pan Piotr P. składał wizyty w Pałacu Prezydenckim obecnie - to ja mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że z mojej wiedzy wynika, że takie spotkania miały miejsce, ale z poprzednim prezydentem, panem Lechem Kaczyńskim.

Że znajomość pana Piotra P. z panem Komorowskim jakaś występuje, to widzimy na zdjęciach. Bo rozumiem, że to jest pan P. na zdjęciach.

- Nie chciałbym komentować zdjęć, tym bardziej, że dysponuję też zdjęciami, gdzie politycy PIS-u, są z oficerami WSI i nie robimy z tego powodu żadnego problemu. Takich zdjęć prezydenta są tysiące: tego prezydenta, byłego i jeszcze wcześniejszego z różnymi osobami.

Jacek Kurski opowiada, że on bywał w Pałacu, że kupował prezydentowi wina. Mówimy o prezydencie Komorowskim.

- Ten wątek jest o tyle interesujący, że - o ile ja pamiętam z doniesień medialnych - to osobą, która preferowała wina, był pan prezydent Lech Kaczyński. 

Czyli pańskim zdaniem kontakty Komorowski - P. były tylko przypadkowe? A zażyłość występowała między Piotrem P. a Lechem Kaczyńskim?

- Ja nie wiem, czy to była zażyłość. Z informacji, które posiadam, wynika, że pan Piotr P. kontaktował się z panem prezydentem Lechem Kaczyńskim, natomiast to zdjęcie niczego nie udowadnia. Pokazuje po prostu, że pan prezydent Bronisław Komorowski fotografował się z tysiącem ludzi, w tym również z osobami, które znalazły się w jego otoczeniu podczas premiery "Bitwy Warszawskiej".

Proszę wybaczyć, brzmi to nieco absurdalnie. Pan P. jest jednym z bohaterów raportu z likwidacji WSI, raportu Antoniego Macierewicza. I chce mi pan powiedzieć, że Lech Kaczyński jedną ręką podpisywał raport i go publikował, a drugą kontaktował się z P., który jest jego czarnym bohaterem?

- Panie redaktorze, wydaje mi się, że to jest jeden z przynajmniej trzech powodów, dla których uległy ochłodzeniu stosunki między Pałacem Prezydenckim a panem Antonim Macierewiczem. Ponadto dla PiS-u było dużym zaskoczeniem to, że kiedy weszli do WSI, znaleźli w archiwach WSI notatki, które pan Piotr P. sporządzał ze swoich spotkań z politykami prawicy. Tam były nazwiska, były miejsca spotkań, były podane okoliczności spotkań, były również podane cele tych spotkań. Były podane propozycje, jakie on otrzymywał. A więc jeżeli mamy sytuację, w której osoba darzona zaufaniem przez polityków prawicy pozostawia ślady po tych spotkaniach - gdzie prawdopodobnie zabiegano o dyskrecję tych spotkań - i to odkrywa pan Antoni Macierewicz, wchodząc do WSI, no to okazuje się, że jednak coś trzeba z tym zrobić.

Ale kontakty P. z politykami prawicy to są kontakty z dzisiejszymi politykami Prawa i Sprawiedliwości? "Prawica" to jest bardzo szerokie pojęcie.

- Również z dzisiejszymi. Problem tylko polega na tym, że prawdopodobnie ta wiedza, którą pan Antoni Macierewicz zobaczył w WSI, te informacje, które tam znalazł i opublikował w raporcie, nie do końca były skonsultowane z tymi, którzy go do WSI wysłali. I to być może spowodowało - poza jeszcze przynajmniej dwoma powodami znanymi mi - że nastąpiło ochłodzenie stosunków między Pałacem a panem Antonim Macierewiczem.

Ale przyzna pan, że jest to dziwne. W raporcie Macierewicza o P. pisze się dużo i źle - jako o człowieku, który m.in. oszukiwał WAT...

- A co by pan zrobił, panie redaktorze, skoro ma pan człowieka, do którego ma pan pełne zaufanie na początku lat 90., i potem odkrywa pan, że ten człowiek informował swoich przełożonych, zachowywał się jak oficer, był lojalny wobec służb.

Był lojalny, ale potem się też okazało, że wyprowadzał pieniądze z WAT-u i oszukiwał WAT, i Wojskową Akademię Techniczną naraził na straty - i on potem chodzi po salonach, jest w SKOK-ach, jest na zdjęciu z prezydentem Bronisławem Komorowskim. No dziwaczne to wszystko jest.

- Tę sprawę dokładnie wyjaśnił pan Jacek Kurski w swojej wypowiedzi dla jednego z tygodników drukowanych w ubiegłym tygodniu, w piątek, kiedy powiedział: ja byłem do tej pory przekonany, że WSI zlikwidowano dlatego, że popełniała jakieś przestępstwa, że postępowała niezgodnie z prawem. Okazuje się, że nie, bo prokuratura wojskowa nie udowodniła nic. WSI zlikwidowano dlatego, że WSI było wrogiem numer jeden PiS-u i IV RP. To był powód. Jeżeli odkryto, że pan Piotr P., który uchodził za osobę bliską tym, którzy teraz są w wiodącej partii opozycyjnej, sporządzał notatki ze spotkań i jego przełożeni byli informowani o tych spotkaniach, no to uznano go za zdrajcę, trzeba go zlikwidować. Likwidujemy go, publikując jego nazwisko w raporcie.

A może pan powiedzieć, te notatki dotyczyły jakich polityków?

- Nie mogę tego powiedzieć, to wszystko jest dostępne w zasobach WSI.

Ale nie każdy ma dostęp do zasobów WSI.

- Mało tego, ja obawiam się, że te notatki mogły być wyprowadzone lub zniszczone, ale one były sporządzane i ja tę sprawę znam, bo po likwidacji WSI, kiedy ukazał się raport, również o to pytałem moich oficerów, którzy te sprawy precyzyjnie znali.

A dostrzega pan jakąś sympatię, czy jakąś dziwną słabość Bronisława Komorowskiego do WSI?

- Absolutnie nie.

Głosowanie przeciwko ich rozwiązaniu, jak na polityka Platformy Obywatelskiej było - przyzna pan - dość oryginalne, bo był jedynym z polityków PO, którzy głosowali przeciw.

- Również pan prezydent Komorowski był jedynym, który miał tak ogromne doświadczenie z obszaru obronności, ponieważ był wiceministrem obrony narodowej, był ministrem obrony narodowej i te służby znał, bo na początku lat 90.  brał udział w weryfikacji części jej pracowników.

A już pan chłodzi szampana na jego ponowne zwycięstwo? Bo 5 lat temu pan już chłodził szampana.

- Żołnierz jest zawsze przygotowany na każdą sytuację.

A na zwycięstwo Andrzeja Dudy też jest pan przygotowany?

- Nie sądzę, żeby to było możliwe, ale..

Pytam o tego szampana, także dlatego, że to pańska służba będzie czarnym bohaterem tej kampanii wyborczej.

- To mnie martwi niestety, to mnie martwi, dlatego że WSI jest zlikwidowane już od 9 lat, a nadal straszy. To źle, bo ta służba na to nie zasłużyła, to byli naprawdę porządni ludzie i porządni pracownicy cywilni.

Konrad Piasecki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy