Gliwice: Kobiecie wycięto zdrowe organy. Wyrok sądu

Gliwicki sąd warunkowo umorzył sprawę młodej kobiety, oskarżonej o podrobienie i posługiwanie się sfałszowaną dokumentacją wskazującą, że cierpi na złośliwy nowotwór. Nieświadomi niczego lekarze wycięli jej zdrowe narządy - m.in. żołądek i śledzionę.

Sąd Rejonowy w Gliwicach ogłosił w czwartek wyrok po toczącym się niejawnie procesie. Zdaniem biegłych, kobieta miała w znacznym stopniu ograniczoną poczytalność. Wraz z decyzją o umorzeniu sprawy sąd zobowiązał kobietę do psychoterapii, obciążył ją także kosztami procesu.

Reklama

Umarzając warunkowo postępowanie, sąd wyznaczył Marcie M. okres próby na 3 lata. Oznacza to, że jeżeli w tym czasie popełni podobne przestępstwo, sprawa zostanie podjęta na nowo i zapadnie wyrok skazujący. "W tym wypadku może to już być wyrok wymierzony w granicach kodeksowych, czyli może to być kara pozbawienia wolności" - wskazała prok. Karina Spruś z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Sąd: Sama siebie ukarała tym czynem

Sędzia Szymon Markowicz podkreślił, że wina oskarżonej nie budzi żadnych wątpliwości. Świadczą o tym wyjaśnienia M. - która przyznała się do wszystkiego - a także zeznania świadków i dokumenty. Podkreślił, że podrabiając dokumenty i idąc do szpitala z wyimaginowaną chorobą, kobieta zabrała miejsce komuś, kto naprawdę potrzebował pomocy. Za okoliczność działającą na korzyść oskarżonej sąd uznał następstwa tego, co zrobiła.

"Pani tym czynem sama siebie ukarała, ponieważ doprowadziła pani do sytuacji, w której dokonano na pani zabiegu upośledzającego funkcje życiowe organizmu. Sąd nie mógł tego pominąć" - dodał sędzia. Zaznaczył, że oskarżona działała w stanie znacząco ograniczonej poczytalności - to w istotny sposób wpłynęło na wyrok.

W czwartkowym orzeczeniu sąd zobowiązał M. do wpłaty 500 zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Ma też zwrócić 1,5 tys. kosztów sądowych.

Z wyroku zadowolona jest zarówno obrona, jak i prokuratura, która o warunkowe umorzenie postępowania karnego wnioskowała już kilka miesięcy temu; sąd się jednak na to nie zgodził, nakazując przeprowadzenie procesu i dokładniejsze zbadanie wszelkich okoliczności sprawy.

"Moja klientka doświadczyła - niestety na własnej skórze - negatywnych konsekwencji czynu, który popełniła. Czas, aby wróciła przynajmniej do równowagi psychicznej" - powiedział obrońca M. mec. Adam Gomoła. Adwokat wyraził nadzieję, że wyrok umożliwi skuteczną psychoterapię, a w dalszej perspektywie jego klientka dojdzie do zdrowia, nie tylko psychicznego.

Sfałszowane wyniki

24-letnia mieszkanka Pyskowic zgłosiła się do onkologa z Gliwic, skarżąc się na ból brzucha. Przedstawiła mu wyniki badań świadczących o złośliwym nowotworze żołądka. Lekarz polecił pacjentce szpital w Bełchatowie. W czerwcu 2016 r., na podstawie sfałszowanych wyników, usunięto jej tam żołądek, część przełyku, śledzionę i węzły chłonne.

Kiedy po operacji szpital otrzymał wyniki badań histopatologicznych wyciętych narządów, jednoznacznie stwierdzające, że nowotworu nie było, powiadomił prokuraturę. Wcześniej do domu 24-latki przyszedł jednak z Bełchatowa anonimowy list informujący, że wycięto jej zdrowe narządy. Zaalarmowana matka kobiety zawiadomiła wówczas gliwicką prokuraturę. Okazało się, że list wysłała sama pacjentka, która później przyznała się także do spreparowania wyników badań.

Biegli psychiatrzy ocenili, że kobieta cierpi na poważne zaburzenia psychiczne i ma ograniczoną poczytalność. W związku z tą opinią prokuratura wystąpiła do sądu o warunkowe umorzenie postępowania i zobowiązanie kobiety do poddania się leczeniu w warunkach ambulatoryjnych, jak wskazali biegli. Gliwicki sąd nie uwzględnił tego wniosku i nakazał przeprowadzenie normalnego procesu. Motywy tamtej decyzji, podobnie jak sam proces, są niejawne.

Według ustaleń prokuratury, kobieta sfabrykowała wyniki badań - gastroskopii i badań histopatologicznych pobranych wycinków - by wskazywały, że cierpi na zaawansowany nowotwór żołądka. Miała w tym celu bazować na informacjach zaczerpniętych z forów internetowych.

Niepotrzebna operacja

Kiedy sprawa wyszła na jaw, prokuratura wszczęła nie tylko śledztwo, w którym zarzuty sfałszowania i posługiwanie się sfałszowaną dokumentacją medyczną usłyszała mieszkanka Pyskowic, ale też drugie postępowanie, po zawiadomieniu 24-latki. Dotyczy ono doprowadzenia do ciężkiego uszczerbku na jej zdrowiu przez lekarzy z bełchatowskiego szpitala. Nikomu w tej sprawie nie przedstawiono zarzutów.

Jak podawała wcześniej prokuratura, bełchatowscy lekarze nie prowadzili dalszej diagnostyki kobiety, a przedstawione wyniki badań nie budziły ich wątpliwości. Podczas operacji nie stwierdzili obecności nowotworu, w jamie otrzewnej zauważyli jednak białe guzki, które mogły być objawem tej choroby. Za kontynuowaniem operacji przemawiał też fakt, że ewentualna kolejna mogłaby się odbyć dopiero za pół roku, tymczasem, opierając się na wynikach badań, sugerujących zaawansowany nowotwór, lekarze uznali, że pacjentka może operacji w tym terminie nie dożyć.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje