Gronkiewicz-Waltz: Kampania Komorowskiego była słaba. Szkodę zrobiły nam taśmy

- To była chęć zmiany i na początku słaba kampania Komorowskiego. Zbyt powolna, mało polaryzująca. Zamknijmy ten rozdział, teraz mamy kampanię w październiku - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM o zwycięstwie Andrzeja Dudy wiceprzewodnicząca PO i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. - Nie dałabym tym samym sztabowcom kolejnej kampanii PO do poprowadzenia. Ja byłam odpowiedzialna za kampanię w Warszawie, gdzie wynik Komorowskiego jest dobry - dodaje prezydent.

Konrad Piasecki: Sukcesy Komorowskiego były triumfami PO. Klęska Komorowskiego jest klęską Komorowskiego?

Reklama

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Różne przyczyny spowodowały to, że prezydent przegrał. To znaczy muszę powiedzieć, że kiedy oglądałam ten wynik w niedzielę, gdzie było sześć punktów, a ten gdzie rzeczywiście różnica wystarczyła półtora punktu, żeby jednak prezydent wygrał, to myślę, że to była po pierwsze chęć zmiany, taka atmosfera społeczna. Po drugie, momentami, zwłaszcza na początku, słaba kampania.

Ale jest w PO przekonanie, że w gruncie rzeczy to nie przegrana PO, ale przegrana Komorowskiego i jego sztabu?

- Ja myślę, że zawsze za kampanię w jakimś sensie odpowiada sztab.

Bardziej sztab czy bardziej sam kandydat?

- Ja nie byłam w sztabie, w związku z tym trudno mi powiedzieć, jakie sztab dawał podpowiedzi. Ja byłam odpowiedzialna za kampanię w Warszawie, gdzie wynik jest bardzo dobry, bo jest prawie 60 procent na rzecz Komorowskiego. I bardzo wysoka frekwencja, co jest ważne, bo myśmy zachęcali, bo 68 procent.

Ale uważa pani, że kampania Komorowskiego była zła.

- Uważam, że mogła być lepsza. Zwłaszcza na początku.

Co w niej zawiodło?

- Trudno mi powiedzieć, co zawiodło, jakie były propozycje. Myślę, że kampania na początku była zbyt powolna, mało polaryzująca, bo jednak trzeba było bardziej polaryzować. Prezydent chciał zgody. Myślę, że kampanie tym się charakteryzują, że musi być pewna polaryzacja. Ale to już zostawmy. Idziemy dalej, zamknijmy ten rozdział. Teraz mamy kampanię prawdopodobnie w październiku, czyli za kilka miesięcy.

Teraz pytanie, czy zamykanie tego rozdziału nie pociągnie za sobą jakiś rachunków krzywd i tarć wewnątrz samej PO, bo słyszę takie głosy. To ludzie Schetyny robili tę kampanię, wobec czego to Grzegorz Schetyna odpowiada za jej klęskę.

- Był sztab, ja nie byłam na tym sztabie, więc panu na to nie odpowiem.

Ale dałaby pani tym sztabowcom kolejną kampanię PO?

- Nie, nie dałabym.

Bo zepsuli sprawę, mówiąc delikatnie?

- Bo trzeba robić taką kampanię, też dzisiaj w internecie, na Twitterze. Szefem mojej kampanii w 2010 roku był Rafał Trzaskowski i to była zupełnie inna kampania niż ta, która była w 2006 roku. Trzeba posługiwać się środkami, które docierają. Ale też muszę powiedzieć, że hejtów było bardzo dużo. Przeciwnicy bardzo ostro pracowali, kandydat był miły i grzeczny natomiast te zajścia, które były podczas spotkań z prezydentem były bardzo nieprzyjemne. Umówmy się, że nie robili tego ludzie, którzy nagle się skrzyknęli.

Uważa pani, że to knowania sztabu Andrzeja Dudy i Prawa i Sprawiedliwości pchnęły ludzi na wiece Komorowskiego?

- Nie wiem, tego nie wiem, ale na pewno były to grupy zorganizowane.

Może trzeba było na hejt odpowiedzieć hejtem? Gwałt niech się gwałtem odciska, jak mawia poeta.

- Myślę, że to nie jest metoda prowadzenia walki. Można być ostrym, punktującym, ale hejtem nie należy odpowiadać.

A to prawda, że ta kampania pochłonęła 19 mln złotych?

- Tego nie wiem. Wczoraj się dowiedziałam z internetu.

Na posiedzeniu zarządu o tym nie było mowy?

- Nie. Nie padła ta suma na posiedzeniu zarządu.

A na posiedzeniu zarządu Ewa Kopacz posypywała sobie głowę popiołem? Mówiła: biorę tę porażkę także na siebie i na swoje barki?

- Myśmy nie rozmawiali za dużo o porażce.

Zadziwiające.

- Poza wyciągnięciem wniosku w postaci kampanii.

Przegrywacie prezydenturę - co wydało się od początku tej kampanii czymś nie do zrobienia - i nie rozmawiacie o porażce?

- Pewne rzeczy techniczne oczywiście powiedzieliśmy, m.in. to o czym teraz mówię, o tym dyskutowaliśmy. Na pewno trzeba bardziej intensywnie zrobić tę kampanię, która teraz będzie. To inna zresztą kampania, kampania parlamentarna. Tysiąc osób będzie walczyło najpierw o miejsca na listach, a potem będzie walczyło w terenie. To, co jest jeszcze ważne, to mówiliśmy o nowym otwarciu Platformy.

A to nowe otwarcie powinno też wiązać się z potępieniem grzechów przeszłości?

- Myślę, że na pewno taśmy. Zgadzam się, że zrobiły nam szkodę. Nawet te ostatnie, które zostały wyemitowane na tydzień przed.

Elżbieta Bieńkowska, która mówi, że za 6 tys. to idiota albo złodziej może pracować.

- To jest dla Polaków rzeczywiście obrażające.

Nie uważa pani, że taka Elżbieta Bieńkowska powinna się podać do dymisji w tej sytuacji z funkcji Komisarza Europejskiego? Ona pozostaje tam polską przedstawicielką.

- Ona tam robi dużo dobrej roboty, bo jest sprawna, zorganizowana i egzekwująca i nie kandyduje do Sejmu z list Platformy.

Czyli tam robi dobrą robotę. W Polsce zrobiła Platformie i Polakom złą, ale trudno.

- W czasie kiedy była w Polsce, prawda.

Czy premier i przewodnicząca Kopacz pozostaje w tej sytuacji niezagrożona na swoich fotelach?

- Nie jest zagrożona.

Na razie wyborczo to od porażki do porażki kroczy.

- Od jakiej porażki?

Wybory samorządowe. Jednak Platforma miała gorszy wynik niż PiS. Wybory prezydenckie - jednak kandydat Platformy przegrywa.

- Myślę, że nie można powiedzieć, że myśmy przegrali wybory samorządowe, bo to, że jest trudniej zdobyć trzecią kadencję tak, jak w moim przypadku, czy czwartą, to jest kolej rzeczy, ale jednak w dużych miastach wygrywamy. Natomiast rzeczywiście na wsi nie ma formacji organizacyjnej Platformy.

Nie ma pani na przykład takiego przekonania, że może warto by dokonać jakichś przetasowań rządowych przed wyborami?

- To zależy oczywiście od pani premier.

Partia tego nie podpowiada?

- Co jakiś czas ocenia ministrów i myślę, że takie działania podejmie, jeżeli się ministrowie nie sprawdzą.

Uważa pani, że się sprawdzają? I że z tymi ministrami, z tą ekipą wygracie wybory parlamentarne?

- Jedni się sprawdzają lepiej, inni gorzej, ale to jest zawsze decyzja premiera.

Partia jej nie może tego podpowiedzieć?

- Myślę, że pani premier naprawdę ma wystarczającą ocenę po rozmowach z różnymi osobami z partii i przede wszystkim ocenę efektywności podczas działań - posiedzeń rządu i tego, co ministrowie sobą reprezentują.

Uważa pani, że właściwym sposobem na poszerzanie bazy Platformy byłoby ściąganie takich "odprysków" po SLD - Kalisz, Napieralski, Olejniczak?

- Absolutnie jestem temu przeciwna.

Bo? Bo nie lubi pani polityków SLD byłych?

- Nie. Lubię Rysia Kalisza. Ja z nim jeździłam na kolonie od dziecka, także bardzo go lubię, natomiast to jest prywatna...

Kolonia to kolonia, a partia to partia.

- No oczywiście, w związku z tym myślę, że to absolutnie jest rzecz niemożliwa. Uważam, że Platforma musi mieć swój charakter, a nie różne osoby, którym się nie powiodło życie polityczne-  inkorporować.

A nie jest trochę tak, nie ma takiego poczucia w Platformie, że bez Tuska to wy już wygrywać nie potraficie?

- Nie. Myślę, że nie, aczkolwiek rzeczywiście Tusk czasami jak to się mówi kiedy wsiada w autobus to zmieniły się nastawienia, ale musimy sobie dać radę bez Donalda Tuska, on jest potrzebny w Europie i myślę, że też musimy troszkę myśleć czasami, że jesteśmy po pierwsze obywatelami, Polakami, ale też Europejczykami.

Co stanie się z Bronisławem Komorowskim teraz?

- No to już można powiedzieć zależy od samego pana prezydenta.

A dał wam jakiś sygnał? Powiedział, że nie wiem "chciałbym wrócić do partii" albo "chciałbym się odizolować od życia politycznego"?

- Myślę, że on też musi przetrawić tę porażkę. Takie jest życie.

Ale trawi ją chyba boleśnie.

- Tego nie wiem. Ja od wczoraj nie miałam czasu się skontaktować, ale każdy musi przetrawić. Ja 20 lat temu przegrałam wybory prezydenckie. Przetrawiłam, wróciłam do życia, byłam prezesem dalej NBP i teraz prezydentem Warszawy. Także wie pan porażka też ułatwia zwycięstwo. Prawdę powiedział prezydent.

Ale istnieje w ogóle taki pomysł, żeby Komorowski stanął teraz na czele Platformy?

- Nie ma takiego pomysłu.

Czyli, będzie raczej byłym prezydentem, ze wszelkimi konsekwencjami tego stanu rzeczy?

- Myślę, że pan prezydent znajdzie sobie, przez tyle lat w różnych sytuacjach sobie dawał radę, więc jeszcze z jakimiś innymi na pewno sobie da radę.

I wreszcie będzie mógł polować, bo już nie wiążą go obietnice sztabu.

- A tego nie wiem.

Dowiedz się więcej na temat: Hanna Gronkiewicz-Waltz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje