"Grupa Wyszehradzka o przyszłości UE nie mówi wspólnym głosem"

Grupę Wyszehradzką połączyła kwestia migracji, natomiast o przyszłości UE nie mówi ona wspólnym głosem - ocenia ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) Karolina Borońska-Hryniewiecka. Według niej Wyszehrad dzieli m.in. kwestia strefy euro, w której Słowacja już jest, a Czechy i Węgry nie wykluczają wstąpienia.

W ocenie specjalistki PISM rozmowy kanclerz Angeli Merkel z premier Beatą Szydło i wszystkimi przywódcami Wyszehradu dzisiaj w Warszawie wpisują się w próbę dokonania przez niemiecką lider oceny nastrojów i oczekiwań krajów członkowskich UE wobec reformy Wspólnoty. Według niej Merkel będzie chciała znaleźć rozwiązanie uwzględniające stanowiska wszystkich graczy w UE. "Kanclerz Merkel chce też pokazać, że Niemcy nie chcą dyktować rozwiązań, lecz słuchać" - mówiła.

Reklama

Borońska-Hryniewiecka uważa jednak, że przyszłość UE jest jedną z kwestii, w których Grupa Wyszehradzka nie mówi wspólnym głosem.

Ekspertka zwróciła uwagę na deklarację w sprawie przyszłości Unii premierów państw Grupy Wyszehradzkiej po lipcowym szczycie w Warszawie. W jej ocenie stanowisko V4 (Grupy Wyszehradzkiej) było "spójne, ale dosyć ogólne". "Nie ma tam na przykład postulatu bardziej otwartego zarządzania strefą euro czy ograniczenia kompetencji Komisji Europejskiej. Być może nie było co do tego konsensusu" - zaznaczyła.

V4 zgadza się w sprawie przyjmowania uchodźców

Wspólny sprzeciw państw V4 wobec przyjmowania uchodźców i proponowanych przez Brukselę rozwiązań w tym zakresie bardzo zbliżyły w ostatnim czasie Polskę, Czechy, Słowację i Węgry - oceniła ekspertka. "Z państwami Grupy Wyszehradzkiej łączy nas wspólne spojrzenie na jedną konkretną sprawę - unijną politykę migracyjną. Natomiast różni nas cała gama innych interesów na różnych polach" - mówiła Borońska-Hryniewiecka.

Znaczenie wizyty Merkel w Pradze

Borońska-Hryniewiecka wskazała też na wizytę kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Pradze, do której doszło pomimo faktu, że dzisiaj Merkel będzie rozmawiać w Warszawie ze wszystkimi przywódcami Wyszehradu. "To było spotkanie bilateralne, które miało na celu wybadanie nastrojów, ale jednocześnie wyróżnienie Czech jako najbardziej przychylnego Niemcom członka Grupy Wyszehradzkiej, który może być pomostem w komunikacji z pozostałymi państwami V4" - oceniła. Według niej od dyplomatów czeskich często można usłyszeć, że bliżej jest Pradze w niektórych kwestiach do Berlina niż do V4.

Ekspertka mówiła o opublikowanym w ubiegłym tygodniu manifeście rządzącej partii socjaldemokratycznej czeskiego premiera Bohuslava Sobotki "Europa obywatelom: działanie, bezpieczeństwo, solidarność", w którym podkreślono potrzebę budowania silniejszej UE i poparto pomysł niemieckiej SPD ws. budowania europejskiej armii, nie wspomniano natomiast o współpracy wyszehradzkiej. "Znalazło się tam również stwierdzenie, że nie należy zmieniać kompetencji instytucji unijnych, natomiast skupić się na zwalczaniu nastrojów eurosceptycznych" - podkreśliła.

Kwestia wprowadzenia euro

Borońska-Hryniewiecka zaznaczyła ponadto, że Czesi rozważają przystąpienie do mechanizmu przejściowego ERM II przygotowującego do wstąpieniem do strefy euro; podobne wypowiedzi słychać było niedawno z ust ministra gospodarki Węgier. "Słowacja już jest w strefie euro" - przypomniała. "Po Brexicie Polska pozostanie największym państwem poza strefą euro, które również powinno zastanowić się nad przystąpieniem do niej, aby w dłuższym okresie uniknąć marginalizacji" - zaznaczyła eksperka.

Według niej podwójną grę wobec V4 prowadzi Słowacja. "Z jednej strony, w ramach swojego przewodnictwa w Radzie UE, stara się poprawić swój wizerunek we Wspólnocie nadszarpnięty ostatnio komentarzami dotyczącymi migrantów, a także sprawą wytoczoną Komisji Europejskiej w Trybunale Sprawiedliwości UE. Z drugiej, Bratysława chce bardziej >pragmatycznej< polityki UE wobec Rosji i zastanowienia się nad sankcjami, które niewiele w ocenie Słowacji dały" - mówiła. Podobne stanowisko mają Węgry. W V4 to Polska - jak mówiła ekspertka - najbardziej broni przedłużenia sankcji.

Pytana, czy nie lepiej byłoby, by Polska sama rozmawiała z Niemcami o przyszłości UE, Borońska-Hryniewiecka mówiła, że w ostatnim czasie polska dyplomacja była bardzo aktywna na polu relacji z Niemcami, które liczą się ze stanowiskiem Polski. W jej ocenie jednak, w kwestiach tak kluczowych jak polityka migracyjna Warszawa czuje, że razem z Wyszehradem stanowi realną przeciwwagę dla niemieckiej wizji UE.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje