Ile Buzka jest w Tusku?

Czy Donald Tusk okaże się wreszcie tym premierem Polski, który gdy mówi, że odda ograbionym (lub ich spadkobiercom) zabrane im w PRL mienie, to je odda? Bo poprzedni szefowie rządów, gdy mówili, że je oddadzą, to mówili - pisze w "Rzeczpospolitej" Piotr Gabryel.

Oczywiście - zastrzega autor - gwoli sprawiedliwości, z wyjątkiem premiera Buzka, który doprowadził do przyjęcia przez parlament ustawy reprywatyzacyjnej, zawetowanej później - kierując się interesem własnego obozu politycznego - przez prezydenta Kwaśniewskiego.

Reklama

Temu, co premier Tusk powiedział w środę w Izraelu na temat reprywatyzacji, można tylko przyklasnąć. "Chcę podkreślić z całą mocą, że mój rząd doprowadzi w najbliższych miesiącach do sfinalizowania procesu legislacji, który zakończy bardzo trudny i bolesny problem reprywatyzacji". I dalej: "Rząd polski i polski parlament chcą naprawdę oddać swoim obywatelom to, co utracili nieprawnie, ale oczywiście w tym wymiarze, jaki będzie do zrealizowania". Oraz: "Ustawa reprywatyzacyjna musi być realizowalna; nie ma nic gorszego niż powiedzieć słowo 'oddam' i nie móc oddać".

Cóż, brzmi to pięknie. Brzmiałoby jeszcze piękniej, gdyby nie fakt, że podobne deklaracje słyszałem z ust szefów chyba wszystkich gabinetów III RP. I niemal każdy z tych gabinetów prowadził prace nad ustawą reprywatyzacyjną. I za każdym razem - z wyjątkiem wspomnianego już rządu Buzka - kończyły się one fiaskiem. A historycy badający dzieje polskiej reprywatyzacji doliczyli się około 20 prób przeprowadzenia tego procesu. Czy i tym razem wiele się musi zdarzyć, aby wszystko zostało po staremu? - zastanawia się publicysta "Rzeczpospolitej".

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Donald Tusk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje