Jak rząd Ewy Kopacz zamierza zwalczyć dopalacze?

Według premier Ewy Kopacz działania przeciw dopalaczom muszą przede wszystkim dotyczyć tych, którzy produkują i dystrybuują te substancje.

Zdaniem Kopacz problem z dopalaczami polega na tym, że substancje zidentyfikowane po badaniach w laboratorium w ciągu kilku godzin mogą się stać się innymi związkami chemicznymi, wystarczy bowiem niewielka modyfikacja.

Reklama

"Te działania, które będą zapobiegać, muszą przede wszystkim dotyczyć tych, którzy produkują i dystrybuują" - podkreśliła szefowa rządu.

Zauważyła przy tym, że obowiązująca od 1 lipca nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii pozwala szybko wypisywać zidentyfikowane dopalacze na listę substancji zakazanych i karać tych, którzy tymi substancjami handlują, tak jak tych, którzy rozprowadzają narkotyki.

Kopacz podkreśliła, że priorytetem służb jest eliminowanie tych, którzy produkują i rozprowadzają dopalacze. "Mało tego, współpracujemy również ze służbami granicznymi, ponieważ mamy też sygnały, że część tych dopalaczy przypływa z zagranicy" - powiedziała premier.

Jak poinformowało w poniedziałek Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Katowicach, od 9 lipca do poniedziałku 20 lipca dyspozytornia pogotowia odnotowała 411 interwencji w związku z dopalaczami. Od kilku dni liczba interwencji spada. W piątek w szpitalach przebywało 13 osób zatrutych dopalaczami, w tym dwie były w stanie ciężkim.

Premier o apelu prof. Chazana

Kopacz była również pytana o to, jak odbiera apel prof. Bogdana Chazana do prezydenta o niepodpisywanie ustawy o in vitro oraz o to, czy ustawę powinien podpisać Bronisław Komorowski, czy może już nowy prezydent Andrzej Duda.

Premier odpowiedziała, że do 6 sierpnia urzędującym prezydentem jest Bronisław Komorowski. "Spodziewam się, że pan prezydent nie będzie czekał, żeby kto inny tę ustawę podpisywał. Był zwolennikiem wolności i wyboru leczenia niepłodności, więc podejrzewam, że ta ustawa lada moment zostanie przez pana prezydenta podpisana" - powiedziała szefowa rządu.

Prof. Chazan, który, powołując się na klauzulę sumienia, odmówił wykonania zabiegu aborcji w warszawskim szpitalu św. Rodziny, kilka dni temu skierował do prezydenta Komorowskiego list otwarty. Napisał w nim m.in., że ustawa  o leczeniu niepłodności wprowadza bardzo liberalne zasady dotyczące tzw. sztucznego rozrodu, co kłóci się z polską tradycją szanującą życie ludzkie od poczęcia i wprowadza poważny dysonans w naszej kulturze prawnej. "Jej przepisy  pozwalające na niszczenie wielu istnień ludzkich, określające zarodek ludzki, najwcześniejszą formę rozwoju organizmu człowieka, jako "grudkę tkanek", nie liczą się z godnością człowieka, dziecka i rodziców, związaną nieodłącznie z rodzicielstwem" - napisał Chazan.

Sejm uchwalił ustawę o leczeniu niepłodności pod koniec czerwca, a Senat przyjął ją bez poprawek. Ustawa daje prawo do korzystania z niej małżeństwom i osobom we wspólnym pożyciu, potwierdzonym zgodnym oświadczeniem. Leczenie niepłodności tą metodą będzie mogło być podejmowane po wyczerpaniu innych metod leczenia, prowadzonych przez co najmniej 12 miesięcy.

Ustawa zezwala na dawstwo zarodków, zabrania zaś ich tworzenia w celach innych niż pozaustrojowe zapłodnienie. Zakazuje też niszczenia zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju - grozić będzie za to kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje