Jak załatwić przedszkole? Na polityka!

Dla zwykłych dzieci miejsc nie ma, ale dla krewnych polityków są - oburza się "Fakt" i na dowód opisuje efekty swojej prowokacji.

Dziennikarze tabloidu zadzwonili do jednego z najbardziej obleganych w stolicy przedszkoli, mówiąc, że szukają miejsca dla bratanka marszałka.

"Miejsce na szczycie listy oczekujących znalazło się natychmiast. A pani dyrektor obiecała, że zrobi, co trzeba, by krewniak polityka dostał się do placówki" - pisze gazeta.

Tymczasem - jak przypomina "Fakt" - jak co roku podczas elektronicznej rekrutacji do przedszkoli tysiące rodziców mogło jedynie rozkładać z bezsilności ręce. W samej Warszawie w placówkach nie ma miejsca dla 3 tysięcy maluchów.

Dowiedz się więcej na temat: przedszkole

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy