Jaros o nowych taśmach Platformy: Nie oddają kontekstu spotkania

Przedstawione fragmenty nagrania nie oddają w pełni przebiegu i kontekstu spotkania - tak poseł Michał Jaros (PO) odniósł się do opublikowanego w sobotę nagrania przedstawiającego jego spotkanie z dwoma działaczami Platformy przed zjazdem partii na Dolnym Śląsku.

Opublikowane w sobotę na stronie Newsweek.pl nagranie to dłuższa wersja filmu ujawnionego przez tygodnik na początku listopada po tym, jak Jacek Protasiewicz pokonał Grzegorza Schetynę w walce o stanowisko szefa PO na Dolnym Śląsku.

Reklama

Według Newsweeka na nagraniu Jaros i radny z Polkowic Tomasz Borkowski mieli namawiać Pawła Frosta jednego z delegatów, do głosowania na Protasiewicza, a w zamian sugerować, że działacz mógłby trafić do rady nadzorczej jednej z państwowych spółek. Jaros zapewniał wtedy: "Nie próbowałem nikogo kupować, nic nikomu nie obiecywałem".

W reakcji na opublikowane w sobotę nagranie Jaros w wysłanym oświadczeniu tłumaczy, że "przedstawione fragmenty nagrania nie oddają w pełni przebiegu i kontekstu spotkania, które trwało prawie dwie godziny". 

Na nagraniu słychać wypowiedź Pawła Frosta, który mówi, że chciałby ściągnąć krewnych z Ukrainy do Polski. W reakcji Jaros sugeruje, że Protasiewicz mógłby się za nim wstawić u szefa MSZ Radosława Sikorskiego: "W MSZ Jacek (Protasiewicz - red.) ma przecież bardzo dobre relacje z Radkiem Sikorskim. Przecież on go popierał w kampanii".

Górnolotne cele posła Jarosa

W oświadczeniu Jaros tłumaczy, że dużą część rozmowy "zdominowały sprawy kresów", bo problemy Polaków za wschodnią granicą są mu bliskie, jako przewodniczącemu zespołu parlamentarnego ds. kresów. - Celem, który stawiam sobie na najbliższe lata jest to, aby w przyszłości każdy Polak mieszkający na kresach miał możliwość powrotu do ojczyzny - napisał w oświadczeniu.

Podczas spotkania padła też wypowiedź Borkowskiego, który wyraził nadzieję, że, wiążąc się z Protasiewiczem, poprawi swoje położenie: "Ta opcja (Protasiewicz) ma wejścia jakieś, dla mnie to jest istotne, bo też bym chciał w końcu jakąś pracę bliżej domu. Umówmy się, sprawy materialne są tak samo istotne, jak wszystkie inne i wiem na pewno, że tu jest jakaś tam szansa. Tamta strona (Schetyna) nic, żadnego wejścia, wszystko zamknięte. Będę próbował. To będzie jakiś warunek, bo już mam dość jeżdżenia po Polsce".

Jaros mówi z kolei na nagraniu, że nie zamierza nikogo kupować stanowiskami; po chwili dodaje: "Są też ludzie, którzy są wartościowi dla Platformy, którzy mają dużo do powiedzenia na temat tego regionu i mogą się realizować tu na miejscu".

Jak napisał w oświadczeniu w części dotyczącej rozmowy o Dolnym Śląsku "koncentrował się na współpracy i przyszłości regionu". - Fakt, że w rozmowie nie wskazałem na żadną materialną korzyść wynikającą ze współpracy nie jest przypadkiem. Biorę odpowiedzialność za wypowiadane słowa, nawet jeśli rozmowa ma charakter nieformalny i odbywa się w prywatnym mieszkaniu gospodarza - wyjaśnił poseł.

"Taśmy prawdy"

Pod koniec października "Newsweek" ujawnił też inne nagranie, z którego wynika, że poseł Wojnarowski, stronnik europosła Jacka Protasiewicza, obiecuje jednemu z delegatów na zjazd dolnośląskiej PO Edwardowi Klimce załatwienie stanowiska w KGHM. W zamian chce oddania głosu na Protasiewicza.

Legnicka prokuratora prowadzi łączne postępowanie sprawdzające, o którym zdecydowano zarówno po doniesieniach medialnych, jak i zawiadomieniu złożonym osobiście przez europosła PO Piotra Borysa. Śledczy mają czas do 30 listopada na decyzję, czy zostanie wszczęte dochodzenie w tej sprawie.

W konsekwencji upublicznienia nagrań zarząd krajowy PO zdecydował, że nie będzie powtórnych wyborów władz PO na Dolnym Śląsku; jednomyślnie zawiesił też na trzy miesiące w prawach członków partii zarówno osoby, które nagrały rozmowy ujawnione przez "Newsweek", jak i te, które zostały nagrane.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje