Jaruzelski: Nie chcieliby wejść, ale by musieli

- Nie chcieliby, ale by musieli - tak o groźbie interwencji ZSRR w Polsce mówi gen. Wojciech Jaruzelski na procesie za wprowadzenie stanu wojennego w 1981 r.

W wyjaśnieniach przed Sądem Okręgowym w Warszawie Jaruzelski powiedział, że władze ZSRR miały świadomość, iż "logika wydarzeń w sytuacji ekstremalnej doprowadzi do interwencji". - Taka sytuacja stała za progiem - dodał, powołując się na zapowiadane na 17 grudnia 1981 r. wielkie demonstracje "Solidarności".

Reklama

Według Jaruzelskiego - powołującego się na dygnitarzy ZSRR - byłaby interwencja w Polsce w przypadku wojny domowej lub zagrożenia infrastruktury i szlaków komunikacyjnych Układu Warszawskiego. Cytował on liczne ich wypowiedzi, że przebieg ówczesnych wydarzeń w Polsce stanowił naruszenie równowagi sił w podzielonej Europie i "tworzenie przyczółka NATO" - dlatego przygotowywano się do interwencji w Polsce.

Podsądny przywoływał wypowiedzi oficjeli ZSRR, zaprzeczając tezie IPN, że władze PRL nalegały na interwencję, i że "potulnie spełniały" wszelkie życzenia ZSRR. Powoływał się na słowa rządzących ZSRR sprzed 13 grudnia 1981 r., że Jaruzelski "jest chytry", że to "gienierał-liberał" i "polski szlachcic", oraz że "nie wyda rozkazu, by nie strzelać do wkraczających wojsk ZSRR".

Jaruzelski przypominał protokoły Biura Politycznego KC KPZR, gdzie w grudniu 1981 r. mówiono, że "Polacy są przeciwni wprowadzaniu wojsk"; krytykował IPN, który nie włączył tego do akt sprawy. Cytował też dowódcę wojsk Układu Warszawskiego marszałka Wiktora Kulikowa, który w latach 90. mówił, że ani Kania, ani Jaruzelski w 1981 r. "nie stawiali problemu wkroczenia do Polski". Zarazem podsądny krytykował Kulikowa za jego "humorystyczne" słowa z lat 90., że "interwencja nie była planowana". - 22 spotkania i rozmowy, które wtedy ze mną odbył, nie były o pogodzie - oświadczył.

Jaruzelski ujawnił, że o grupujących się pod koniec 1981 r. pod polską granicą wojskach ZSRR informowali polskie władze m.in. "polscy słuchacze radzieckich uczelni wojskowych". Przytaczał relacje zachodnich dyplomatów z Moskwy, że "setki eszelonów w pełnej gotowości bojowej pędzi w stronę polskiej granicy". "A Biuro Polityczne KC KPZR nic o tym nie wie?" - ironizował Jaruzelski.

Zdaniem oskarżonego, "ostrzegawczą demonstracją i treningiem przed ewentualną interwencją" były wielkie manewery pod polską granicą we wrześniu 1981 r., które on sam odwiedził. "Sojusznicy nie zostawią socjalistycznej Polski w nieszczęściu" - cytował słowa, które na zakończenie ćwiczeń wypowiedział szef MON ZSRR marszałek Dmitrij Ustinow - zwolennik interwencji.

Oskarżony dodał, że po rozpadzie ZSRR niektórzy oficjele ZSRR - zwolennicy interwencji zaczęli się wybielać. "Jastrzębie zamieniły się w gołębie" - powiedział. W tym kontekście mówił o "bredniach" gen. Anatolija Gribkowa, który wtedy był za interwencją, a niedawno mówił, że Jaruzelski w 1981 r. powinien był dogadać się z "Solidarnością" i Kościołem.

Podsądny powołał się też m.in. na słowa z lat 90. b. szefa KPZR Michaiła Gorbaczowa, że Jaruzelski dążył do wyeliminowania zagrożenia ingerencją wojsk Układu Warszawskiego, i że "wybrał mniejsze zło". Cytował też wypowiedzi polityków Zachodu, że stan wojenny był "mniejszym złem" od sowieckiej interwencji, która była realna. Według niego, oceny takie formułowane były m.in. przez b. prezydenta Francji Francois Mitteranda i b. sekretarza stanu USA Aleksandra Haiga, a także Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

Jaruzelski podkreślał, że do dziś Polska nie dostała od Rosji wszystkich archiwów związanych z wydarzeniami 1980-81.

Oskarżony przypomniał, że USA miały szczegółowe informacje o sytuacji w Polsce przed stanem wojennym, nie tylko od swego szpiega w Polsce płk. Ryszarda Kuklińskiego. "Dlaczego nie było ostrzeżenia USA, że reakcja władz Polski będzie ostra?" - pytał retorycznie Jaruzelski. "Brak takiego sygnału to był dla nas właśnie sygnał" - dodał.

Była to już czwarta rozprawa, podczas której 85-letni Jaruzelski odczytywał wyjaśnienia z grubego pliku kartek. Będzie to kontynuował 28 października.

Ówczesny I sekretarz PZPR, premier PRL, szef MON i Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego jest oskarżony o kierowanie "związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, mającym na celu popełnianie przestępstw" - za co grozi do 10 lat więzienia. Drugi zarzut to podżeganie Rady Państwa do przekroczenia jej uprawnień przez uchwalenie dekretów o stanie wojennym wbrew konstytucji PRL - bo podczas trwania sesji Sejmu. Nie przyznaje się on do zarzutów.

W kwietniu 2007 r. pion śledczy IPN w Katowicach skierował akt oskarżenia wobec 9 osób - członków władz PRL, członków utworzonej w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. WRON oraz Rady Państwa PRL (która formalnie wprowadziła stan wojenny). Główni oskarżeni to Jaruzelski, 82-letni gen. Czesław Kiszczak - członek WRON i ówczesny szef MSW oraz 80-letni Stanisław Kania, były już wtedy I sekretarz KC PZPR. 12 września ruszył proces siedmiu osób. Nie przeszkodziła temu nieobecność Kiszczaka, który nie stawia się na rozprawy tłumacząc się złym zdrowiem; sąd uznaje jego nieobecności za nieusprawiedliwione. Sąd zarządził zarazem jego badania lekarskie; maja się odbyć 29 października.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje