Jest decyzja kurii ws. ks. Lemańskiego. "Przepraszam wszystkich"

- Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się dotknięci moją wypowiedzią - oświadczył dziś po spotkaniu w Kurii Warszawsko-Praskiej ksiądz Wojciech Lemański. Kapłan nie został ukarany za słowa wypowiedziane podczas Przystanku Woodstock. Dziś rozmawiał w tej sprawie z arcybiskupem Henrykiem Hoserem.

Happy end i nowy początek - tak opisał finał rozmów rzecznik kurii, Mateusz Dzieduszycki. Ks. Lemański przedstawił "relację z pierwszej ręki" i program na przyszłość, który został przyjęty przez arcybiskupa.

Reklama

Metropolita warszawsko-praski zezwolił także na udział b. proboszcza w Jasienicy w mszach obrzędowych tamże, za zgodą miejscowego proboszcza.

Po spotkaniu rzecznik kurii Mateusz Dzieduszycki powiedział, że "ks. Wojciech Lemański opowiedział o swojej obecności na Przystanku Woodstock, przedstawił pomysł na swój program duszpasterski w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii, a także na polu dialogu chrześcijańsko-żydowskiego i ten program został przyjęty przez ks. arcybiskupa Hosera".

Jak dodał, oznacza to "taki nowy początek albo happy end, jak kto woli".

B. proboszcz parafii w Jasienicy ks. Wojciech Lemański złożył również wyjaśnienia i "obszerną relację" ze swojej obecności na Przystanku Woodstock wikariuszowi generalnemu bp. Markowi Solarczykowi.

"Jeśli ktoś poczuł się urażony moimi słowami, przepraszam"

Po spotkaniu ks. Wojciech Lemański powiedział, że jeśli ktoś poczuł się urażony jego słowami, przeprasza. - Cieszę się, że byłem na Woodstock. Było to moje pierwsze spotkanie z takim audytorium, przez co być może padło tam jedno czy drugie słowo, które można było lepiej przemyśleć; albo być może w jednej czy drugiej wypowiedzi jakiegoś słowa zabrakło - powiedział ks. Lemański dziennikarzom.

Jak dodał, miał zamiar pojawić się tam jako "katolicki kapłan zaangażowany w życie Kościoła i dialog chrześcijańsko-żydowski" i jego zdaniem właśnie tak jego obecność tam odczytano.

Podkreślił, że ponieważ jego przekaz nie był skierowany do wszystkich, tylko do specyficznej festiwalowej publiczności, to mogło się niektórym zdawać, że "chce powiedzieć co innego niż mówił". - Jeśli ktoś poczuł się moimi sformułowaniami dotknięty czy urażony, to takie osoby przepraszam. Nie było moim zamiarem sprawienie komuś przykrości - powiedział.

Chodziło o wypowiedzi ks. Lemańskiego na temat polskiego Kościoła, które wzbudziły kontrowersje w mediach i w środowisku kościelnym. - Czy nasi biskupi się zmienią? Prawdopodobnie nie. Jeden z biskupów, który był moim profesorem w seminarium, właśnie kiedy mówiliśmy o tym, że nie podoba nam się skostnienie Kościoła i ci biskupi, którzy mówią właściwie do ścian, a nie do ludzi, powiedział nam coś takiego: "To pokolenie musi wymrzeć". Brzydkie słowa, ale oni się już nie zmienią. Może być tak, że wy, nowe pokolenie, wniesiecie nowego ducha, nowy entuzjazm, nową aktywność do Kościoła - mówił ks. Lemański na opublikowanym w internecie nagraniu ze spotkania na Przystanku Woodstock.

Wcześniej rzecznik prasowy Kurii Warszawsko-Praskiej Mateusz Dzieduszycki mówił dziennikarzom, że na ewentualną karę za tę wypowiedź może mieć wpływ zachowanie kapłana podczas spotkania. Pytany, jaka kara mogłaby być brana pod uwagę mówił, że kara suspensy, całkowitej (tzn. obejmującej wszelkie czynności kapłańskie) lub czasowej. Mówił, że w jego przekonaniu głośna wypowiedź o biskupach "nie jest najbardziej porażającym fragmentem z tego, co mówił ks. Wojciech Lemański", bo są tam rzeczy znacznie poważniejsze, odnoszące się do istoty nauki Kościoła".

Później rzecznik ocenił to spotkanie jako "świetne". Jak powiedział, jest ono dowodem na to, że "jesteśmy w żywym Kościele i że miłosierdzie jest tym, co króluje w Kościele". Dodał, że nie można było sobie wyobrazić lepszego zakończenia. - Bardzo się cieszę, że ks. Lemański będzie się realizował jako kapłan w Zagórzu i na polu dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Sądzę, że podobnie to odbiera abp Hoser i bp Marek Solarczyk - podkreślił Dzieduszycki.

Ks. Lemański podkreślił, że abp Hoser prosił go, aby częściej informował go o swojej działalności.

Nie wycofuje się z "żadnych słów, które wypowiedział"

Jak mówił, nie wycofuje się z "żadnych słów, które wypowiedział". - Warto zaznaczyć, że część tej burzy medialnej, która miała miejsce, jest zasługą w jakiś sposób dziennikarzy, ponieważ komentowaliście komentarze, a później komentarze do komentarzy. I to była taka samonakręcająca się spirala. Kiedy z kanclerzem kurii bp. Markiem Solarczykiem analizowaliśmy ponad 80-minutowy zapis wystąpienia na Przystanku Woodstock, to okazało się, że ksiądz biskup nie dostrzegł tam żadnych sformułowań, które można by uznać za niewłaściwe, obraźliwe czy mijające się z nauką Kościoła - powiedział ks. Lemański.

Na pytanie dziennikarzy, czy ks. Lemański może już wypowiadać się w mediach, rzecznik kurii odpowiedział: "To, że jesteśmy tu razem, to oznacza, że mamy jeden Kościół, w którym razem z ks. Wojciechem robimy to, co do nas należy, a ks. Lemańskiego nadal obowiązuje zakaz wypowiadania się w mediach". Dodał, że dzisiejsze spotkanie jest pewnego rodzaju wyjątkiem, "który być może jest dobrym znakiem na przyszłość".

Lemański powiedział dziennikarzom, że rozmowa z abp. Hoserem dotyczyła też jego działalności na rzecz dialogu chrześcijańsko-judaistycznego i parafii w Jasienicy. Dodał, że abp Hoser wyraził zgodę na jego udział w liturgiach obrzędowych, takich jak śluby, pogrzeby czy też w najbliższą niedzielę w obchodach 110. rocznicy Straży Pożarnej w Jasienicy; za zgodą miejscowego proboszcza i przy jego współudziale.

Ks. Lemański do lipca 2013 r. był proboszczem parafii w Jasienicy (Mazowieckie). Na swym blogu krytykował kościelnych hierarchów, w tym przełożonego - przewodniczącego Zespołu Ekspertów KEP ds. Bioetycznych abp. Hosera - m.in. za dokument bioetyczny episkopatu dotyczący m.in. in vitro, aborcji i eutanazji. Został usunięty z probostwa; abp Hoser uznał postawę księdza za "brak szacunku i posłuszeństwa biskupowi diecezjalnemu oraz nauczaniu biskupów w Polsce w kwestiach bioetycznych". Ks. Lemański odwołał się od tej decyzji do Watykanu. Stolica Apostolska nie uwzględniła odwołania.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje