Kaczyński chce ich ukarać, posłowie się bronią

Bronią się, choć ich szef odciął się od nich. Trzej posłowie, zawieszeni przez Prawo i Sprawiedliwość za służbowy wyjazd do Madrytu, przekonują, że w ich podróży nie doszło do nadużyć.

Adam Hofman, Mariusz Antoni Kamiński i Adam Rogacki w wydanym oświadczeniu powołują się na pismo, które mieli przekazać już we wtorek szefowi polskiej delegacji Andrzejowi Halickiemu, posłowi PO. Mieli napisać w nim, że do stolicy Hiszpanii nie pojechali samochodami, a polecieli samolotem. Jak deklarują, napisali też, że bilety kupili z własnych środków, a pieniądze otrzymane na podróż samochodami zwrócą.

Kaczyński domaga się surowych kar

Reklama

Przed wydaniem oświadczenia prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że tego rodzaju postawa, jaką zaprezentowali posłowie, nie może być tolerowana w Prawie i Sprawiedliwości. Zaznaczył, że będzie dążył do tego, by decyzje wobec polityków były jak najostrzejsze i jak najszybsze. - Chodzi o wydalenie z partii, które oczywiście zamyka także drogę do parlamentów w nieodległej już, przyszłej kadencji - mówił prezes PiS.

Jarosław Kaczyński przyznał, że ta sytuacja nie pomoże jego partii w zbliżających się wyborach samorządowych. Liczy jednak, że Polacy docenią szybką i zdecydowaną reakcję PiS. Zarzucił też Platformie Obywatelskiej, że w niej "nie obowiązuje zasada odpowiedzialności". Prezes PiS przekonywał przy tym, że odpowiedzialność jest podstawą - jak się wyraził - dobrego życia publicznego. 

Posłowie zostali w piątek zawieszeni. Jarosław Kaczyński tłumaczył w sobotę, że to najsurowsza kara jaką mógł na nich nałożyć jako prezes na podstawie statutu partii. 

- Potrzebny jest mechanizm kontroli podobnych praktyk przez Prezydium Sejmu - uważa wicemarszałek Jerzy Wenderlich z SLD. Dodał, że w tym przypadku doszło nie tylko do prawdopodobnej próby wyłudzenia pieniędzy, lecz także do uchylania się od pracy.

Z kolei minister rolnictwa Marek Sawicki przyznał, że niejasne rozliczenia podróży zagranicznych należą do powszechnych praktyk polskich parlamentarzystów. Zwrócił uwagę, że często nasi eurodeputowani zaniedbują ważne sprawy w Brukseli lub Strasburgu, pracując w Warszawie. Zdaniem ministra, powinna się temu przyjrzeć komisja etyki. 

Barbara Nowacka z Twojego Ruchu twierdzi, że sprawa posłów PiS-u pokazuje charakter naszej klasy politycznej. Jak mówiła, mamy do czynienia z okradaniem Polski. - Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień - zastrzegła z kolei Beata Kempa z Solidarnej Polski. Zwróciła uwagę, że prezes PiS rozstrzygnął sprawę jednoznacznie.

Janusz Piechociński zapewnił, że nie cieszy się z tej sytuacji. Jego zdaniem, zawiedli politycy, którzy często goszczą w mediach. Jak podkreślił, nie jest to jedynie problem Prawa i Sprawiedliwości, bo każdy taki przypadek odbiera wiarygodność całej scenie politycznej.

Sekretarz Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Wojciech Sawicki poinformował, że Mariusz A. Kamiński podczas delegacji do Madrytu nie brał udziału w posiedzeniach komisji. Według niego, Kamiński pojawił się na spotkaniu tylko rano. Z kolei Adam Hofman i Adam Rogacki, którzy również brali udział delegacji, podpisali listę obecności późnym popołudniem.

Halicki zażądał wyjaśnień

Wyjaśnień w tej sprawie zażądał Przewodniczący Delegacji Parlamentarnej RP do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Andrzej Halicki. Wystąpił też do marszałka Sejmu z wnioskiem o nierozliczenie środków finansowych przekazanych posłom na pokrycie kosztów delegacji.

Mariusz A. Kamiński odpiera zarzuty i twierdzi, że brał udział w pracach komisji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Madrycie. Obszerne oświadczenie w tej sprawie poseł PiS opublikował na swojej stronie internetowej. Przedstawił w nim szczegółową relację z obu posiedzeń. Oświadczył też, że zwróci się do odpowiednich władz Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy o sprostowanie i przekazanie tego sprostowania do marszałka Sejmu.

Według doniesień medialnych, do stolicy Hiszpanii parlamentarzyści mieli jechać prywatnymi autami, a polecieli tanimi liniami, a na podróż i pobyt mieli dostać z sejmowej kasy blisko dziesięć tysięcy złotych zaliczki. Sprawa stała się głośna, po tym jak media opisały awanturę na pokładzie samolotu, którym lecieli posłowie. Miało tam dojść do sprzeczki żon polityków z obsługą samolotu, która zwróciła uwagę, że na pokładzie nie można pić własnego alkoholu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje