Kade: Funkcjonariusz BOR pozostanie na leczeniu w WIM

Poszkodowany w wypadku z udziałem premier funkcjonariusz BOR pozostanie na leczeniu w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie - powiedział w sobotę PAP zastępca komendanta Instytutu płk Grzegorz Kade.

Kade zaznaczył, że rano rozmawiał z poszkodowanym i jego żoną. "Pacjent nie wyraził zgody na informowanie o jego stanie zdrowia" - powiedział wiceszef WIM pytany przez PAP, jak długo może trwać leczenie. Zaprzeczył, że jest na oddziale neurologicznym szpitala.

Reklama

Kade nie chciał mówić o stanie premier Beaty Szydło i o tym kiedy może opuścić szpital - odesłał do rzecznika rządu.

Podczas sobotniej porannej konferencji prasowej rzecznik rządu Rafał Bochenek powiedział, że premier Beata Szydło, która także jest w WIM, doznała obrażeń, ale nic poważnego jej się nie stało - czuje się dobrze, jej stan jest stabilny, jest właściwie zaopiekowana i diagnozowana; może wypełniać swoje funkcje i realizować obowiązki szefowej rządu. Bochenek dodał, że premier przez najbliższy czas pozostanie pod obserwacją lekarzy; nie wiadomo jeszcze, czy poprowadzi wtorkowe posiedzenie Rady Ministrów.

Do wypadku doszło w piątek ok. godz. 18.30 w Oświęcimiu. Rządowa kolumna trzech samochodów na sygnale uprzywilejowania, w której pojazd premier Beaty Szydło jechał w środku, wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i zderzył się z autem szefowej rządu. Oprócz premier poszkodowani zostali dwaj funkcjonariusze BOR, w tym kierowca. W sobotę przed południem opuścił on już szpital w Oświęcimiu.

W sobotę kierowca seicento usłyszał zarzut spowodowania wypadku; przyznał się do winy. Sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Krakowie. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje