​Kidawa-Błońska: Nie rozumiem postawy KEP ws. głosujących za in vitro

Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska (PO) powiedziała, że jest zaskoczona postawą Episkopatu wobec parlamentarzystów, którzy głosowali za ustawą o in vitro. Jej zdaniem stanowisko hierarchów jest "przykre i niesprawiedliwe".

Według Kidawy-Błońskiej ustawa porządkuje i chroni sytuację zarodków i "grzechem" był dotychczasowy brak takich regulacji.

Stanowisko Episkopatu Polski

Reklama

Przewodniczący Rady Prawnej Konferencji Episkopatu Polski (KEP) abp Andrzej Dzięga napisał w oświadczeniu, że kto z katolików świadomie i dobrowolnie podpisuje się lub głosuje za dopuszczalnością metody in vitro, tym samym podważa communio, czyli swoją pełną wspólnotę z Kościołem katolickim. Oświadczenie to wydano w związku z pytaniami o interpretację sprawy głosowania w parlamencie i podpisania ustawy dotyczącej procedury in vitro.

"Ja jestem zaskoczona, bo przez 25 lat w Polsce nie było żadnego uregulowania w sprawie in vitro i wydaje mi się, że te osoby, które nie chciały tego uregulować, którym nie przeszkadzało to, że zarodki są niszczone, że możliwe są eksperymenty, nie robiły nic - to tu jest grzech zaniechania" - oceniła Kidawa-Błońska we wtorek w Polsat News.

Powiedziała, że dziś dzięki ustawie o in vitro zakazano niszczenia zarodków w Polsce, dokonywania na nich eksperymentów i handlu nimi.

"W tym obszarze zrobiono bardzo dużo, uporządkowano to. I ja uważam, że to jest dobre, a nie złe. To, co było do tej pory, było naganne i to naprawdę wołało o pomstę do nieba" - podkreśliła.

Na uwagę, że ustawa o in vitro była dla Kościoła nie do zaakceptowania i że padały słowa o "niszczeniu życia" - Kidawa-Błońska oceniła, że "zarodki stworzone na szkle mają większą ochronę niż te w normalnym życiu biologicznym". Wskazała, że kobiety wielokrotnie nieświadomie tracą wiele zarodków dla powstania jednej ciąży i że dzieje się to naturalnie.

"Kościół ma prawo powiedzieć, że jest przeciwko tej metodzie i ja to szanuję - ale powinien być też przeciw temu stanowi, który był do tej pory (...). Papież Jan Paweł II powiedział kiedyś: jeśli nie można całkowicie zmienić prawa, to poprawmy je tak, by było jak najmniej szkody. Ta ustawa idzie właśnie w tym kierunku" - przekonywała.

Według niej postawa Episkopatu wobec parlamentarzystów jest "dość przykra i niesprawiedliwa".

25 lat bez regulacji ws. in vitro

"Posłowie wykonali naprawdę dobrą pracę, nikt nikogo nie zachęca do stosowania tej metody (...). Przez 25 lat można było zrobić wszystko i nikomu to nie przeszkadzało, a teraz, kiedy to uporządkowano, to ma być grzechem? Chyba jest odwrotnie?" - mówiła Kidawa-Błońska.

W oświadczeniu Dzięga napisał m.in., że "Prezydent RP i parlamentarzyści, którzy poparli ustawę dotyczącą in vitro, równocześnie publicznie wyrazili swoje poglądy, które stały się źródłem poważnego zgorszenia wielu wiernych, co jest postawą lub zachowaniem, które prowadzi drugiego człowieka do popełnienia zła". Arcybiskup podkreślił, że głosowanie ma rangę deklaracji publicznej, publicznego oświadczenia woli i tak też jest rozumiane przez obywateli.

W wydanym oświadczeniu hierarcha napisał, że ci, którzy opowiedzieli się za ustawą o in vitro, powinni powstrzymać się od przystępowania do Komunii świętej, dopóki nie zmienią publicznie swego stanowiska, ponieważ "grzech popełniony publicznie, jakim jest udział w stanowieniu prawa naruszającego godność życia ludzkiego, stanowi szczególną formę zgorszenia". Dodał, że poprzez głosowanie lub podpis pod ustawą dopuszczającą in vitro "nie zaciąga się automatycznie ekskomuniki". Taką karę ma prawo nałożyć ordynariusz po dokładnym zbadaniu danej sprawy - przypomniał.

Zaznaczył, że trudno odmówić takim osobom Komunii świętej, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy dana osoba nie była wcześniej u spowiedzi i nie uzyskała rozgrzeszenia z tego grzechu.

Stanowisko prezydenta Komorowskiego

Możliwość pobierania komórek rozrodczych od osoby niezdolnej do świadomego wyrażania woli bez jej uprzedniej zgody to "wkroczenie przez państwo w chronioną konstytucją sferę intymności" - napisał prezydent Bronisław Komorowski we wniosku do TK ws. ustawy o in vitro.

Prezydent zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepisy dotyczące tzw. zabezpieczenia płodności na przyszłość, które - jego zdaniem - mogą naruszać konstytucyjne zasady ochrony wolności i godności człowieka. Wniosek do TK w ramach kontroli następczej zapowiedział, gdy podpisał ustawę o leczeniu niepłodności. Treść wniosku Kancelaria Prezydenta opublikowała we wtorek na swoich stronach internetowych.

W uzasadnieniu do wniosku Komorowski podkreślił, że dla oceny konstytucyjności zakwestionowanych przepisów zasadnicze znaczenie ma odniesienie się do samego założenia o dopuszczalności pobierania komórek rozrodczych od osoby niezdolnej do świadomego wyrażania woli bez jej uprzedniej zgody. "Jest to bowiem wkroczenie przez państwo w chronioną konstytucją sferę intymności każdego człowieka. Tak głęboka ingerencja w sferę psychiczną jednostki i zarazem jej cielesność budzi wątpliwość konstytucyjne" - napisał.

Jak poinformowała w komunikacie Kancelaria Prezydenta, prezydent zakwestionował przepisy umożliwiające pobranie komórek rozrodczych od osoby, która nie jest zdolna do świadomego wyrażenia na to zgody, ponieważ jego wątpliwości budzi "dokonany przez parlament wybór, w sytuacji występowania kolizji wartości".

"Regulacja ta zagrażać może takim wartościom jak podmiotowość każdego człowieka oraz przysługująca mu wolność osobista i prawo do decydowania o swoich sprawach osobistych. W opinii prezydenta RP ten dylemat prawny, ze względu na to, że dotyczy on praw i wolności gwarantowanych przez konstytucję powinien rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny" - napisano w komunikacie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy