Komornik zajął pieniądze szpitala

Komornik zajął ponad 8 mln złotych, które powinny trafić z Narodowego Funduszu Zdrowia do wrocławskiego szpitala akademickiego. Placówka może jednak liczyć na pomoc ministra zdrowia i rządu.

- Jest to jeden z nielicznych szpitali, w którym ja osobiście powinienem się zaangażować. Traktuję to jako swój obowiązek, żeby temu szpitalowi pomóc. Mówimy o ogromnych pieniądzach, które będą musiały pochodzić z budżetu państwa. Premier też musi mieć czas na zastanowienie, podobnie jak pani wicepremier Gilowska. W poniedziałek lub wtorek w przyszłym tygodniu będziemy mieli propozycję rozwiązania problemu tego szpitala - powiedział minister Religa.

Reklama

Dolnośląski oddział NFZ przelał w czwartek w południe na konto komornika pieniądze Akademickiego Szpitala Klinicznego, gdyż placówka nie uzyskała od wierzycieli zgody na odsunięcie o 30 dni spłaty zadłużenia. 8,6 mln zł przelane na konto komornicze to zapłata za świadczenia wykonane przez ASK w grudniu. Byt szpitala jest zagrożony.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, pieniądze te mogły trafić do szpitala, gdyby wszyscy 64 wierzyciele placówki zgodzili się na odroczenie spłaty zobowiązań. Ostatecznie trzy podmioty nie wyraziły na to zgody. Szpital zaprzestanie przyjmowania pacjentów.

Dyrektor szpitala Piotr Pobrotyn do ostatniej chwili negocjował odroczenie. Zapowiedział, że na początku przyszłego tygodnia złoży do prokuratury doniesienie o zagrożeniu zdrowia i życia pacjentów.

- Nie uzyskaliśmy konsensusu z wszystkimi naszymi wierzycielami. Wystąpię do komornika o uwolnienie środków na niezbędne leki i sprzęt na ratowanie życia i zdrowia. Znam orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego (umożliwia komornikom egzekucję należności z kont szpitali - red.), ale mamy tez zapisy konstytucji mówiące o zabezpieczeniu zdrowia obywateli. Jeżeli nic się nie zmieni, to w pierwszej kolejności zawiesimy przyjęcia planowe. Ale nie wiem, na jak długo. To co się wydarzyło, uniemożliwia funkcjonowanie placówki - powiedział Pobrotyn.

Dyrektor nie chciał powiedzieć, którzy wierzyciele nie zgodzili się poczekać 30 dni na spłatę zobowiązań. Nieoficjalnie wiadomo, że są to dwie firmy handlujące długami i Fortum - dawne wrocławskie Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej.

Pobrotyn w piątek chce spotkać się z ministrem zdrowia Zbigniewem Religą. Chce go przekonać, że ASK ma pomysł na ratunek: szpital chciałby wziąć kredyt na 150 mln zł, co pozwoliłoby zamienić dług krótkoterminowy na długoterminowy.

- Cały plan, pomysł i problem tkwi w jednym, kluczowym słowie "poręczenie". Jadę o tym porozmawiać, spytać, czy budżet może poręczyć kredyt - powiedział dyrektor.

W dramatycznej sytuacji znalazła się lecząca dzieci z nowotworami Katedra i Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej.

- Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy będę musiała powiedzieć rodzicom, że nie mam za co leczyć ich dzieci. Do tej pory nie spotkaliśmy się z takim zagrożeniem. Najgorsze jest to, że nie mam gdzie swoich pacjentów przenieść - zaznaczyła dyrektor kliniki prof. Alicja Chybicka.

Zrozpaczeni rodzice małych pacjentów nie wyobrażają sobie, że leczenie ich dzieci zostanie przerwane lub zawieszone. Proponują zorganizowanie akcji esemesowej, z której dochód zostałby przeznaczony na potrzeby placówki.

Maria Świderska ze szpitalnej "Solidarności" nie wyklucza, że związek zorganizuje protest w obronie placówki. Nie wiadomo jeszcze, na czym miałby polegać. Związkowcy chcieliby, żeby w protest zaangażowała się "S" z całego województwa.

Mający 300 mln zadłużenia Akademicki Szpital Kliniczny to największy szpital na Dolnym Śląsku i jeden z największych w kraju. Drugi wrocławski szpital, którego organem założycielskim jest Akademia Medyczna - Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 1 - zawarł porozumienie ze swoimi wierzycielami.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy