Końskie: Były ordynator nie przyznaje się do winy

Były ordynator oddziału okulistycznego szpitala w Końskich (Świętokrzyskie), oskarżony o przyjmowanie łapówek, nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. W czwartek przed tamtejszym Sądem Rejonowym rozpoczął się od nowa proces lekarza.

Prokurator oskarżył 44-letniego Andrzeja W., że w latach 2000- 2006 przyjmował 21 razy łapówki - od pacjentów lub ich krewnych - w kwotach od 50 do 500 zł. Pieniądze miał brać za przyjęcie do szpitala, wykonanie operacji, sprawowanie właściwej opieki, a nawet za udzielenie informacji o stanie zdrowia chorego. Lekarzowi grozi do 10 lat więzienia.

Reklama

Sąd postanowił prowadzić proces od początku, ponieważ od ostatniej rozprawy z udziałem oskarżonego upłynęło ponad pół roku i w tym czasie zmienił się skład orzekający oraz obrońca podsądnego.

Po odczytaniu wyjaśnień Andrzeja W. złożonych w śledztwie, sąd wysłuchał świadka-oskarżyciela posiłkowego Grażynę C. Zeznała ona, że na wyraźne żądanie byłego ordynatora wręczyła mu 100 zł za przyjęcie na oddział i 500 zł za wykonanie operacji, a po niej dała lekarzowi w szpitalu butelkę koniaku za 80 zł, a potem 50 zł.

Według oskarżonego, Grażyna C. "molestuje" go od pewnego czasu, wydzwaniając o różnych porach do jego mieszkania i gabinetu okulistycznego. W czasie około 30 rozmów w ciągu kilku tygodni miała proponować mu spotkania "przy kawie" i "spojrzenie sobie w oczy". Sąd zapoznał się z kilkoma nagraniami tych rozmów.

Zdaniem Andrzeja W., Grażyna C. jest z nim od kilku lat w konflikcie, toteż jest "niewiarygodna". Ma też zaburzenia psychiczne, o czym świadczy m.in. to, że była w przeszłości leczona psychiatrycznie - argumentował oskarżony.

Sąd postanowił zapoznać się z historią choroby Grażyny C. Na tej podstawie ustosunkuje się do wniosku obrony o przesłuchanie kobiety w obecności biegłego psychiatry i psychologa, w celu ocenienia stanu jej umysłu.

Termin następnej rozprawy został wyznaczony na 17 kwietnia.

Sprawa Andrzeja W. wyszła na jaw, gdy na policję zgłosił się pacjent, który poinformował, że za przyjęcie na oddział dał ordynatorowi 100 zł łapówki. Mężczyzna zgodził się na współpracę z policjantami. Otrzymał 300 zł, które 7 marca 2006 roku wręczył lekarzowi. Wizytę ukradkiem sfilmował - potem do gabinetu wkroczyli funkcjonariusze, którzy zatrzymali lekarza.

Dzięki informacjom w mediach, w trakcie śledztwa do organów ścigania zgłosiło się siedem kolejnych osób, które ujawniły, że wręczyły pieniądze ordynatorowi. Niektórzy zeznali, że dawali pieniądze kilkakrotnie. Zgodnie z prawem nie będą pociągnięci do odpowiedzialności karnej.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje