Kontakty intymne Katarzyny P. i strażnika. Popełniono przestępstwo?

Czy funkcjonariusze służby więziennej w Zakładzie Karnym nr 1 w Łodzi przekroczyli uprawnienia? W więzieniu doszło do kontaktów intymnych więziennego wychowawcy z aresztowaną ws. afery Amber Gold Katarzyną P.

Prokuratura sprawdza, czy funkcjonariusze służby więziennej w Zakładzie Karnym nr 1 w Łodzi popełnili przestępstwo, dopuszczając do kontaktów intymnych więziennego wychowawcy z aresztowaną ws. afery Amber Gold Katarzyną P. Stanowisko stracił dyrektor placówki.

Reklama

Rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania poinformował, że doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień bądź niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy służby więziennej złożył do prokuratury Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej. Równolegle również SW prowadzi czynności wyjaśniające w tej sprawie.

Według piątkowego "Dziennika Łódzkiego", który powołuje się na anonimowe źródła, w Zakładzie Karnym nr 1 doszło do zbliżenia w pokoju wychowawców między osadzoną a jednym z funkcjonariuszy służby więziennej. Schadzka - według doniesień gazety - miała odbyć się za zgodą i akceptacją obu stron, a kobieta zaszła w ciążę. W związku z tą sprawą - według informacji "DŁ" - zwolniony został dyrektor zakładu karnego.

Jak informuje gazeta, kobietą tą jest Katarzyna P., od dwóch lat aresztowana w sprawie afery Amber Gold. Nie ma możliwości kontaktu ze swoim mężem Marcinem P. - byłym szefem Amber Gold - który przebywa w areszcie w Piotrkowie Trybunalskim. Marcin P. ma pozostać w areszcie co najmniej do maja.

Rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej, która prowadzi śledztwo ws. Amber Gold, nie chciał w rozmowie z PAP odnieść się do informacji medialnych o ciąży Katarzyny P. Kopania zaznaczył, że wg informacji, które posiada prokuratura, nie ma przeszkód, by Katarzyna P. przebywała w warunkach pozbawienia wolności. Okres jej aresztowania mija w połowie kwietnia, ale wkrótce prokuratura wystąpić ma do sądu z wnioskiem o przedłużenie aresztu.

Postępowanie w sprawie możliwego przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków w łódzkim zakładzie karnym prowadzić będzie Prokuratura Rejonowa Łódź-Widzew. Obecnie - jak powiedział Kopania - śledczy czekają na materiały z wewnętrznego postępowania, prowadzonego przez Służbę Więzienną.

Rzecznik dyrektora okręgowego Służby Więziennej w Łodzi Bartłomiej Turbiarz potwierdził PAP fakt odwołania dyrektora ZK nr 1. W piątkowym komunikacie SW potwierdzono również, iż SW zawiadomiła śledczych o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy służby więziennej w ZK nr 1 w Łodzi.

Z pisma SW wynika, że "Służba Więzienna nie jest uprawniona do wypowiadania się o stanie zdrowia osób przebywających w izolacji penitencjarnej w ramach tymczasowego aresztowania". Tym samym brak oficjalnego potwierdzenia doniesień dotyczących ciąży Katarzyny P. ze strony tej służby.

Do informacji prasowych nie chciał również odnieść się reprezentujący Katarzynę P. mec. Łukasz Daszuta. W rozmowie z PAP powiedział, że nie będzie komentował tych informacji z uwagi na tajemnicę zawodową.

Śledztwo w sprawie Amber Gold jest przedłużone do lipca i - według najnowszych zapowiedzi prokuratury - w czerwcu do gdańskiego sądu powinien trafić akt oskarżenia.

Według prokuratury Marcin P. i Katarzyna P. - działając wspólnie i w porozumieniu - w ramach tzw. piramidy finansowej doprowadzili w sumie ok. 18 tys. osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie prawie 851 mln zł. Przyjęto, że oboje działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili z tej działalności stałe źródło dochodu.

Marcin P. jest podejrzany obecnie w sumie o 24 przestępstwa, jego żonie zarzucono ich 17. Obok oszustwa znacznej wartości zarzuca się im m.in. poświadczenie nieprawdy w oświadczeniach o podwyższeniu kapitału zakładowego kilku spółek, naruszenie ustawy o rachunkowości oraz kodeksu spółek handlowych.

Podejrzani - według prokuratury - nie przyznają się do zarzutów i odmawiają składania wyjaśnień. Obojgu grozi kara do 15 lat więzienia. Małżonkowie P. zapoznają się z aktami sprawy, które liczą ponad 15 tys. tomów i składają wnioski dowodowe.

Zdaniem prokuratury, Amber Gold - firma, która miała inwestować w złoto oraz inne kruszce i kusiła klientów wysokim oprocentowaniem inwestycji - od początku była tzw. piramidą finansową i z takim zamiarem powstała. Nie ma zaś dowodów, że spółka była finansowa z nielegalnych źródeł np. przez grupy przestępcze, ani, że w spółce dochodziło do prania brudnych pieniędzy. Z opinii finansowo-księgowej przygotowanej przez Ernst&Young Audyt Polska wynika, że spółki pozyskała z lokat 851 mln zł, z czego zaledwie ponad 10 mln zł zainwestowała w złoto, które miało być ich zabezpieczeniem.

Z bilansu spółki wynika, że prezes Amber Gold Marcin P. i jego żona wypłacili sobie z tytułu wynagrodzenia za pracę oraz zleceń w sumie 18,8 mln zł "pensji". Ostatecznie zainwestowane pieniądze przed upadkiem spółki odzyskało zaledwie ok. 3 tys. z ok. 18 tys. jej klientów - obecnie są oni pokrzywdzonymi w tej sprawie.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje