Korwin-Mikke: Nie po drodze mi z ONR-em

11 listopada lepiej iść na marsz czy wziąć rodzinę na obiad i wywiesić na domu biało-czerwoną flagę? - Szczerze mówiąc, to najlepiej zjeść schabowego z dobrą kapustą. Przy okazji ludowcy zostaną symbolicznie uczczeni - mówi Janusz Korwin-Mikke w rozmowie z Adamem Drygalskim.

Adam Drygalski, Interia: Pan ma problem z 11 listopada, bo Święto Niepodległości kojarzy się z Józefem Piłsudskim, który - jak wiadomo - był socjalistą a pański stosunek do socjalizmu jest każdemu znany.

Janusz Korwin-Mikke
: - Zdumiewa mnie, że narodowcy wybrali sobie taką datę. Rozumiem, że z powodów pragmatycznych, bo jest to po prostu dzień wolny i można pomaszerować, nie biorąc urlopu w pracy.

Reklama

Pan uważa datę 7 października za właściwą, bo wtedy Rada Regencyjna ogłosiła niepodległość Królestwa Polskiego. Tyle że ta rada była uzależniona od zaborców, a po 35 dniach się rozwiązała, bo władzę przejął marszałek Piłsudski.

- To, że towarzysz Piłsudski zlikwidował Królestwo Polskie i powołał II Rzeczpospolitą nie znaczy jeszcze, że Królestwo Polskie było złe. Zresztą to Rada Regencyjna przekazała mu władzę, w tym władzę nad wojskiem. Więc nieuznawanie Rady Regencyjnej, oznaczałoby uznanie za nieważne objęcie władzy przez Piłsudskiego. Dodajmy zresztą, niemieckiego agenta.

Ale pan na marszu narodowców dwa razy był. Nie za bardzo rozumiem, po co.

- Środowisko narodowe jest podzielone a większość z nich to narodowi socjaliści. Prawica narodowa to jednak także endecy. Jest ich trochę u nas, trochę u Kukiza. Coś na kształt przedwojennej endecji poznańskiej. Natomiast ONR to była firma lewicowa, a ONR-Falanga to wręcz komuniści. Przecież Bolesław Piasecki kilkanaście lat po sformowaniu Falangi żył sobie spokojnie przy władzy Stalina. Nie dlatego że był jego agentem, ale bo miał identyczny światopogląd. Z tą tylko różnicą, że jeden wierzył w Boga a drugi nie. A że różnica wychodzi dopiero po śmierci, to nikt się tym specjalnie nie przejmował. Czesław Miłosz pisał, że "jest ONR-u spadkobiercą Partia." I miał rację. Na marszach zawsze szedłem obok endeków.

Organizatorzy marszu niepodległości mają teraz nowego wroga. Facebook usuwa im zaproszenia na to wydarzenie, więc protestują pod jego siedzibą w Warszawie. Panu też zdarza się walczyć z Facebookiem?

- Ależ Facebook to prywatna firma i może sobie robić, co chce. Ja też kiedyś dostałem ostrzeżenie, bo Facebook stwierdził, że nie podobają im się moje treści, więc na wszelki wypadek trzymam je też na rosyjskim vk.com. Nikt nikomu nie broni założyć sobie własnego portalu społecznościowego. Wtedy nie trzeba będzie patrzeć na prywatne uprzedzenia pana Zuckerberga.

11 listopada wyruszy też marsz KOD-u. Ideowo środowisko bliższe marszałkowi niż ONR?

- Najbliższy Piłsudskiemu jest PiS, bo to są socjaliści czystej wody. To jest partia piłsudczyków, więc ten najbliższy ideowo Brygadierowi marsz odbędzie się w Krakowie.

Ale mówimy o tych dwóch największych. O tym że na marsz KOD-u pan nie pójdzie, to wiem bez pytania. A co z marszem niepodległości? Idzie pan, czy zostaje w domu?

- Jeszcze nie wiem, bo organizatorzy marszu chyba się na mnie obrazili za to, co mówię o narodowych socjalistach. Jak mnie zaproszą, to może się wybiorę.

Ale jaki ma to sens, skoro nie do końca panu z nimi po drodze?

- No nie do końca, z połową z nich nie.

Muniek Staszczyk z T.Love powiedział Interii, że on się na żaden marsz nie wybiera, bo albo będzie postrzegany jako lewacka k.., albo jako faszysta. Woli wziąć rodzinę na obiad i wywiesić na domu biało-czerwoną flagę. Ma rację?

- Szczerze mówiąc, to najlepiej zjeść schabowego z dobrą kapustą. Przy okazji ludowcy zostaną symbolicznie uczczeni.

A czy rząd Prawa i Sprawiedliwości jest rządem patriotów?

- Jarosław Kaczyński na pewno jest patriotą. Natomiast jego ludzie chcą się po prostu nachapać na państwowych posadach. Coś w stylu Misiewicza, czyli wkręcić się i być jak pijawka. Formalnie jest to legalne, ale w zasadzie gorsze od kradzieży. Jak ktoś ukradnie państwu miliard, to może przynajmniej zrobić z tego niezły pożytek. A na pewno lepszy niż państwo. Gospodarka za PO, które przecież kradło na potęgę, rozwijała się lepiej niż teraz. Znacznie gorsze skutki niesie za sobą majstrowanie przy prawie i udawanie świętszych od papieża. Jeśli mam do wyboru, żeby popłynąć w rejs z kapitanem, który jest fachowcem i jednocześnie oszustem, a niedokształconym ale uczciwym, to wybieram tego pierwszego, bo ze statku może wyjdę bez portfela, ale przynajmniej nie pójdę z łajbą na dno.

Zapytałem o rząd, bo ten nie zanegował umowy CETA, przez co naraził się niektórym grupom, chociażby rolnikom. Czy zamiast interesów Polaków, broni się interesów wielkich korporacji?

- Ale z całym szacunkiem, co mnie do cholery, obchodzą polscy rolnicy, których dajmy na to jest milion? A pozostałe 37 milionów Polaków? Ważny nie jest interes polskiego producenta, ale polskiego konsumenta. Jesteśmy prawicowcami. Nie po to budujemy fabrykę butów, żeby kapitalista miał pieniądze a robotnik pracę, tylko po to, żebyśmy mieli buty. Szpital nie stoi po to, żeby lekarz z pielęgniarką mieli gdzie chodzić do pracy, tylko po to żebyśmy mieli dobrą opiekę medyczną. Człowiek pracy ma stać na baczność przed konsumentem. W krajach socjalistycznych dba się o ludzi pracy i jest to błędna logika, bo człowiek pracy ma być sługą konsumenta. Socjaliści zawsze stawiali wóz przed koniem.

W kwestiach historycznych Prawo i Sprawiedliwość pielęgnuje patriotyzm podtrzymywaniem pamięci o żołnierzach wyklętych. "Fajnie mieć grupę martwych bohaterów, kupczyć pamięcią dla doraźnych celów" - tak spuentował tę postawę Maciej Maleńczuk w swoim ostatnim utworze.

- To są przede wszystkim postacie tragiczne. Błędni rycerze, którzy walczyli, ale nie mieli do czego wrócić. Warto po latach zapomnienia, zwrócić im miejsce w historii, ale też bez przesady. Trzeba wziąć poprawkę na to, że niezłomni też musieli z czegoś żyć. Wszystkie armie na świecie rabowały i gwałciły, a żołnierze wyklęci to żaden wyjątek. Przekleństwem żołnierzy wyklętych jest to, że PiS nie ma swoich żadnych bohaterów. Poza tym są to jednak ludzie przegrani. Wolałbym mieć takiego bohatera, który jest niezwyciężony, a nie takiego, co całe życie dostawał po głowie.

Czyli na przykład kto?

- Bolesław Chrobry!

Chrobry? Przecież to prehistoria! Ludzie kojarzą go tylko z banknotów.

- Jak mu król Jarosław Mądry w Kijowie odmówił ręki siostry, to napadł na ten Kijów i go złupił a Przecławę zgwałcił. Zresztą potem była dobrowolnie jego konkubiną.

I to ma być bohater narodowy?

- Wolę jego, niż takich których mordowano! Chwalenie tych których zamordowano jest bez sensu, bo dali się zamordować. Ja chcę takich, którzy zabijali innych. To są bohaterowie. Mamy wygrywać, a nie umartwiać się nad sobą przez całe życie. Martyrologii trzeba unikać a nie chwalić się tym, że nas niszczono. Pochwalmy się choć raz, że to myśmy kogoś ukatrupili. "Wojna nie jest po to żebyś ty zginął za swój kraj, tylko żeby tamten sukinsyn zginął za swój". Zgadzam się w tej kwestii z generałem Pattonem.

Czyli polityka historyczna do poprawki. A jak jest z socjalem? 500+, mieszkanie+, ostatnia ustawa "Za życiem", czyli cztery tysiące złotych wypłacane jednorazowo przy urodzeniu niepełnosprawnego dziecka?

- Kiedyś dobry car wprowadził przepis, że jak poddany nie ma dwóch palców, to będzie zwolniony ze służby wojskowej - więc ludzie masowo obcinali sobie palce. To jest barbarzyńskie prawo. Bądźmy realistami. Jeśli ludzie zabijają swoje dzieci, to co im szkodzi dziecko przed urodzeniem zniekształcić? Socjaliści zawsze bronią przegranej sprawy. Nieudaczników nie wolno nagradzać "Vae victis" jak mówili Rzymianie - nie "Gloria victis" jak pisała o Eliza Orzeszkowa. Jeśli już, to dlaczego tych pieniędzy nie przeznaczyć na wybitne dzieci? Inteligentne, wyprzedzające o kilka długości swoich rówieśników? Takie, które jak dorosną pociągną ten kraj do przodu.

Dziecko nie ma wpływu na to, czy urodzi się zdrowe, czy chore.

- Ale dać trzeba tym rodzicom, którym urodzi się dziecko z wyższym IQ od innych rówieśników a nie takim, którym przyjdzie na świat nieudacznik. Jeszcze raz powtarzam, chwała zwyciężającym a nie zwyciężanym. Inwalidom pomagają Kościoły, pomagają różne prywatne fundacje. To nie jest sprawa, którą ma zajmować się państwo!

Wróćmy do rzeczywistości. Są dwa marsze, ryzyko zamieszek spore, chociażby dlatego że często do nich dochodziło. Siedem tysięcy policjantów da sobie w Warszawie radę?

- Jestem zwolennikiem środków radykalnych. Jeśli ktoś się włamuje do mojego domu, to strzelam. Wszystko powinno być sfilmowane a kara nieuchronna. Nie jestem zwolennikiem prewencji, tylko represji. Masz wolność - ale jak coś przeskrobiesz, to popamiętasz do końca życia.

Rozmawiał Adam Drygalski

Polecamy: Zandberg: Polska jest dla wszystkich [WYWIAD]


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy