Lekarze przyszyli dłoń 10-latkowi

Lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu zrekonstruowali i przyszyli wyrwaną przez piłę tarczową dłoń 10-letniego chłopca spod Krosna - poinformowano w czwartek na konferencji prasowej w szpitalu.

Operację przeprowadzono 11 dni temu. Zabiegu rekonstrukcyjno-replantacyjnego - mimo przeciwwskazań, związanych ze zmiażdżeniem i wyrwaniem części tkanek - podjęła się mikrochirurg Anna Chrapusta. Zabieg trwał prawie 11 godzin. Obecnie ręka chłopca jest już ukrwiona, Artur może poruszać uratowanymi czterema palcami.

Reklama

- To jest kolejny dowód, że warto walczyć, nawet jeżeli wydaje nam się, że nie ma szans na przyszycie, nawet jeśli stereotypy mówią, że nie powinno się tak robić - powiedziała dziennikarzom mikrochirurg Anna Chrapusta.

Do tragedii doszło podczas prac porządkowych na podwórku domu w okolicach Krosna. Piła tarczowa wciągnęła za rękawiczkę dłoń chłopca i wyrwała ją. - Chłopiec stracił bardzo dużą część ręki, m.in. część kości śródręcza i nadgarstka oraz piątego palca. Można powiedzieć, że przywiezionej do nas ręki nie było do czego przyszyć - powiedziała Anna Chrapusta, która przez całą noc po wypadku operowała chłopca.

Jak podkreśliła, o powodzeniu zabiegu zadecydował fakt, że odcięta ręka została b. dobrze zabezpieczona, "dokładnie tak jak mogliby sobie lekarze zamarzyć: w woreczku z solą fizjologiczną i w lodzie". Dodatkowo akcja była przeprowadzona bardzo szybko: uraz nastąpił ok. godz. 14-15, a dziecko było w Prokocimiu już o godz. 19. Operacja rozpoczęła się o godz. 20, zakończyła po 6 rano.

- Udało się odtworzyć kształt ręki w sposób w miarę prawidłowy, przy rekonstrukcji wykorzystano kości i skórę z piątego palca. Chłopiec ma rękę czteropalczastą i jej stan jest dobry. Ma zespolone trzy naczynie tętnicze, cztery naczynia żylne, pięć nerwów, ścięgna, prostowniki, zginacze. Proces gojenia przebiega bez powikłań - poinformowała lekarka.

Operowany Artur powiedział dziennikarzom, że lubi grać w piłkę nożną i zamierza ćwiczyć, gdy wróci do domu. Jego matka nie kryła wdzięczności dla lekarzy. - To wszystko dzięki temu, że trafił tutaj - mówiła wzruszona.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje