Lewica ma projekt likwidacji IPN, PO go nie poprze

Likwidacja Instytutu Pamięci Narodowej, przekazanie dokumentów b. SB do Archiwum Akt Nowych, lustracja wyłącznie osób sprawujących funkcje publiczne - to założenia najnowszego projektu ustawy autorstwa posłów klubu Lewicy.

Złożenie swego projektu w Sejmie klub Lewicy uzależnia od stanowiska PO i PSL w tej sprawie. Platforma zapowiada jednak, że na pewno nie poprze tego projektu.

Reklama

- Nie wyobrażam sobie naszego poparcia dla tego projektu. Lewica od samego początku była przeciwna powołaniu IPN i teraz wykorzystuje każdą okazję, by podnieść kwestię likwidacji Instytutu - powiedział wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak.

Szef SLD Grzegorz Napieralski mówił na wtorkowej konferencji prasowej, że Sojusz będzie konsekwentnie zabiegać o to, aby IPN zlikwidować. - Ta instytucja niszczy naszą historię, autorytety, ludzi - ocenił.

Jak dodał, nie przekonują go tłumaczenia władz IPN, że nie biorą odpowiedzialności za swoich pracowników. - Że ktoś rzekomo pracuje przy kserokopiarce. Otóż władze IPN ponoszą odpowiedzialność za to, co się w tym Instytucie dzieje - podkreślił Napieralski.

Nawiązał w ten sposób do sprawy najnowszej książki "Lech Wałęsa. Idea i historia", w której 24-letni Paweł Zyzak napisał m.in., że b. przywódca Solidarności był agentem SB i w czasach młodości miał nieślubne dziecko. Zyzak od października 2008 r. pracuje w IPN. Jest zatrudniony na czas bezpłatnego urlopu innego pracownika - termin zatrudnienia upływa w kwietniu. W poniedziałek prezes IPN Janusz Kurtyka mówił, że Zyzak w IPN obsługuje kserokopiarkę.

Poseł Lewicy Janusz Zemke zwrócił uwagę, że IPN skupia w sobie jednocześnie cztery funkcje: śledcze, badawcze, edukacyjne oraz funkcję archiwów. Według niego, od jakiegoś czasu Instytut pełni de facto też funkcję piątą - wydaje sądy. - Wydają swoiste świadectwa prawne i moralne - ocenił Zemke.

Polityk omówił założenia projektu ustawy o likwidacji IPN. Według Lewicy, należy stworzyć odrębny archiwalny zasób dokumentów organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-90, który stanowiłby część zbiorów Archiwów Państwowych - Archiwum Akt Nowych.

Szef Archiwum Akt Nowych mógłby pełnić funkcję zastępcy naczelnego dyrektora Archiwów Państwowych. Lewica przewiduje też możliwość utworzenia - w razie potrzeby - terenowych oddziałów Archiwum Akt Nowych.

Projekt zakłada ponadto, że każdy obywatel miałby prawo wglądu do akt, które go dotyczą; dopuszcza również możliwość uzupełnienia dokumentów przez osobę zainteresowaną. Osoba taka decydowałaby także, czy wyraża zgodę na to, by inni mieli dostęp do materiałów na jej temat.

Inaczej natomiast - jak mówił Zemke - należałoby traktować osoby pełniące funkcje publiczne. Dostęp do dokumentów na ich temat byłby powszechny. - Jeżeli ktoś chce być posłem, senatorem, ministrem, jego przeszłość musi być jasna i przejrzysta - podkreślił polityk. Według propozycji Lewicy, osoby pełniące funkcje publiczne również - jako jedyne - podlegałyby lustracji.

Jeśli chodzi o prowadzenie badań to - zdaniem Zemkego - powinny mieć do tego prawo na równych zasadach wszystkie placówki naukowe, m.in. PAN i uniwersytety. - Nie może być tak, że dzisiaj jest pewna grupa historyków, którzy mają dostęp do materiałów bardzo szybki, jest pewna - naszym zdaniem - wąska grupa, która się w ogóle specjalizuje w tym obszarze. Powinno być to na zasadach ogólnych - uważa Zemke.

Lewica oczekuje również, że PO poprze, przy okazji nowelizacji ustawy budżetowej na ten rok, poprawkę dotycząca zmniejszenia budżetu IPN. Jak argumentował Napieralski, tegoroczny budżet Instytutu wynosi 200 milionów złotych - tyle ile budżet warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka.

- Poprawka, którą zgłosimy będzie tak skonstruowana, aby te pieniądze przeznaczono na cele związane choćby z edukacją, czy służbą zdrowia. Liczymy, że kiedy ta poprawka będzie głosowana, pan premier Donald Tusk zagłosuje za tą poprawką - podkreślił szef klubu Lewicy Wojciech Olejniczak.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział na konferencji prasowej w Zduńskiej Woli, że ze zdumieniem słucha niepochlebnych informacji o IPN. Mówiąc o SLD, który krytykuje IPN ocenił, że to formacja, która nie dorosła do demokracji. "Nie rozumieją roli demokracji. Politycy nie są recenzentami" - podkreślił.

- IPN działa na zasadach wolności słowa, wolności badań. Te badania mogą być dla wielu ludzi w Polsce często bolesne - zaznaczył. Według niego, krytyka IPN to kulturowa niedojrzałość. - Rządzi formacja o pokolenie za młoda - ocenił.

Odnosząc się do IPN powiedział, że niewiele jest w Polsce instytucji, które tak dobrze wykonują swoje zadania.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy