Łódź: W kabinie motorniczego znaleziono puszki z piwem i butelki z wódką

W kabinie motorniczego, sprawcy poniedziałkowego wypadku, w którym dwie osoby zginęły, a dwie zostały ranne, znaleziono puszki z piwem oraz butelki z wódką - poinformował we wtorek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Prokurator dodał, że według świadków, mężczyzna kupił w sklepie niedaleko pętli tramwajowej cztery puszki piwa i trzy butelki wódki o pojemności 0,2 l. Jak mówił, znalezione w tramwaju puszki z piwem były pełne, jedna butelka po wódce pusta, druga napoczęta. O tym, że motorniczy mógł pić alkohol w pracy, mówiła we wtorek rano prezydent Łodzi Hanna Zdanowska. Jak zaznaczyła, informację tę przekazała jej policja. Na spotkaniu z mediami przedstawiała wyniki raportu przygotowanego przez władze spółki przewozowej Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. Wynika z niego, że mężczyzna prawdopodobnie przyszedł do pracy trzeźwy.

Reklama

Zdanowska poinformowała, że podjęła decyzję o obligatoryjnych kontrolach kierowców i motorniczych łódzkiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego; kontrole mają być też przeprowadzane w trakcie ich pracy. Jak poinformowała Zdanowska, jeszcze w poniedziałek skontrolowano 72 kierowców i motorniczych. Wszyscy byli trzeźwi.

Podjęto też decyzję o zakupie kolejnych 30 alkotestów dla MPK.

Poniedziałkowy wypadek miał miejsce na ul. Piotrkowskiej w rejonie ul. Radwańskiej i Brzeźnej. Tramwaj linii 16, jadący w kierunku centrum, nie zatrzymał się na przystanku i wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Na przejściu dla pieszych potrącił trzy kobiety, dwie z nich zginęły na miejscu, jedną w stanie ciężkim przewieziono do szpitala. Dodatkowo tramwaj uderzył w jadącego prawidłowo opla, którego kierowca także został hospitalizowany. Opel uderzył w inne auto.

Po zderzeniu motorniczy zatrzymał tramwaj dopiero po przejechaniu kilkudziesięciu metrów. Mężczyznę zatrzymano. Jak się okazało, kierował pojazdem, mając w organizmie ponad 1,2 promila alkoholu. Za spowodowanie po pijanemu śmiertelnego wypadku grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa Łódź-Polesie. Jak powiedział we wtorek PAP prokurator Jacek Pakuła z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, wszystko wskazuje na to, że 34-letni motorniczy w środę rano zostanie przesłuchany w charakterze podejrzanego.

Zwrócił uwagę, że potrzebny jest czas na analizę zebranych dowodów, przeanalizowanie zapisu monitoringu. Jak mówił, to bardzo ważne, bo relacje świadków są różne. Według jednych tramwaj bezpośrednio uderzył w przechodzące osoby; według innych pojazd najpierw uderzył w auto, które potrąciło kobiety.

Zdaniem prokuratora ważne też będzie ustalenie, czy na przejściu dla pieszych było więcej osób. Jeśli tak, to mężczyzna może usłyszeć zarzut bezpośredniego stworzenia zagrożenia katastrofy w ruchu lądowym. Może mu wtedy grozić kara do 15 lat więzienia.

CZYTAJ WIĘCEJ NA TEMAT WYPADKU W ŁODZI

Dowiedz się więcej na temat: wypadek w Łodzi

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje