Magdalena Ogórek w RMF FM: To, co robi się z cytatami Jarosława Kaczyńskiego, to skandal

Gościem Roberta Mazurka w Porannej rozmowie w RMF FM była Magdalena Ogórek. Kandydatka SLD na prezydenta w ostatnich wyborach pytana była o słowa Jarosława Kaczyńskiego o dążeniu do rodzenia „mocno zdeformowanych dzieci”, o kulisy ostatniej prezydenckiej kampanii wyborczej w Polsce, oraz o to skąd w ostatnich wypowiedziach Magdaleny Ogórek tyle zrozumienia dla działań obecnej ekipy rządzącej.

Robert Mazurek: Dzień dobry, państwa i moim gościem jest Magdalena Ogórek, kandydatka na prezydenta w dawnych czasach. A teraz - właściwie nie wiem, jak panią przedstawiać.

Reklama

Magdalena Ogórek: - Dzień dobry, witam serdecznie przede wszystkim. 

Z imieniem i nazwiskiem jeszcze sobie dałem radę. Co pani teraz robi właściwie?

- Kontynuuję swoją pracę naukową panie redaktorze i bardzo mnie to cieszy.

I z tego pani żyje?

- A, powiem lepiej. Na ołtarzu nauki poświęcam aktualnie wszystkie swoje oszczędności, bo przerwałam swoje działanie zawodowe w czerwcu. Także wzięłam urlop na uczelni, ponieważ trafiłam na niesamowitą historię naukową, która rozrosła się do takich granic, że nawet nie spodziewałam się takiej skali odkryć w archiwach i tym podążam.

O zaginionych obrazach nie będziemy teraz rozmawiać. Nie było pani wczoraj na manifestacji pod domem Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego?

- Panie redaktorze, no bardzo dobre pytanie pan zadał. Ja zastanawiam się, jak powiedzieć w tej chwili dosadnie Polakom, co się stało, bo musiałabym wystosować apel i powiedzieć wszystkim Polkom i Polakom, że są od jakiegoś czasu manipulowani. I to, co robi się z cytatami Jarosława Kaczyńskiego, to jest po prostu skandal i to, co wydarzyło się wczoraj, to też jest skandal. I tak jak Jarosławowi Kaczyńskiemu, tak samo Hannie Gronkiewicz-Waltz, Ewie Kopacz, któremukolwiek politykowi nie życzę demonstracji pod domem, ponieważ to jest koszmarne. To nie jest to miejsce.

Dobrze, ale zostawiając na chwilę miejsce, w którym było. Porozmawiajmy o samej manifestacji, jako o wydarzeniu. To był protest kobiet przeciwko temu, że one uważają, że Jarosław Kaczyński chciałby zaostrzyć ustawę antyaborcyjną. Przeczytałem dokładnie cały wywiad, dwa razy. 

- Ja również. 

I on (Jarosław Kaczyński - przyp. red.) tam powiedział, że on nie wyklucza zmiany. Nie mówił, że na pewno ta zmiana będzie... Że nie wyklucza takiej zmiany, by nie można było dokonywać aborcji ze względu na trwałe uszkodzenie płodu, czyli tzw. przesłanka eugeniczna, tak? 

- Ale tam jest jeszcze inny fragment i całość tego wywiadu, ponieważ nie wolno wyrywać z kontekstu, mówi wyraźnie i pokazuje, iż przede wszystkim PiS wyraziło troskę ustami pani premier Beaty Szydło o to, żeby życie było chronione także po urodzeniu. Ponieważ sytuacją kuriozalną, z jaką mieliśmy do czynienia w Polsce przez ostatnie lata, było to, że wszyscy upominali się o życie poczęte. Natomiast tych rodziców, heroicznych, którzy podejmowali wyzwanie urodzenia dziecka z wadami zostawiało się samym sobie.

Ale to już mówiła Beata Szydło w czasie wystąpienia w Sejmie. Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla PAP wspomniał o czymś, czego dotychczas nie mówił... 

- Tam nie było słowa "zaostrzanie". 

Nie, nie padło słowo "zaostrzanie", natomiast rzeczywiście mówił, że być może będzie zmiana prawa. Pani powiedziała bardzo wyraźnie: "Uważam, że kompromis, który obowiązuje obecnie w Polsce, wypracowany z trudem, powinien zostać zachowany". Pani nie chciałaby żadnej zmiany ustawy antyaborcyjnej.   

- Ja myślę, że tak jak mnie pan przed chwilą zacytował, wypracowany w bardzo dużych bólach kompromis jest obecnie jedynym dobrym dla wszystkich rozwiązaniem i to bardzo trudnym rozwiązaniem. I nie uważam, że należy go szarpać w żadną stronę. 

Ale jeśli Jarosław Kaczyński mówi, że ewentualnie można go zaostrzyć, to pani może powinna być na "czarnym marszu"? 

- Wie pan co, jeżeli ja uznam, że prawa kobiet, które są podstawą na pewno naszej państwowości - jak prawa człowieka - będą zagrożone, to ja na pewno znajdę się na ulicy i będę manifestowała. Ale nie, z takim zjawiskiem nie mamy do czynienia. Powiedzmy sobie szczerze, iż opozycja zawłaszcza i podgrzewa, media, które określimy: liberalne, postępowe, nowoczesne, wpadły w histerię i robią wszystko, by zasadzić się na jednym haśle "odsuwamy PiS od władzy". 

Ja się chyba nie obudziłem. Wydawało mi się, że zaprosiłem Magdalenę Ogórek, a mam przed sobą rzeczniczkę Prawa i Sprawiedliwości. 

- Nie, nie posiadam takiej funkcji.   

Dobrze, wiem gdzie jestem, ale nadal nie do końca rozumiem. Chociaż powinienem wiedzieć, bo czytam na przykład, że - to pani słowa - "Nie uważam, by czarne, białe, niebieskie i zielone protesty wnosiły cokolwiek". Nie ma pani wrażenia, że pani ten protest "lekce sobie waży", te protestujące kobiety? 

- Ja absolutnie sobie nie lekceważę, bo inne moje słowa, gdyby pan zacytował... Ja mówiłam wyraźnie, że rozumiem, dlaczego te kobiety wyległy na ulice. Wmówiono im, panie redaktorze, że ich prawa są zagrożone, a tak nigdy nie było. Czy pan spotkał gdzieś przekaz, że Jarosław Kaczyński głosował, aby obydwa projekty zostały skierowane do komisji? Media, którym nie pasowała taka narracja, zupełnie to ominęły. Przecież, powiedzmy sobie szczerze, mamy do czynienia z sytuacją, kiedy część przekazu przez część mediów jest manipulowana i wmawia się Polakom zupełnie inną rzeczywistość, w takiej Polsce w tej chwili funkcjonujemy.

Dobrze, ja rozumiem. Te słowa nawet nie wywołują we mnie szoku... 

- To zszokuję pana jeszcze raz i może bardziej. Bardzo się cieszę, że rozdział pod tytułem Adam Michnik, dobiega w Polsce końca. 

Wie pani, to na razie zostawmy. Nie będę oceniał innych dziennikarzy. Adam Michnik bywa... 

- Dziennikarzy? 

Mnie interesuje coś innego. Pani jednak kandydowała na prezydenta jako kandydatka, reprezentantka Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Polityk lewicy.   

- Moim obowiązkiem jest mówienie, kto szkodzi Polsce. I Adam Michnik szkodził Polsce i chciałam to panu powiedzieć. 

Ale zostawmy Adama Michnika, bo on teraz nic nie robi specjalnego. Jego gazeta przeżywa normalne trudności, raz lepiej, raz gorzej, zostawmy to.  

- To chyba pan nie widział okładki "Gazety Wyborczej" nawołującej do "czarnego protestu" i wszystkich artykułów w "Wyborczej", które podgrzewają całą sytuację. 

Wolałbym, byśmy nie recenzowali innych gazet. Moje pytanie i ciągła wątpliwość jest taka - co się stało z Magdaleną Ogórek, kandydatką lewicy, która nie chodzi na "czarne protesty", nie ma jej na manifestacjach KOD-u, za to zawsze znajduje ciepłe słowo dla Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u? 

- Jeden postulat w moim programie niech pan redaktor znajdzie, który wskazywałby na to, że powinnam być na "czarnym proteście"? 

A dlaczego nie ma pani na manifestacjach KOD-u? Uważa Pani, że manifestacja w Polsce nie jest zagrożona?

- A jest zagrożona? Bo ja nie widzę takich przesłanek nigdzie... Tak, przepraszam! Jest, w sytuacji kiedy opozycja używa haseł pt. "Za wszelką cenę i wszystkimi sposobami musimy odsunąć PiS od władzy". Co zrobiła...

Rozumiem, że demokracja jest zagrożona przez opozycję.

- Jeżeli używamy haseł: "Zróbmy wszystko i za wszelką cenę odsuńmy wybrany demokratycznie rząd od władzy", to wtedy możemy zacząć używać takiego hasła. Mam nadzieję, że pan Kijowski ostudzi jednak swój temperament i takich haseł nie będzie używał.

Chętnie zderzyłbym to z jakimiś deklaracjami pani z kampanii wyborczej, ale pani w czasie kampanii wyborczej nie mówiła nic, więc rzeczywiście...

- Uległ pan, widzę, tej samej manipulacji i tej samej propagandzie, która teraz jest stosowana i dlatego moim obowiązkiem jest tutaj siedzieć u pana i powiedzieć Polakom prawdę, ponieważ tej samej manipulacji ja doświadczyłam i moja rodzina w czasie kampanii. Dokładnie więc umiem nazwać te mechanizmy i to jest teraz, taka papka jest podawana w tej chwili Polkom i Polakom.

Czytam artykuł w "Polityce" i "idealna lewica prawicy, choć lepiej ubrana. Aż trudno uwierzyć, że w zeszłym roku była kandydatką SLD na prezydenta".

- Ja nie rozumiem, dlaczego trudno uwierzyć. Ja jestem wierna swoim postulatom i wierna swoim poglądom i to, co robi PiS i jest zbieżne z moimi postulatami chwalę, bo taki jest mój obowiązek. I to jestem winna Polkom i Polakom.

Właśnie pani obowiązek jako kogo? Jako historyka sztuki?

- Jestem byłą kandydatką na prezydenta, doskonale państwo o tym wiecie, i także po coś jestem zapraszana do mediów i myślę, że, bo też o tym opowiadałam, dziennikarze wiedzą, mówię o tym, że otrzymuję mnóstwo listów od Polek i Polaków, którzy chcą ze mną rozmawiać o tym, jak to ktoś kiedyś powiedział, powiem ironicznie: "co z tą Polską?".

Powiedziała pani o kadencji Andrzeja Dudy: "To jest bardzo aktywna prezydentura po tej biernej prezydenturze w wykonaniu Bronisława Komorowskiego. Czynny, aktywny prezydent, którego widać, który z pełną dynamiką angażuje się nie tylko w wizyty zagraniczne, ale też zabiera głos w sprawach, które bezpośrednio dotykają Polaków". Gdzie jest ten głos prezydenta, bo ja go nie słyszę, ale może źle ucho przykładam.

- Przede wszystkim... No, być może pan redaktor źle ucho przykłada, ale proszę zwrócić uwagę, jak mocno reaktywowała się polityka międzynarodowa - tego głosu bardzo brakowało. I doskonale...

A w sprawach  krajowych? Prezydent zabiera głos w jakichś ważnych sprawach? Bo pani powiedziała, że nie tylko wizyty zagraniczne.

- Zderzmy razem prezydenta, który z 63-procentowego poparcia spadł dlatego do zera, ponieważ buta i arogancja, którą przedstawił Polakom spowodowała, że pokazali mu czerwoną kartkę. Ogórek: Jestem po stronie Polaków, którzy wyjechali nad morze dzięki 500 plus

W internetowej części Porannej rozmowy RMF Magdalena Ogórek komentuje krążące w ostatnich miesiącach plotki o jej politycznych sympatiach: "Byłam u Korwina, w Nowoczesnej, u Kukiza, a ja jestem po stronie Polaków, którzy wyjechali po raz pierwszy nad morze dzięki 500 plus, a nie po stronie celebrytów". Gość Roberta Mazurka nie wyklucza powrotu do polityki: "Podejrzewam, że moje drogi z polityką się jeszcze przetną". 

W jaki sposób była kandydatka na prezydenta odnosi się do działań KOD-u? "Patrzę na to z politowaniem i ironią" - mówi, dodając, że "jest to przede wszystkim histeria, tam nie ma żadnego programu merytorycznego". Chwali też prezydenturę Andrzeja Dudy: "Widzę, że to nie jest żyrandolowa prezydentura".  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje