Magierowski o incydencie w Piekarach Śląskich: Wszystkie procedury zadziałały tak, jak należy

"Żadnego zagrożenia nie było. Wszystkie procedury zadziałały tak, jak należy" - powiedział w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Marek Magierowski, Dyrektora Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta komentując popołudniowy incydent w Piekarach Śląskich. Zatrzymano tam mężczyznę z nożem i strzykawką, który miał czekać na prezydenta Andrzeja Dudę.

Marcin Zaborski, RMF FM: Pan prezydent w Piekarach Śląskich. Na miejscu - jak usłyszeliśmy w Faktach - zatrzymano mężczyznę stwarzającego zagrożenie dla prezydenta, ale wszystko działo się zanim na miejsce dotarł Andrzej Duda.

Reklama

Marek Magierowski: De facto nie było żadnego zagrożenia. Ja muszę zastrzec na początku naszej rozmowy, że nie towarzyszyłem panu prezydentowi w tej podróży, jak zresztą słychać, bo jestem w studiu w Warszawie.

Pan mówi, że zagrożenia nie było, więc BOR przesadza?

Nie no, oczywiście wszystkie procedury zadziałały jak należy. Na długi czas przed tym, jak prezydent przybył do bazyliki w Piekarach Śląskich...

Długi czas to jest kilkadziesiąt minut, kilka godzin?

Są różne wersje. Słyszałem wersję od jednego z współpracowników pana prezydenta, który był tam na miejscu. Tutaj wersje się różnią. Myślę, że policja i Biuro Ochrony Rządu wiedzą najlepiej, kiedy to się wydarzyło, ale to na pewno było...

To ta wersja współpracownika pana prezydenta mówi o czym?

Godzina, słyszałem teraz, że nawet ponad dwie godziny. To nie ma większego znaczenia. Ważne jest to, że ta odległość czasowa między przybyciem pana prezydenta do bazyliki, a tym incydentem - jeśli w ogóle to można nazwać incydentem - była tak duża, że w ogóle nie można mówić o jakimkolwiek zagrożeniu bezpośrednim.

To dlaczego zatrzymano Aleksandra Cz.?

Z tego co usłyszałem, to miał przy sobie niebezpieczne narzędzia. Jako, że było to spotkanie z mieszkańcami i tenże pan na to spotkanie przybył, to dlatego został zatrzymany.

I ten incydent miał jakikolwiek wpływ na plany prezydenta dzisiejsze?

Nie miał żadnego wpływu na plany prezydenta. Był w Piekarach, odbył tam kilka spotkań, właśnie teraz jest w Zabrzu na kolejnych spotkaniach.

Zastanawiam się, czy każdy taki przypadek jest ujawniany, czy my o każdym takim przypadku wiemy.

Biuro prasowe nie prowadzi - jak się pan domyśla - rejestru tego typu przypadków...

Ale pewnie wie, jeśli coś takiego się dzieje.

Ja mogę tylko się powoływać na moją pamięć. Nie przypominam sobie, żeby do takiego incydentu doszło wcześniej, od początku prezydentury Andrzeja Dudy, ale oczywiście tego typu szczegółowe pytania musiałby pan kierować do policji albo do Biura Ochrony Rządu.

To cytat teraz: "Prosimy o wysłuchanie naszych głosów i apelujemy o prawdziwą debatę nad polską edukacją". Tak piszą do prezydenta nauczyciele ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. Co na to pan prezydent?

Po pierwsze pan prezydent jest zwolennikiem tej reformy. Uważa, że ta reforma jest potrzebna, że ten punkt programu - bo o tym należy pamiętać - to jest punkt jego programu wyborczego, prezydenckiego. To był także punkt programu Prawa i Sprawiedliwości, partii z której prezydent się wywodzi. To jest reforma oczekiwana przez miliony Polaków, czemu dali wyraz w wyborach parlamentarnych i prezydenckich.

Ale też przez wielu nieoczekiwana, widząc protesty.

Oczywiście, że jest to reforma na tyle szeroka, głęboka i dotykająca właściwie całego społeczeństwa, że oczywiście są też ludzie, nauczyciele, rodzice, którzy pewnie mają wątpliwości.

I słysząc te wątpliwości Andrzej Duda zorganizuje w Pałacu Prezydenckim tę prawdziwą debatę nad polską edukacją, o którą proszą?

Nie wiem, czy zorganizuje taką debatę. Jest w stałym kontakcie z panią minister, z jej urzędnikami, z ministerstwem edukacji...

Ale związkowcy proszą, żeby był w kontakcie także z nimi.

Być może nawiąże pan prezydent kontakt także ze związkowcami. Pan prezydent docenia zresztą to - i mówił o tym w jednym z wywiadów - że pani minister Zalewska jest otwarta na tę debatę, jest otwarta na zmiany i wiele zmian, wiele modyfikacji w tym swoim pierwotnym projekcie reformy już wprowadziła, także zarzuty...

Ale to do prezydenta przychodzą związkowcy, przynoszą list i przypominają co pisał do nich w liście, kiedy startował w wyborach prezydenckich, a pisał że chce być prezydentem dialogu społecznego, który nie unika rozmowy i debaty z ludźmi, z organizacjami reprezentującymi różne grupy społeczne.

Pan prezydent nie unika rozmowy, czego dowodem jest choćby Rada Dialogu Społecznego, w której obradach często uczestniczy aktywnie. Spotyka się z najróżniejszymi środowiskami, wsłuchuje się także w te głosy krytyczne dotyczące tej reformy, które docierają do niego. Ja mam takie poczucie, panie redaktorze, że kiedy różne środowiska piszą różne listy do pana prezydenta, to w wielu przypadkach oczekują od niego, aby się odciął od niektórych reform - bo nie tylko o reformie edukacji mówimy - które są wprowadzane, czy też proponowane przez dzisiejszą większość parlamentarną...

Ale może chcą rozmawiać?

Chcę jednym zdaniem bardzo wyraźnie powiedzieć: pan prezydent nie ma zamiaru się odciąć od własnego programu wyborczego. Myślę, że to jest bardzo istotne w tej całej debacie...

Być może chodzi o to, żeby przekonywał do swoich argumentów. Wtedy, kiedy desygnował Beatę Szydło na premiera, w Pałacu Prezydenckim mówił do szefów klubów parlamentarnych w ten sposób: "Drzwi Pałacu Prezydenckiego są także dla panów otwarte. Drzwi Pałacu Prezydenckiego i stół negocjacji, porozumienia i rozmowy. A przede wszystkim, z mojej strony - mam nadzieję - kultury politycznej a także jeśli będzie trzeba zrozumienia i wyrozumiałości". No i tu pytanie, czy prezydent będzie rozmawiał z szefami klubów parlamentarnych o reformie oświaty?

Jeżeli będzie taka potrzeba. Jeżeli pan prezydent podejmie taką decyzję. 

Nie, to pan prezydent musi zaprosić. Potrzeba, rozumiem, musi być po tej stronie.

Owszem, ale zaproszenie jak pan wie zawsze jest poprzedzone rozmowami i konsultacjami. Jeżeli pan prezydent wyrazi taką wolę, jeżeli podejmie taką decyzję, to być może do takiego spotkania dojdzie.

Platforma Obywatelska domaga się dziś wyjaśnień, a Nowoczesna dymisji sędziego Trybunału Konstytucyjnego prof. Mariusza Muszyńskiego. Bo według "Gazety Wyborczej" prof. Muszyński ukrył przed Sejmem, że w latach 90' był oficerem Urzędu Ochrony Państwa. Co jeśli się to okaże prawdą? Będziemy mieli kłopot?

Dobrze, że użył pan panie redaktorze takiego właśnie sformułowania: "co jeśli okaże się to prawdą". To medium, o którym pan wspominał często z prawdą się mijało niestety w wielu przypadkach, więc nie budowałbym teorii najróżniejszych, wybiegających daleko w przyszłość w oparciu o jeden tekst.

Jako były dziennikarz doskonale pan wie, że często politycy po ten argument sięgają, ale często też to jest medium, które często z prawdą się nie mijało i można by przytoczyć ważne teksty, które jednak prawdą się okazywały. Dobrze je pan pamięta.

Panie redaktorze nie odpowiem na pytanie, co stanie się jeśli to, co zostało dzisiaj zamieszczone w "Gazecie Wyborczej" okaże się prawdą, ponieważ naprawdę byłaby to czysta spekulacja. Z resztą już dziś czytałem wpis syna Mariusza Muszyńskiego, który zwraca uwagę na pewien chaos chronologiczny w tym tekście. Mianowicie taki, że w 1996 roku Mariusz Muszyński nie mógł "szpiegować" dla Polski, ponieważ odprowadzał go wtedy do przedszkola w Warszawie. 

Posłowie opozycji przywołują jeden z wymogów ustawowych stawianych kandydatom na sędziego TK i mówią, że to ma być osoba nieskazitelnego charakteru. Czy gdyby prof. Muszyński pracował dla Urzędu Ochrony Państwa i o tym nie powiedział później, to wciąż byłby osobą nieskazitelnego charakteru?

Panie redaktorze, kiedy pan zaczyna swoje pytanie od słowa "gdyby", to może pan oczekiwać tylko jednego. Nie będę komentował spekulacji.

To zadam pytanie inaczej. Prezes Trybunału mówi, że nie wiedział o tej ewentualnej przeszłości prof. Muszyńskiego. Czy pan prezydent wiedział?

Powtarzam raz jeszcze. Ta przeszłość, o której pan wspomina, pana prof. Muszyńskiego, nie jest przeszłością pewną. Trudno mówić o faktach, kiedy mówimy wyłącznie o jednym tekście w jednej gazecie.

Czy ktoś, kto pracował dla UOP a o tym nie powiedział powinien być sędzią TK?

Pan doskonale wie, urzędnicy UOP czy też późniejszych służb, które przybierały najrozmaitsze nazwy, zazwyczaj nie informują publicznie, że dla nich pracują czy też dla nich pracowały.

A jeśli okazałoby się, że utajniają, to nie jest to problem?

Gdyby się okazało, gdyby się okazało...

Magierowski o zachowaniu Dody: Tort był pyszny, ale pani Dorota powinna ubierać się nieco cieplej

"Pan Prezydent stwierdził, że tort był naprawdę pyszny, ale myślę, że pani Dorota powinna ubierać się nieco cieplej, bo idą mrozy" - stwierdził w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Marek Magierowski. Dyrektor Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta bagatelizował znaczenie incydentu na gali jednego z pism, podczas której Doda w wyzywającym stroju częstowała głowę państwa tortem. "Znamy scenariusz, ale nie wszystko da się przewidzieć. Wręczenie kawałka tortu panu prezydentowi, pani prezydentowej nie było planowane" - mówił. W audycji była też mowa o powołaniu Wojsk Obrony Terytorialnej. "Prezydent uważa, że ten kolejny filar polskich sił zbrojnych jest bardzo potrzebny" - zadeklarował gość Marcina Zaborskiego "Albo ktokolwiek stawi czoła Specnazowi albo nikt nie stawi czoła Specnazowi" - powiedział Magierowski.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje