Małgorzata Wassermann: Jestem przygotowana na ataki

"Nie cofnę się nawet o krok. Będziemy z równą konsekwencją wykonywać dalsze czynności. Mogę sobie tylko wyobrazić, że czym będzie bliżej, czy to (przesłuchania) jednego pana Tuska, czy drugiego, atak na mnie i na komisję będzie jeszcze większy" - mówiła w RMF FM Gość Krzysztofa Ziemca Małgorzata Wassermann, szefowa sejmowej komisji śledczej ds. wyjaśnienia afery Amber Gold.

Krzysztof Ziemiec: Małgorzata Wassermann, przewodnicząca sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, jest naszym gościem, dzień dobry pani poseł.

Reklama

Małgorzata Wassermann: Dzień dobry, witam pana, witam państwa.

Pani poseł, co do tej pory udało się komisji ustalić przez te trzy miesiące? Udałoby się tak w trzech zdaniach zmieścić te dokonania czy nie?

O, to będzie bardzo ciężko. Udało nam się przejść przez kilka instytucji. Niektóre z nich oceniamy pozytywnie, niektóre oceniamy negatywnie, a niektóre oceniamy skrajnie negatywnie, co będzie miało swój wyraz zarówno w raporcie końcowym, jak i we wnioskach do prokuratury, a oczywiście na końcu powstaje jeszcze kwestia ewentualnego Trybunału Stanu.

To inaczej spytam: który świadek był najważniejszy? Którego zeznania były najcenniejsze dla komisji?

Nie ma w postępowaniu czegoś takiego jak najważniejszy dowód, tym bardziej, że jesteśmy w najlepszym wypadku w połowie. Każdy z dowodów jest istotny, bowiem nawet najmniejszy z dowodów może podważyć dotychczasową linię, którą ustaliliśmy, lub ją potwierdzić. Przypominam, nawet zeznania pani policjantki rzuciły całkowicie nowe światło, mówiąc o tym, że pani prokurator w przypadku tej jednej konkretnej sprawy wszystkie jej prośby i wnioski wyśmiewała.

A ma pani wrażenie, że komisja ruszyła do przodu? Krzysztof Brejza kilka dni temu powiedział, że i komisja, i szczególnie pani styl ośmieszają prace komisji.

Panie redaktorze, ja odnoszę takie wrażenie, jak obserwuję pewną część mediów i oczywiście zachowanie pana posła Brejzy i innych polityków Platformy Obywatelskiej, że od momentu - to był, o ile pamiętam, kwiecień, kiedy doszło do przesłuchania pana Michała Tuska, jak i pana Sławomira Nowaka - od tego momentu zaczęło się mówienie o śmieszności. Jestem przygotowana nie tylko na taki atak, również na dalej idący. Nie cofnę się nawet o krok. Będziemy z równą konsekwencją wykonywać dalsze czynności. Mogę sobie tylko wyobrazić, że czym będzie bliżej, czy to jednego pana Tuska, czy drugiego, atak na mnie i na komisję będzie jeszcze większy.

Pani poseł, pani podczas ostatniego posiedzenia bardzo mocno punktowała Sławomira Nowaka, ale Krzysztof Brejza powiedział, że nie zachowała pani do końca bezstronności, ignorując SMS Marcina P. do żony, w którym wspomina on o problemie kadrowym w Urzędzie (Lotnictwa Cywilnego) po dymisji w 2012 roku na prośbę Sławomira Nowaka, także te zarzuty, że nie wypełnił on obowiązku nadzorczego nad Urzędem Lotnictwa Cywilnego, są nie do końca trafione.

Tutaj są dwa elementy. Pierwszy to jest taki, że w dokumentach, którymi dysponujemy, nie ma śladu tego, aby pan minister w całym okresie swojej działalności sprawował bieżący nadzór, a taki płynie z ustawy, nad prezesem Urzędu Lotnictwa Cywilnego oraz całym lotnictwem cywilnym w Polsce. Wręcz przeciwnie - tutaj jest pustka i jak to określił: "nie mieli ani ludzi, ani narzędzi, żeby ich kontrolować", ale aby nie być zupełnie gołosłownym, podeprę się tutaj raportem Najwyższej Izby Kontroli - on jest dla pana ministra Nowaka miażdżący. Wynika z tego, że pan minister nie wykonywał żadnych obowiązków wynikających z ustawy w stosunku do lotnictwa cywilnego i prezesa ULC.

Natomiast wracając do tego SMS-a. Prawo i Sprawiedliwość oddało władzę w 2007 roku. Można było wymienić tego pana Kapisa przez te 5 lat w zasadzie w każdym momencie, natomiast pan minister mija się z prawdą mówiąc o tym, że jak go odwołał, to powołał osobę, która zadziała lepiej. Powołał osobę, która zadziałała jeszcze gorzej w stosunku do tych spółek - powołał jednego z wiceprezesów, który nie tylko miał już bardzo nabrzmiałą sytuację związaną z tym, że te braki w dokumentacji cały czas rosły, a zaległości nie malały, do tego jeszcze to ten pan na pytanie pana ministra Nowaka - to jedyne, które zadał po wzięciu informacji od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, że jest problem z tymi spółkami - odpowiedział mu, że z tymi spółkami jest wszystko w porządku. W związku z powyższym nie jestem w stanie z materiału dowodowego wyczytać, w jaki sposób pan minister Nowak zareagował pozytywnie lub w taki sposób, że można powiedzieć, że nie tylko sprawował nadzór, ale w jakikolwiek sposób przyczynił się do zaprzestania tej oszukańczej działalności.

Pani poseł, wiele osób zwraca uwagę, że te ostatnie przesłuchania przed komisją były takie komiczne, bo Sławomir Nowak często zasłaniał się zanikami pamięci, Krzysztof Wicherek niemal baśniowo opowiadał o "Wniebowziętych" i o tym, jak to dobrze jest mieć marzenia o lotnictwie, ale wiele osób zwróciło też na to uwagę, że te ostatnie zeznania świadczą o tym, że mogła być intryga. Intryga, której końcem było przejęcie LOT-u. Czy rzeczywiście taki scenariusz też pani się w głowie rysuje?

To nie jest kwestia intrygi, to nie jest kwestia domysłów. My znamy materiał dowodowy, będziemy go pogłębiać, bo przed nami zeznania kolejnych pracowników spółek OLT: samego Marcina P. oraz Michała Tuska. Proszę nie zapominać, że z tych dokumentów wynika, że od samego początku brano pod uwagę dwa warianty: pierwszy wariant to kwestia nie tyle przejęcia samego LOT-u, co przejęcia rynku LOT-u, osłabienia LOT-u. A teraz wracam do państwa pamięci związanej z tym, jaka była sytuacja finansowa, jak wyglądała kwestia dofinansowania ze strony państwa dla LOT-u w ówczesnym okresie, a z drugiej strony mówiło się o tym - i to wynika z planów, które mieli ci panowie w stosunku do spółek lotniczych - że po przejęciu tego, co zamierzali przejąć, i utworzeniu pewnej grupy OLT zamierzali to sprzedać, nie ukrywają, że również za granicą - wskazywali tutaj kierunek niemiecki.

Tylko czy taka mała spółka, jaką był mimo wszystko OLT Express, mogła przejąć takiego giganta państwowego, jakim jest LOT?

Jeżeli chodzi o rynek krajowy, to - jak sam powiedział to pan Frankowski, który zeznawał przed komisją - po 3 miesiącach ocenili, że mają już 73-74 procent rynku krajowego.

Czy można mówić, że w tym sensie i w tym obszarze działa jakiś układ mafijny?

Chciałabym przytoczyć jeszcze jeden przykład, który był podany na komisji, który na pewno, choćbym miała to zrobić osobiście, znajdzie swój finał w prokuraturze. Otóż pod pana ministra Nowaka podlegało jeszcze przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze. Bezpośrednio. Co również wynika z ustawy. I jeżeli chodzi o zachowanie pracowników - nie chcę wymieniać nazwisk, kto brał w tym udział, to już prokuratura będzie się tym zajmować - ale doszło do takiej sytuacji, że w miesiącu lipcu zaległość spółek OLT, i jednej, i drugiej, szła już w miliony złotych. Pojawia się pierwsze pismo 17 lipca, w którym mowa jest o tym, że wzywają te spółki do zapłaty pieniędzy w wyznaczonym terminie pod takim rygorem, że jeżeli nie zapłacą, to już nic więcej nie uzyskają w Portach Lotniczych. Będą za wszystko musieli płacić gotówką. Co się dzieje dalej? Jest kolejna notatka, z której wynika, że OLT zlekceważyło to wezwanie i oczywiście nie zapłaciło tych długów. Mówimy o grubych milionach złotych. Jaka jest dalsza sekwencja? 26 lipca 2012 roku dochodzi do pierwszego spotkania. Tam radca prawny mówi, że już są podstawy do tego, aby aresztować samolot. Dług jest bardzo duży i z pieniędzmi może być krucho, aby to przedsiębiorstwo państwowe je odzyskało. 27 lipca jest następne spotkanie i tu jest konkluzja - to jest na piśmie, dysponuję tym również w dniu dzisiejszym, jeżeli chodzi o ten dokument - i tu jest takie stwierdzenie w punkcie trzecim, jeżeli dobrze pamiętam: niezależnie od tego, że OLT nam nie płaci i dług rośnie, nie będziemy im czynić żadnych dalszych trudności w korzystaniu z lotniska, mimo że nie będą dalej płacić. Jaki jest skutek? Milion 400 tysięcy złotych długu, który jest do pokrycia przez nas wszystkich, bo przecież jest to spółka państwowa.

Mam jeszcze krótkie, ostatnie pytanie. Sondaż "Gazety Krakowskiej" daje pani bardzo duże szanse, jeżeli stanęłaby pani do walki o fotel prezydenta miasta Krakowa. Myśli pani o tym?

To, do czego się zobowiązałam, to przeprowadzić komisję najlepiej, jak potrafię, i zakończyć to konkluzją. Jak pan wie, przede mną i pozostałymi członkami komisji jest bardzo dużo pracy. Myślenie i decyzje, co dalej, to na pewno jeszcze nie na tym etapie. Tym bardziej, że - przypominam - do wyborów jest półtora roku. Nie sądzę, żeby ktokolwiek dziś mówił poważnie o jakichkolwiek kandydaturach. Myślę, że nie wcześniej niż po wakacjach zaczną się na ten temat jakiekolwiek rozmowy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy