​Martynka pilnie potrzebuje naszej pomocy

"Tato, czy wszyscy ludzie marnieją?" - zapytała 5-letnia Martynka. Bezradni wobec ciężkiej choroby swojego dziecka rodzice proszą o pomoc. Jedyną szansą jest leczenie w klinice w Meksyku. A na nie potrzeba prawie 200 tysięcy dolarów.

5-letnia Martynka cierpi na najbardziej zabójczy z dziecięcych nowotworów - rozlanego glejaka pnia mózgu (DIPG).

Reklama

Choroba początkowo nie dawała niepokojących objawów, ale wahania nastroju, powolniejsze jedzenie czy chodzenie spowodowały, że rodzice poprosili o konsultację lekarską. Jej wynik był dramatyczny i zapoczątkował walkę o życie dziecka.

"Od początku szukaliśmy pomocy za granicą w najlepszych ośrodkach neurochirurgii i onkologii dziecięcej. Z przerażeniem odkrywaliśmy, że na całym świecie DIPG jest równoznaczny z wyrokiem śmierci, a leczenie kończy się na tymczasowej uldze po radioterapii. My nie dostaliśmy nawet tego" - piszą zrozpaczeni rodzice.

Jedyną szansą dla Martynki jest leczenie w klinice Instituto de Oncología Intervencionista w Monterrey w Meksyku. Szpital ten specjalizuje się w leczeniu guzów DIPG poprzez podawanie kombinacji chemioterapii bezpośrednio do tętnicy zasilającej guza oraz złożonej immunoterapii, która stymuluje organizm do zwalczania komórek nowotworowych.

Na terapię potrzebne są jednak ogromne pieniądze. Jeden cykl kosztuje prawie 50 000 dolarów, a dziecko potrzebuje takich zabiegów aż cztery.

"Sami oddamy wszystko, co mamy, ale to nie starczy nawet na jeden cykl, nawet na połowę" - mówią rodzice. Dlatego apelują do wszystkich, którzy są w stanie im pomóc.

Zbiórka pieniędzy odbywa się za pomocą SiePomaga.

Pieniądze można wpłacać TUTAJ

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje