Miller: Będziemy w opozycji do ewentualnego rządu Kopacz

Będziemy w opozycji do rządu premier Ewy Kopacz, chyba że w czasie expose przekonamy się, iż program jej gabinetu jest programem SLD - powiedział szef Sojuszu Leszek Miller. Jego zdaniem Kopacz ma predyspozycje, by objąć funkcję premiera.

Zarząd krajowy Platformy Obywatelskiej udzielił w środę wsparcia marszałek Sejmu Ewie Kopacz jako kandydatce na premiera. Decyzja ws. desygnowania nowego premiera należy do prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Reklama

Zdaniem Millera poparcie zarządu PO dla Kopacz było "dość oczywiste". "Ewa Kopacz jest zastępczynią przewodniczącego Donalda Tuska w Platformie Obywatelskiej i ja podzielam pogląd, że szef partii powinien być premierem albo premier powinien zostać szefem partii, jeżeli ta partia rządzi" - powiedział PAP w czwartek Miller, który tego dnia gościł w Krynicy.

Według niego Kopacz "ma predyspozycje", by objąć stanowisko szefa rządu po odejściu Donalda Tuska do Brukseli, gdzie obejmie on funkcję szefa Rady Europejskiej. "Ale ponieważ nie powinno się chwalić dnia po wschodzie, ale dopiero po zachodzie słońca, to musi zostać premierem, żeby można było ocenić, jak sobie z tą rolą poradzi" - zaznaczył lider Sojuszu.

Pytany, czy SLD poprze ewentualny gabinet Kopacz, gdyby doszło do głosowania w tej sprawie w Sejmie, podkreślił, że Sojusz jest partią opozycyjną. "Będziemy w opozycji także do rządu pani premier Kopacz, chyba że w czasie expose przekonamy się, że program jej gabinetu jest programem SLD" - podkreślił.

Jak dodał, "opozycja po to jest opozycją, by manifestować swój stosunek do rządu właśnie podczas głosowania nad expose". "Opozycja ma dwie możliwości - albo głosuje przeciw, albo się wstrzymuje od głosu, bo gdyby głosowała za rządem, przestałaby być opozycją" - zaznaczył.

Miller podkreślił, że decyzja czy głosować przeciw, czy wstrzymać się od głosu będzie zależeć od tego, jaki program przedstawi ewentualna przyszła premier Ewa Kopacz. "Gdyby w programie jej rządu były elementy, które są oparte o nasze wartości i nasz program, to wtedy się zastanowimy. Ale musimy usłyszeć expose i zapoznać się ze składem nowego rządu" - powiedział.

Jak dodał, Sojusz wielokrotnie zgłaszał bardzo krytyczne uwagi pod adresem wielu ministrów obecnego rządu, m.in. ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza czy ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. "Nie wycofujemy swoich krytycznych opinii. Zajmiemy stanowisko, kiedy poznamy listę ministrów zakładając, że jakieś zmiany jednak będą. Jak głębokie, to oczywiście zależy od premier Kopacz" - mówił Miller.

Na późniejszym briefingu prasowym Miller ocenił, że zmiany w rządzie powinny być bardzo głębokie. "Najlepiej gdyby zmienił się cały rząd i wspierająca go koalicja, ale jak będzie, to zależy od premier Kopacz. Z powodów konstytucyjnych każdy premier ma dużą swobodę w kształtowaniu swojego gabinetu" - powiedział.

W rozmowie z PAP Miller odniósł się też do słów prezydenta, który w środę powiedział, że poparcie zarządu PO dla Kopacz nie jest dla niego wiążące. "Prezydent zgodnie z konstytucją może obarczyć misją tworzenia rządu kogokolwiek, tylko musi pamiętać, że ten ktoś musi potem pójść do Sejmu i uzyskać wotum zaufania dla swojego gabinetu. Nie sądzę, żeby prezydent miał coś przeciwko Ewie Kopacz, natomiast wykorzystał okazję, żeby podkreślić autonomię swojego urzędu" - uważa Miller.

Jak dodał, gdyby Tusk "chciał 'obejść prezydenta', mógłby wykorzystać procedurę konstruktywnego wotum nieufności". "Wtedy Sejm obala obecnego premiera i mianuje nowego. Decyduje większość parlamentarna i prezydent może się temu tylko przyglądać, nie ma nic do powiedzenia" - zaznaczył Miller.

Pytany na briefingu prasowym, "w co gra prezydent Komorowski" ws. kandydatury Ewy Kopacz i czy nie przypomina mu w tym b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, odparł, że "prezydent Komorowski może się jeszcze dużo nauczyć od prezydenta Kwaśniewskiego, jeśli chodzi o relacje między rządem a urzędem prezydenta".

Jak dodał, ponieważ koalicja PO-PSL dominuje w parlamencie, Ewa Kopacz może zapewne liczyć na uzyskanie wotum zaufania dla swego ewentualnego gabinetu. "Jest tylko pytanie, kiedy to wszystko się stanie i czy na najbliższy szczyt UE w październiku pojedzie już nowy premier. Tak powinno być" - ocenił Miller.

Rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska powiedziała w czwartek, że premier Donald Tusk złoży dymisję prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Jak dodała, Tusk czeka na powrót prezydenta Bronisława Komorowskiego ze szczytu NATO w Newport (dwudniowy szczyt kończy się w piątek).

Dyrektor prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek powiedziała PAP, że złożenie dymisji przez premiera Donalda Tuska będzie możliwe pod koniec przyszłego tygodnia. Jak podkreśliła, termin ten związany jest z realizacją kalendarza przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Zmiana na stanowisku premiera jest konieczna po wyborze Tuska na szefa Rady Europejskiej. Urząd ma objąć 1 grudnia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje