Muszą wyrzucić chipsy i batony

Główny Inspektorat Sanitarny szykuje rewolucję w asortymencie szkolnych sklepików. Do końca roku szkolnego ponad 1,2 mln gimnazjalistów nie będzie mogło w nich kupić coli, chipsów ani batoników, czytamy w dzienniku "Polska".

Na pierwszy ogień pójdą sklepiki w gimnazjach, a w przyszłym roku akcja ma być rozszerzona na podstawówki i licea. GIS planuje, że w ponad sześciu tysiącach szkół na sklepowych półkach niezdrowe przekąski zostaną zastąpione przez jogurty, serki, owoce, soki i wody mineralne.

Reklama

- Akcja obejmie milion dwieście tysięcy uczniów; to 90 procent wszystkich gimnazjalistów. Razem z Polską Federacją Producentów Żywności będziemy wypierać colę i chipsy asortymentem zdrowej żywności - powiedział "Polsce" główny inspektor sanitarny Andrzej Wojtyła.

Rewolta GIS to odpowiedź na plagę otyłości wśród polskich uczniów. Z danych Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie wynika, że ponad 13 procent młodzieży w wieku 13-15 lat powinno zrzucić wagę. To co prawda wynik o połowę lepszy niż we Francji, ale i tak na przestrzeni ostatnich 35 lat liczba otyłych nastolatków wzrosła w Polsce dziesięciokrotnie.

- Nie możemy powiedzieć, że wszystkiemu winne są produkty sprzedawane w sklepikach szkolnych, ale w ich asortymencie musi znaleźć się zdrowa żywność, inaczej będziemy mieli duży problem - mówi "Polsce" dr Anna Oblacińska, kierownik zakładu medycyny szkolnej w Instytucie Matki i Dziecka.

Bardziej stanowcza jest dr Magdalena Białkowska, adiunkt z Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie: "Asortyment szkolnych sklepików jest zły, dieta uczniów wygląda tragicznie. Dawniej dzieci na przerwach zajadały owoce, teraz pochłaniają ogromne ilości jedzenia, które nie ma żadnych wartości odżywczych; to puste kalorie - mówi Białkowska i wylicza: "Litr coli to 450 kcal, paczka chipsów kolejne 500". Dramat, który prowadzi do tragedii. Co drugi otyły nastolatek w Stanach Zjednoczonych cierpi na cukrzycę spowodowaną właśnie objadaniem się fast foodami - dodaje Magdalena Białkowska.

Samorządowcy z inicjatywy GIS są zadowoleni, ale do końca nie wierzą w jej powodzenie. - Dzieciaki, jak będą chciały, to zakupy zrobią w osiedlowym sklepie. Ale obok problemu nie możemy przejść obojętnie, musimy działać, ponieważ chodzi o zdrowie dzieci - powiedział "Polsce" Daniel Miklasiński, przewodniczący Rady Miejskiej w Sosnowcu. Władze miasta za zastąpienie niezdrowych przekąsek owocami i jogurtami zaproponowały właścicielom sklepików obniżenie czynszu o połowę.

Jeśli pomysł GIS wypali, będzie największą tego typu akcją w Europie. Dla porównania brytyjski rząd objął programem walki z otyłością 150 tys. nastolatków, głównie z Londynu.

INTERIA.PL/Polska
Dowiedz się więcej na temat: coli | GIS | chipsy | zdrowie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje