Na szacunek uczniów trzeba zapracować

Szkoła nie może ograniczać się do lekcji. Powinna też wychowywać - mówi INTERIA.PL Anna Radziwiłł, podsekretarz stanu w MEN.

Emilia Chmielińska, INTERIA.PL : Jak nauczyciel dziś, kiedy coraz częściej dochodzą do nas sygnały, że pedagog jest poniżany i szykanowany, może budować autorytet wśród uczniów?

Reklama

Anna Radziwiłł: Do dziennikarzy zawsze dochodzą sygnały, że jeden dom w mieście się zawalił, a nie że pozostałe 1000 stoi. I to jest pierwsza uwaga. Natomiast pozostaje kwestia, jak budować autorytet? Myślę, że nie jest prawdą , iż czasy są pod tym względem wyjątkowe. Uprzytomnijmy sobie, że chociażby 50 lat temu nauczyciele byli też o te 20 lat cofnięci wobec obyczajowości młodzieży. Zawsze taka różnica czasowa istniała i będzie istnieć. Oczywiście należy tu dodać, że w tej chwili zmiany obyczajowości, a idącej za tym może i głębszej świadomości, są duże szybsze, trudniej za nimi nadążyć . Wydaje mi się, że tu pojawia się problem coraz bardziej narastający umiejętności odróżniania tego, co zmienne i nic nie szkodzi, że się zmienia, od tego, co pozostaje trwałe i niezmienne. Nie należy żadnej z tych opcji przyjmować za jedyną. Tak naprawdę narzędziem nauczyciela-wychowawcy przecież nie jest ani podręcznik, ani komputer, czy tablica, tylko jego osoba, osobowość - to jest narzędzie. I przy wykorzystywaniu tego narzędzia naprawdę ważna jest rozmowa z uczniami - a nie tylko mówienie do uczniów. Warunkiem takiej rozmowy jest to, w jakim stopniu uczeń uwierzy, że nauczyciel w gruncie rzeczy go lubi, Strasznie dużo nauczycieli dogaduje się z uczniami i wydaje mi się, że te proporcje są takie same, jak były zawsze. Dokładnie tego nie wiemy, bo nikomu nie udało się tego zmierzyć procentowo. Myślę, że w nauczycielu powinno być takie dziwne połączenie - pokory wobec tych różnych nowości z pewnością siebie, z poczuciem, że ja, nauczyciel, też mam prawo mówić, co myślę. Takie samo prawo jak uczeń. Nauczyciela i ucznia ma łączyć to, że chcą się dogadać. A do tego wszystkiego potrzebne jest jeszcze poczucie humoru - w stosunku do siebie i uczniów.

Nauczyciel ma dziś poważanie wśród uczniów?

Nauczyciel musi na to poważanie ciężko zapracować, nie wystarczy być po prostu nauczycielem, żeby je mieć. Na pewno bardzo spadł i w ogóle jest niezrozumiały dla młodych autorytet funkcji nauczyciela. W takim razie musi być autorytet osoby. To cała trudność, że nauczyciel musi się starać, żeby być takim, a nie innym człowiekiem. Źródłem zła i odzwierciedleniem dzisiejszej sytuacji w szkołach jest także to, że wszyscy mówimy o prawach, a nie o obowiązkach. I w tym momencie doszliśmy do jakiegoś absurdu - bo jeśli wszyscy mają wyłącznie prawa i roszczenia - to się w końcu pozabijają. Może byśmy zaczęli mówić o tym, że mamy zobowiązania. A ponadto nauczyciele i społeczeństwo nie powinny się wyłącznie gorszyć zmianą obyczajowości, a próbować rozumieć, choć nie zawsze akceptować.

W jaki sposób nauczyciel powinien wychowywać uczniów, żeby był tym autorytetem?

Tu nie ma jednej złotej recepty. To tak, jakby kogoś poprosić, żeby w paragrafach napisał, jak to zrobić, by wszyscy byli uczciwi. Nie wymyślono tego. Dużą rolę odgrywa jedna rzecz - myśmy oszaleli z prawem. Jeśli pracowałabym w szkole, czy w jakiejkolwiek instytucji , gdzie kontakty międzyludzkie mają wynikać czy być regulowane przez paragrafy, to ja bym uciekła w ciągu jednego dnia. A niestety, w przypadku szkół ciągle mówimy o tych paragrafach, o tym, czy takie zachowanie jest zgodne z tym, a nie innym przepisem. Ktoś zupełnie zwariował. Zdrowy rozsądek, wzajemna życzliwość, zaufanie, lubienie się są ważniejsze niż paragrafy.

Czym Pani wytłumaczy rozkwit szkół katolickich, szczególnie podstawowych. W Krakowie czy Katowicach zapisy do tych placówek są już na rok 2009...

Są dwie podstawowe przyczyny . Jedna - nauczyciele w tych szkołach katolickich - może tym stwierdzeniem skrzywdzę pozostałych - bardziej wiedzą, dlaczego do tej szkoły przyszli i chyba także nie według paragrafów obliczają czas, który poświęcają dzieciom czy młodzieży. Druga kwestia dotyczy tego, że w tych szkołach w założeniu całość atmosfery szkoły jest oparta na wyraźnym systemie wartości. Mnie się wydaje, że jeżeli nie ma tego wyraźnego systemu wartości, to życie staje się trochę bez sensu, a jeżeli bez sensu, to i nudno . A jeśli nudno, no to może dam drugiemu w mordę, może będzie ciekawiej. Oczywiście oprócz tego można założyć, że do tych szkół katolickich oddają swoje dzieci rodziny wychowawczo wydolne. Wobec tego powstaje zjawisko pewnego elitaryzmu. To strasznie skomplikowane. Właściwie to jest złe, ale trudno powiedzieć rodzicom jakiegoś dziecka, że nie ma prawa decydować, że jego dziecko pójdzie do szkoły, gdzie będzie bezpiecznie.

Dlaczego w publicznych szkołach robi się niebezpiecznie, pojawiają się zagrożenia narkotykami, innymi używkami, ogólnie środowisko szkolne staje się wylęgarnią zła. Czyja to wina - rodziców czy nauczycieli?

Nie można tak uogólniać. Szkoły są bardzo różne. Nie wiem, czy tu można mówić o winie, chyba raczej o przerzucaniu odpowiedzialności. To jest trochę tak, że rodzice mają pretensje do nauczycieli, a jednocześnie nauczyciele niczego innego nie wysłuchują od rodziców poza tym, że "co mi się nauczyciel będzie wtrącał w wychowanie mojego dziecka". Rodzice czasem chcą być decydentami co do tego, co się w szkole dzieje. A w takim wypadku nauczyciele mówią - w porządku, to sobie wychowujcie i rządźcie szkołą, a my odbędziemy swoje wykłady i idziemy do domu. Mówi się, że nauczyciel ma obowiązek wychowywać. Ale poza tym, że ma obowiązek, też ma prawo. Jednak to już trudniej ludziom spoza szkoły przyznać.

Co zatem powinno się zmienić w naszym systemie szkolnictwa?

Różne rzeczy. Po pierwsze, myślę, że szkoła nie może wyłącznie ograniczać się do lekcji. Powinna wyraźnie, z określonymi uprawnieniami, chcieć i móc wychowywać, chcieć i móc proponować spędzanie wolnego czasu, pomagać w nauce. Myślę, że jednym z problemów przy powszechności oświaty jest to, że część dzieci nie daje rady z nauką , a jeżeli nie daje rady, to po pierwsze szuka winnych, po drugie jest sfrustrowanych - a wiadomo, że jak się jest sfrustrowanym, to albo się popada w depresję, albo kogoś bije. Szkoła musi chcieć i móc wspomagać tych, którym nie wychodzi. A poza tym mam wrażenie, że w szkole jest strasznie dużo tego nadmiaru prawa , przepisów, regulaminu, całej tej biurokracji szkolnej. Odgarnijmy te papiery ze szkoły i wróćmy do dosyć prostych, podstawowych spraw - wychowawca i klasa. Wychowawca ma lubić uczniów, ma być na usługi, a równocześnie - słuchając uczniów - ukazywać im jednak wartości, a także czasami się z nimi pośmiać i pobawić.

A czy studia powinny być płatne?

Jestem za tym, żeby istniejąca płatność studiów była sprawiedliwiej rozłożona, tzn. nie w zależności od tego, na jakiej uczelni się jest i rodzaju studiów, który się wybrało - tylko od rzeczywistej sytuacji materialnej oraz wyników w nauce. Jeżeli są różnice materialne w społeczeństwie, a są i zapewne będą, to musi być do tego dostosowany sposób rozkładania zobowiązań finansowych. Jeżeli na studiach jest córka ministra, to ma płacić - obojętnie na jakich studiach jest. Jeśli natomiast studiuje córka bezrobotnego, to nie ma płacić. Podobnie można takie rozumowanie odnieść do wyników na późniejszych latach studiów. Tak powinno być i to jest bardziej sprawiedliwe.

Jakie najważniejsze zadania stoją w takim razie najbliższym czasie przed Ministerstwem Edukacji Narodowej?

Po pierwsze, trzeba zdecydować o kształcie tego, co się nazywa programem nauczania, czyli zawartością treści nauczania . Są projekty, ale trzeba się zdecydować, czy i jak wprowadzić je w życie. Po drugie - trzeba na pewno zakazać istnienia dużych szkół, tzn. molochów, gdzie uczy się ponad 700 uczniów. I to jest dużo ważniejszy problem niż liczebność w klasie. Dobrze byłoby także wyplenić ze szkoły nowoczesną biurokrację. Poza tym należałoby wyraźniej określić zadania szkoły, i to się wiąże zarówno z organizacją, jak i nowymi kwalifikacjami nauczycieli. Dużo trudniej jest bawić się z dziećmi, niż je uczyć. To rozszerzenie zadań szkoły i dostosowanie kwalifikacji nauczycieli jest bardzo istotne. Te zmiany oczywiście wiążą się również z pieniędzmi, ale w sposób umiarkowany, bo dzieci jest mniej.

Czego życzy Pani nauczycielom i osobom związanym z oświatą z okazji święta Edukacji Narodowej?

Żeby mieli poczucie sensu i radości życia. A sens i radość są bardzo blisko.

Dowiedz się więcej na temat: radziwiłł | nauczyciele | szkoła | szacunek | szkoły

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje