Nawałnica przerwała obóz harcerski w Suszku

Dwie ofiary śmiertelne, a 37 osób rannych - to najnowsze informacje dotyczące poszkodowanych uczestników obozu harcerskiego w Suszku (woj. pomorskie) zniszczonego przez nawałnicę. W całym kraju w wyniku żywiołu zginęło w sumie pięć osób.

Jak poinformował Michał Bogusiak z biura prasowego wojewody łódzkiego, na obozie harcerzy z łódzkiego okręgu ZHR było łącznie 155 osób: 139 dzieci, 16 osób z kadry obozu, w tym siedmiu dorosłych wychowawców. 

Reklama

Rannym w wyniku nawałnicy udzielono pomocy medycznej w dziewięciu szpitalach - Starogardzie Gdańskim, Chojnicach, Człuchowie, Bydgoszczy, Kościerzynie, Tucholi, Więcborku, Słupsku i Pile. Według informacji przekazanej przez urząd wojewody łódzkiego, w przypadku rannych chodzi głównie o obtarcia czy podrapania, ale odnotowano również pęknięcie kości czaszki i złamanie uda.

W wyniku nawałnicy zginęła dwójka dzieci w wieku 12 i 14 lat. Przynajmniej jedno z nich przygniotło drzewo, które upadło na namiot. 

Obóz harcerski został zniszczony i odcięty od świata przez tarasujące drogi drzewa w nocy z piątku na sobotę w wyniku gwałtownych burz i wiatrów, jakie przeszły nad Pomorzem.

"Tutaj nie ma już połowy lasu"

Przewodniczący Okręgu Łódzkiego ZHR Adam Kralisz przyjechał na miejsce zdarzenia w sobotę nad ranem.

"Wczoraj o godzinie 22.50 przeszła nagła nawałnica, bardzo duży wiatr, burza, która praktycznie od razu z miejsca zaczęła wyrywać drzewa (...). Tutaj nie ma połowy lasu generalnie, te drzewa zaczęły się przewracać na namioty, została zarządzona szybka ewakuacja, ona była w bardzo trudnych warunkach, bo odbywała się pomiędzy spadającymi drzewami" - opisywał piątkowe wydarzenia Kralisz. 

"Teren lasu jest tak bardzo wielki i zniszczony, że tutaj w ogóle jakiekolwiek służby, w tym my, nie mogliśmy w ogóle dotrzeć; do tej pory w zasadzie tylko od jednej strony samochodami terenowymi jest wjazd" - dodał, zaznaczając, że skala zniszczeń to kilkadziesiąt hektarów.

"Jak w amazońskiej dżungli"

"Musieliśmy przedzierać się (przez) około trzy a sześć kilometrów przez las, zwalone drzewa, to nie jest porównywalne z niczym, to tak, jakby się przez dżunglę amazońską przedzierać" - opisywał.

"Służby dopiero dotarły nad ranem, ok. godz. 4, najpierw przez jezioro jakimiś łódkami, a potem dopiero samochodami terenowymi i potem uczestników tutaj zwozili tymi samochodami do punktu zbiorczego" - mówił. Dodał, że pierwsza na miejsca dotarła straż pożarna, potem policja.

Dopytywany o to, w jaki sposób będzie rozwijać się akcja, Kralisz powiedział, że ciężko mu to ocenić. "Prokurator chodzi po lesie, my nie możemy tam w tej chwili wchodzić" - powiedział, dodając, że cały dobytek obozowiczów został na miejscu. "Mamy nadzieję, że też będziemy mogli to zabezpieczyć i przy pomocy służb też wydostać i oddać właścicielom" - powiedział.

Szef ZHR zarządził żałobę

Po zdarzeniach w Suszku szef Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej Grzegorz Nowik zarządził miesięczną żałobę we wszystkich jednostkach ZHR.

"Człowiek jest bezradny wobec potęgi i sił natury. Z pokorą stajemy wobec tego faktu w momentach dla nas najboleśniejszych. Stawiamy sobie pytanie - czy mogliśmy uczynić coś jeszcze, aby tego uniknąć, aby temu zapobiec?" - napisał Nowik.

Rodzinom i najbliższym zmarłych druhen złożył kondolencje. "Składam także, w imieniu Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, kondolencje rodzinom wszystkich ofiar tragicznych nawałnic z ostatnich godzin" - dodał.

Przewodniczący ZHR podziękował harcerzom i instruktorkom, którzy odpowiedzieli na wezwanie pomocy i stawili na służbę oraz służbom państwowym za ofiarną pomoc na miejscu zdarzenia.

W związku z tragicznymi wydarzeniami uruchomiono specjalną infolinię (42 664 10 53).

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy