Nie chodzą w mundurkach

Według znowelizowanej ustawy noszenie jednolitego stroju jest obowiązkowe na terenie szkoły podstawowej i gimnazjum. Jednak ten przepis dotyczy tylko szkół publicznych. Niepubliczne szkoły w Tarnowie postanowiły nie zmuszać swoich uczniów do noszenia mundurków -pisze "Gazeta Krakowska".

- Szanujemy zdanie rodziców, dlatego nie wprowadziliśmy jednolitego stroju. Już w ubiegłym roku przeprowadzaliśmy referendum wśród uczniów i rodziców naszej szkoły. Nie wyrazili zgody na mundurki - tłumaczy Elżbieta Sokołowska, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 1 w Tarnowie.

Reklama

Jednym z celów nowelizacji ustawy oświatowej było zlikwidowanie różnic między uczniami z bardziej i mniej zamożnych rodzin. Zgodnie z tym założeniem w szkołach niepublicznych takiej potrzeby nie ma, bo rodziców, których stać na czesne, stać też na odpowiednie stroje dla dzieci.

- Jeżeli chodzi o przekrój płac rodziców uczniów naszej szkoły, to naprawdę są to przeciętne pensje. To nie są biznesmeni, adwokaci czy lekarze. To są urzędnicy, nauczyciele lub właściciele małych firm, którym zależy na dobrym wykształceniu dzieci. Czesne wynosi 300 złotych i to już jest dla nich duży wydatek. Uczniom nie wolno nosić frywolnych strojów lub w zbyt agresywnych kolorach. To jest nasz wymóg. Mundurki są niepotrzebne - mówi Zofia Kołodziej, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 2 w Tarnowie.

Placówka przy ul. Błotnej w Tarnowie jest wprawdzie niepubliczna, ale niepłatna. Utrzymuje się wyłącznie z subwencji oświatowej.

- I młodzież, i rodzice nie chcieli mundurków. Mamy srebrne i złote tarcze z nazwą szkoły. To są elementy, które identyfikują uczniów z placówką. Wielu rodziców, których nie stać na płatną szkołę prywatną, wiadomość o tym, że u nas nie ma mundurków, skłoniła do posłania tu dzieci. Komuś w głowie coś powstało i natychmiast chce wprowadzać to w życie. A przecież trzeba się liczyć ze zdaniem tych, którzy temu prawu mają podlegać - tłumaczy Helena Tucka, dyrektor Niepublicznej Niepłatnej Szkoły Podstawowej.

- Podjęliśmy decyzję jednogłośnie. Dzieci rosną i co roku trzeba by było kupować nowy strój. A tak mogą się ubierać swobodnie i podkreślić swoją indywidualność. Oczywiście w granicach rozsądku - mówi Dorota Wolańska, mama Tomka i Bartosza.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy