"Nie starczało mi do pierwszego". Gowin przeprasza za te słowa

Gdyby opozycja była gotowa zgodzić się na zwiększenie wynagrodzeń ministrów od następnej kadencji, to obóz rządowy mógłby z taką inicjatywą wystąpić - powiedział wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Polityk wspominał, że kiedy w latach 2011-2013 kierował w rządzie PO resortem sprawiedliwości, miał wciąż na utrzymaniu trójkę dzieci i "czasami nie starczało do pierwszego". Niedługo potem na Twitterze przeprosił za swoją wypowiedź.

Gowin zadeklarował w środę w Radiu Zet, że obóz rządowy byłby skłonny wystąpić z inicjatywą podniesienia od przyszłej kadencji pensji ministrów i wiceministrów, gdyby opozycja była gotowa poprzeć tego typu rozwiązanie. "Czyli nie podwyżki dla nas - ale ustalmy, że ktokolwiek będzie rządził od 2019 r., to już nie będzie tak, że minister zarabia mniej niż jego podwładni" - powiedział.

"Problem, który musimy na pewno rozwiązać to problem wynagrodzeń ministrów, a zwłaszcza wiceministrów, którzy nie są posłami. Posłowie mają jeszcze diety, jeżeli są spoza Warszawy, to mają tutaj bezpłatne lokum. Wiceministrowie, którzy przyjeżdżają spoza Warszawy po prostu biedują" - powiedział Gowin.

Reklama

Dodał, że nie jest szczęśliwy z powodu tego, że "wiceministrom trzeba łatać ich budżety domowe premiami". "Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby porozumienie się z obecną opozycją, że od następnej kadencji wynagrodzenia ministrów wzrastają" - stwierdził Gowin.

Wicepremier wspominał, że kiedy w latach 2011-2013 kierował w rządzie PO resortem sprawiedliwości, miał wciąż na utrzymaniu trójkę dzieci i "czasami nie starczało do pierwszego".

"Minister sprawiedliwości odpowiada za budżet 10-miliardowy, minister nauki za budżet 20-miliardowy. Sytuacja, w której minister zamiast skupiać się na sprawach państwa zastanawia się, jak dożyć do pierwszego, to nie jest sytuacja zdrowa z punktu widzenia państwa" - powiedział wicepremier.

Niedługo po wywiadzie w Radiu Zet Gowin przeprosił na Twitterze za swoją wypowiedź dotyczącą jego zarobków.

W grudniu ubiegłego roku poseł PO Krzysztof Brejza zwrócił się z interpelacją ws. nagród przyznanych członkom Rady Ministrów. W przygotowanej w lutym odpowiedzi wiceszef Kancelarii Premiera Paweł Szrot zamieścił tabelę z łącznymi kwotami nagród brutto dla poszczególnych ministrów w 2017 r. Wynika z niej, że nagrody otrzymało 21 konstytucyjnych ministrów (od 65 100 zł rocznie do 82 100 zł), 12 ministrów w KPRM (od 36 900 zł rocznie do 59 400 zł) oraz b. premier Beata Szydło (65 100 zł).

W reakcji na przekazane informacje Brejza złożył do KPRM kolejną interpelację, w której zapytał m.in. o to, kto podjął decyzje w sprawie przyznania nagrody dla b. premier i ministrów oraz jak zostały one uzasadnione.

W datowanej na ubiegły piątek odpowiedzi na interpelację, której skan opublikował na Twitterze poseł Platformy, szef Kancelarii Michał Dworczyk poinformował, że decyzje o wypłacie nagród podjęła Beata Szydło "i do Niej należała ostateczna ocena pracy poszczególnych ministrów i ich resortów oraz zaangażowania w realizację priorytetowych zadań Rządu". Według posła oznacza to, że b. premier przyznała nagrodę m.in. dla siebie oraz że "nie ma żadnych uzasadnień" decyzji ws. ich przyznania.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy