"Nie wykluczam kandydowania na prezydenta"

Premier Donald Tusk powiedział w niedzielę, że nie wyklucza startu w przyszłych wyborach prezydenckich. Ocenił także prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, który - jego zdaniem - "paraliżuje" niektóre posunięcia rządu.

- Nigdy tego nie wykluczałem - zaznaczył w odpowiedzi na pytanie, czy będzie starał się objąć w przyszłości urząd prezydenta.

Reklama

Donald Tusk podkreślił w programie "Kawa na ławę" w TVN, że o jego starcie w wyborach zdecydują środowiska, które zechcą go wesprzeć. - Zobaczymy za dwa lata - dodał.

Poproszony o ocenę półmetka kadencji Lecha Kaczyńskiego stwierdził, że nie może być w pełni obiektywny w tej sprawie. - Byliśmy w ostrej konkurencji, szczególnie w czasie ostatnich wyborów prezydenckich - tłumaczył.

- Dzisiaj prezydent nie ukrywa dystansu do wielu posunięć mojego rządu i nie jest wykluczone, że będziemy ponownie konkurować - zaznaczył Tusk.

Jak przyznał, opozycja i "niekwestionowany patron tej opozycji" - prezydent Kaczyński - chcą "sparaliżować niektóre posunięcia rządu i koalicji".

Zdaniem Tuska, prezydent Kaczyński "jak żaden z jego poprzedników" mocno angażuje się "we wsparcie konkretnej partii politycznej". - Ma w ręku bardzo silny argument, jakim jest prezydenckie weto - dodał.

- Prawdziwa próba nastąpi pod koniec roku, kiedy prezydent Lech Kaczyński będzie miał na biurku kluczowe ustawy, których zadaniem nie jest zyskiwanie popularności - podkreślił.

Jego zdaniem, żaden rząd do tej pory nie miał tak "twardej i konsekwentnej niechęci do swoich działań". Premier wytłumaczył, że chodzi mu o ilość akcji strajkowych i "nastawienie central związkowych".

Tusk powiedział, że "nie ma co się bać" ewentualnych protestów. - Trzeba być odpornym - ocenił.

Zapytany o doniesienia prasy, że od marca do maja korzystał 13 razy z samolotu rządowego na trasie Warszawa-Gdańsk, co miało kosztować 218 tys zł., premier odpowiedział, że "zdecydowanie częściej" lata do Gdańska korzystając z samolotów rejsowych. - Nie chcę robić z tego spektaklu - stwierdził.

- Nie używałem hasła tanie latanie, tylko tanie państwo - dodał.

Tusk podkreślił, że z budżetu "na utrzymanie władzy" w tym roku wydawane są "mniejsze pieniądze" niż za poprzednich rządów. - Udało mi się w ciągu ośmiu miesięcy, przy wszystkich błędach i wadach, zbudować najtańszy rząd, jeśli chodzi o funkcjonowanie - podkreślił.

Komentując swoją niedawną wizytę w Ameryce Południowej ocenił, że "plan wizyty wyglądał identycznie jak plan wizyty 6 innych głów państw europejskich". - Tylko w Polsce uznano wyprawę do Peru za wycieczkę - zaznaczył.

Premier powiedział także, że nie żałuje tej wizyty, tylko tego, że "nie potrafiliśmy zadbać o informację w związku z wyjazdem".

Jego zdaniem, kluczowa dla utrzymania możliwie niskich cen benzyny jest "twarda złotówka", szczególnie względem dolara. - Nie mam wpływu na ceny ropy na świecie. Nie jestem szejkiem - dodał.

Pytany o to, czy i jak dokona rekonstrukcji rządu premier zaznaczył, że "przez osoby trzecie czy media" nie będzie informował ministrów o swojej ewentualnej negatywnej wobec nich ocenie.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Donald Tusk | wizyta | prezydent | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje