Nowacka: Bratobójcza walka nie ma sensu

Barbara Nowacka /Albert Zawada /

Na razie chcą się dostać do samorządów, ale już myślą o wyborach parlamentarnych. Męczy ich plemienny podział między partiami. Na własnej skórze odczuli porażki lewicy i są pewni, że wyciągnęli z nich właściwą nauczkę. Inicjatywa Polska zamierza stworzyć przestrzeń dla wszystkich, którzy nie utożsamiają się z ugrupowaniami zasiadającymi dziś w Sejmie.

Reklama

Z liderką stowarzyszenia Barbarą Nowacką rozmawiają Aleksandra Gieracka i Jolanta Kamińska. 


Aleksandra Gieracka, Jolanta Kamińska: Według niedawnego sondażu IBRIS może pani liczyć na 10 proc. poparcia w Warszawie. Zamierza pani walczyć o fotel prezydenta stolicy? 

Barbara Nowacka: - Jeden dobry sondaż nie czyni od razu kandydatką. 

Reklama

Ale jest dobrym przyczynkiem do dyskusji. 

- To prawda. Ten sondaż pokazuje narastające zmęczenie nieustającym układem PO i PiS-u. Nie ma co się oszukiwać, przedstawiciele tych partii na poziomie samorządów współegzystują ze sobą całkiem przyjaźnie. To było bardzo widoczne podczas wystąpień radnych warszawskich przy aferze reprywatyzacyjnej. Wychodził członek jednej partii i zarzucał drugiej, że zatrudnia osoby nieuczciwe, powiązane z deweloperami, po czym wychodził ktoś z drugiej  strony i mówił: hola, hola - przecież to jest wasz człowiek - zatrudniony jeszcze w waszych czasach. I tak przerzucali się nazwiskami. 

Aktywiści ruchów miejskich wielokrotnie zarzucali władzom stolicy powiązania z deweloperami i ich "umoczenie" w aferę reprywatyzacyjną. 

- Nie ulega wątpliwości, że te powiązania istnieją, i nie są przynależne tylko jednej partii. Patrząc na to, jak przez ostatnie lata zmieniał się układ sił w Warszawie, można powiedzieć, że niezależnie, która opcja dominuje, deweloperom zawsze będzie wiodło się dobrze. 

Sugeruje pani, że trzeba to zmienić. Inicjatywa Polska chce być alternatywą dla PiS i PO w wyborach samorządowych? 

- Chcemy być poważną  siłą polityczną. Chcemy rozmawiać z ruchami miejskimi oraz innymi siłami progresywnymi o trzeciej drodze dla Warszawy. Może da się gdzieś znaleźć wspólne obszary, które nas interesują. Myślę, że Warszawa - tak jak i cała Polska - zasługuje na trochę więcej niż tylko PiS i PO. 

Jest szansa na zawiązanie szerokiej koalicji w Warszawie? 

- Mamy półtora roku do wyborów. 

PiS i PO już zwierają szeregi. Półtora roku dla stworzenia czegoś nowego to wcale nie tak dużo czasu. 

- To nadal wystarczająco dużo, żeby zobaczyć, z kim nam jest po drodze. Warszawie potrzebne jest odświeżenie. Jesteśmy przekonani, że uda nam się wystawić dobrego kandydata na prezydenta stolicy, ale nie tylko stolicy. 

Sukces trzeciej siły jest możliwy nawet, gdyby ustawa metropolitarna stała się faktem? 

- W obecnym kształcie projekt na pewno nie zostanie przyjęty, bo prawie nikt go nie popiera. Nawet w PiS-ie są głosy przeciw. Na placu boju został pan Sasin a to trochę za mało. Ciekawszy jest projekt zmian ordynacji do wyborów samorządowych. 

Dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast to dobry pomysł? 

- Popieram dwukadencyjność, ale nie kiedy będzie działała wstecz. 

Wicepremier Gowin, mówiący o tym, że działająca wstecz dwukadencyjność jest niezgodna z konstytucją, to w tej sprawie głos rozsądku w obozie PiS? 

- Jarosław Gowin jest wypuszczany, żeby mówić do konserwatywnych wyborców Prawa i Sprawiedliwości od wielu miesięcy i dobrze spełnia swoją rolę. Zresztą był ministrem sprawiedliwości, więc powinien wiedzieć, że prawo nie działa wstecz, i nie powinno się w ten sposób załatwić tematu dwukadencyjności, która de facto bardzo pomoże polskiej polityce. 

Inicjatywa Polska jest mocno kojarzona z Warszawą, choć to stowarzyszenie ogólnopolskie. Przymierzacie się do wyborów samorządowych w całym kraju? 

- Każdy człowiek rozsądnie myślący o polityce szykuje się na wybory samorządowe. 

Ilu członków liczy teraz Inicjatywa? 

- Postawiliśmy nie na model wypełniania deklaracji, tylko zapraszania ludzi do różnych akcji i działań. Mamy około 800-900 członków w skali kraju, natomiast dużo więcej osób z nami współpracuje. Na zebrania zapraszamy nie tylko tych zdeklarowanych ale i tych, którzy chcieliby coś z nami zrobić, a jeszcze się przyglądają. 

Luźna, otwarta struktura? 

- Żyjemy w czasach, kiedy przystąpienie do organizacji nie powinno być już fetyszem. Nie oczekuję, że ludzie przyjdą i zdeklarują, że chcą być z nami na zawsze, ale że chcą wykonać konkretne projekty. Stąd sympatyków jest znacznie więcej. W ten sposób zyskujemy poparcie i wiarygodność. 

Wybory samorządowe to pierwszy etap? Inicjatywa myśli też o kolejnych wyborach parlamentarnych? 

- Jestem osobą polityczną i muszę myśleć o tych wyborach. Mam nadzieję, że osoby, które są ze mną w stowarzyszeniu, myślą o nas w kategoriach ruchu politycznego. 

Są plany przekształcenia się w partię? 

- Zobaczymy. Akurat polska lewica cierpi na nadmiar partii. Tylko wiarygodności brak.

Jak w tej sytuacji wyborca o lewicowych poglądach ma się zdecydować? Jest Razem, jest SLD. Dlaczego miałby wybrać Inicjatywę? 

- Bo podejmujemy i realizujemy wiele istotnych projektów społecznych. Decyzja o wprowadzeniu w Warszawie bezpłatnej komunikacja dla dzieci i młodzieży od 1 września to całkowita zasługa naszej radnej Pauliny Piechny-Więckiewicz, która wystąpiła z tym projektem. Podobny projekt obywatelski składaliśmy w Łodzi, niestety tam nie udało się go przeforsować. Sadzimy też drzewa, uczestniczymy w akcjach na rzecz praw kobiet, w tym w Obywatelskiej Inicjatywie ustawodawczej "Ratujmy Kobiety", organizujemy pikiety w sprawie choćby pigułki ellaOne. . 

A co z programem?  

- Nie potrzebujemy dziś manifestu politycznego, ale przygotowujemy taki w perspektywie wyborów parlamentarnych. 22 kwietnia na konwencji zaprezentujemy nasze cele. 

Niechęć do partii wynika z dotychczasowych nie najlepszych doświadczeń członków Inicjatywy? Pani działała w Twoim Ruchu, Paulina Piechna-Więckiewicz czy ostatnio Dariusz Joński odeszli z SLD.... 

- Inicjatywa powstała po klęsce lewicy w wyborach parlamentarnych. Część z nas nie chciała zamknąć się w swoich partiach i ze sobą walczyć, a jednocześnie nadal chciała być aktywna politycznie. Bardzo nas męczy plemienny podział, który wprowadzają partie. Szczególnie po wyborach, kiedy SLD za brak sukcesu wyborczego zaczęło winić wszystkich oprócz siebie. Nie da się w ten sposób prowadzić jakiejkolwiek polityki progresywnej. Bratobójcza walka przy każdych możliwych wyborach nie ma sensu, trzeba szukać porozumienia tam, gdzie jest to możliwe.

Skoro trzeba szukać porozumienia, to kolejna koalicja na lewicy jest możliwa?  

- Nigdy więcej (śmiech). Startując jako koalicja w wyborach parlamentarnych zdawaliśmy sobie sprawę z ryzyka. Podjęliśmy je i skończyło się źle, nie tylko dla nas, ale i dla innych partii. To duża nauczka na lata, by nie zamachiwać się na próg 8 proc. Nawet PiS tego nie zrobiło. Partii jest dużo, ja natomiast widzę szansę dla ruchów społecznych.   

Świeżość, aktywność, wspólne działania - to pięknie brzmi, ale ostatnie sondaże pokazują, że wyborcy o lewicowych poglądach woleliby raczej stare, znane SLD, które balansuje na granicy progu wyborczego. Partia Razem ostatnio tego progu w ogóle nie przekracza, a Inicjatywa tu nie istnieje. 

- Dziś nie patrzmy na sondaże. Pamiętam takie z ubiegłego roku, gdzie Nowoczesna miała 20 proc. Gdzie jest dziś  Nowoczesna? Co więcej, pamiętam sondaże z 2012 roku, gdzie SLD miało kilkanaście procent a Twój Ruch 20 proc. - i gdzie my dzisiaj jesteśmy? 

No właśnie, gdzie jest Twój Ruch? Partia już dziś praktycznie nie istnieje. 

- Nawet widziałam w sondażach 1 proc. poparcia, ale faktycznie, partia nie jest aktywna. 

Dlaczego poniosła porażkę? 

- Na początku brakowało tam spoiwa programowego, nie było wspólnego pomysłu na Polskę. Członkowie Twojego Ruchu popierali wizję Janusza Palikota, ale nie była to wizja totalna, dotyczyła tylko niektórych obszarów. Ludzie z różnymi poglądami znaleźli się w jednym ugrupowaniu i musieli wspólnie głosować. Podobnie jak w ruchu Pawła Kukiza, choć oni akurat nie muszą wspólnie głosować, co czasami powoduje chaos w przekazie. 

Przez różnorodność poglądową Twój Ruch, potem Zjednoczona Lewica, nie były wiarygodne dla wyborców? Często można było usłyszeć taki zarzut. 

- Trzeba przekonywać ludzi, nie tylko do programu - manifestu, ale również do naszych przedstawicieli, którzy będą wiarygodni dla lokalnych społeczności. To będzie baza, na której można budować. Jedną z przyczyn porażki Zjednoczonej Lewicy był właśnie brak wiarygodności. Na listach oprócz świetnych, pełnych zapału osób, byli i tacy, na których wyborcy nie głosowali, bo mieli ich serdecznie dosyć. 

Jak się w takim razie uwiarygodnić? 

- Pracując, pracując, pracując. Powinniśmy gryźć ziemię, aż udowodnimy, że jesteśmy grupą ludzi, co do których uczciwości nie ma wątpliwości, i którym chce się pracować. Jeśli Polki i Polacy nie będą chcieli takiej oferty - trudno. Natomiast trzeba zrobić wszystko, żeby pokazać, dlaczego warto mówić głośno o polityce społecznej, sprawiedliwości społecznej, równości, prawach kobiet. 

To sposób Inicjatywy na wciągnięcie do polityki ludzi zmęczonych obecnym zabetonowaniem sceny politycznej? 

- Gdzieś muszą przyjść ludzie, którym coś się chce, a nie chcą iść do ruchu Kukiza, nie mają tak radykalnych poglądów na gospodarkę jak partia Razem, nie chcą być w PO, PiS-ie, PSL-u  czy w SLD, nie są też neoliberałami jak  Nowoczesna. Robię wszystko, żeby tworzyć dla nich przestrzeń. 

Porażki na lewicy były dla pani ważną, osobistą lekcją polityki? 

- Byłam jedną z osób, które doprowadziły do powstania Zjednoczonej Lewicy i byłam gotowa ponieść odpowiedzialność za to, w jaki sposób potoczyła się kampania wyborcza. Niestety, nie na wszystko miałam wpływ. 

 W czym tkwił problem?

- Może byłoby lepiej, gdyby nie tylko starsi koledzy, ale również młode osoby, które były w SLD: Dariusz Joński, Krzysztof Gawkowski, Paulina Piechna-Więckiewicz, mogli w większym stopniu decydować o kształtach list. 

Brakuje dzisiaj lewicy w Sejmie? 

- Nie ma nikogo , kto  upomniałby się o samotne matki, kiedy 500 plus nie było im właściwie przyznawane. Nie ma nikogo, kto powie o świeckim państwie,  kto tak naprawdę stanie za związkami zawodowymi. Nie ma nikogo, kto będzie bronił wartości europejskich,  nie wpatrując się ślepo w status quo, kto  konstruktywnie krytykując Unię. Brakuje kogoś, kto upomni się o środowisko naturalne. Platforma jako obrońca przyrody wypada bardzo słabo. 

"Totalna opozycja" się nie sprawdza? 

- Powinna być bardziej wiarygodna.

Wpadliśmy w klimat politycznej naparzanki? 

- Wpadły w to PiS i PO. Ludzie nie dają się w to wciągać. Oczywiście są ci, którzy bardzo krytykują rządy PiS-u, ale nadal normalnie funkcjonują i mają nawet w tej partii znajomych. Zwolennicy PiS-u widzą jak źle jest, kiedy polska dyplomacja ma twarz ministra Waszczykowskiego, czy jak wielkie szkody dla przyrody, czyli w dalszej perspektywie dla potomnych, ma wycinanie drzew, czy jak wiele pułapek tkwi w reformie edukacji. Stąd potrzebna jest trzecia droga, a nie totalna naparzanka dwóch partii bardzo do siebie podobnych, wywodzących się z tego samego, konserwatywnego pnia.     

Rozmawiały: Aleksandra Gieracka i Jolanta Kamińska

"Dziś wolałabym mówić o ofiarach". Przeczytaj również pierwszą część rozmowy z Barbarą Nowacką

***

Zobacz również:

"Trzeba iść ostro". Rozmowa z Janem Śpiewakiem 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje