Nowe fakty w sprawie katastrofy w Topolowie

Pilot próbował awaryjnie wylądować - to nowe ustalenia Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych w sprawie katastrofy w Topolowie pod Częstochową. W wypadku zginęło 11 osób, a jedna została ranna.

Jak mówił Andrzej Pussak z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, o próbie awaryjnego lądowania świadczy między innymi sprawdzone przez ekspertów pole przed miejscem katastrofy i nie wysunięte podwozie samolotu. Pilot próbował też ominąć linie wysokiego napięcia.

Reklama

Pussak tłumaczył, że jeśli maszyna znajduje się na wysokości do 100 metrów (tak jak samolot z Topolowa), to podczas awaryjnego lądowania ląduje na wprost, unikając zderzenia z przeszkodami, i odchyla się w prawo lub lewo o 15 stopni. Tak prawdopodobnie postępował z samolotem jego pilot.

Próbę awaryjnego lądowania potwierdza także przesłuchany przez śledczych 40-letni mężczyzna, który przeżył wypadek.

Oględziny wraku na miejscu tragedii zakończyły się we wtorek. Dwie duże lawety wywiozły szczątki maszyny do dalszych badań w laboratoriach. Przeprowadzone zostały już sekcje zwłok wszystkich ofiar. Prokuratura poinformowała, że w śledztwie dotyczącym katastrofy przesłuchano już 20 świadków.

Ocalały opuścił częstochowski szpital

Instruktor spadochroniarstwa, który jako jedyny przeżył katastrofę samolotu w Topolowie, opuścił we wtorek szpital w Częstochowie. 40-latek został przetransportowany śmigłowcem do Szpitala Wojewódzkiego Św. Łukaszaw Tarnowie.

Czeka teraz na skomplikowaną operację kręgosłupa. Andrzej Maciejczak, ordynator oddziału neurochirurgii mówił, że mężczyzna ma też inne obrażenia, którymi zajęto się w pierwszej kolejności. Lekarze z Tarnowa prowadzą ich ciągłą obserwację, a niedługo zadecydują, czy można już zakończyć ich leczenie.

Stan ogólny chorego jest dobry, a operacja kręgosłupa ma zostać przeprowadzona jutro. Mężczyzna najprawdopodobniej w ciągu tygodnia opuści tarnowski szpital.

Mężczyzna złożył w poniedziałek obszerne zeznania ws. katastrofy. Jego przesłuchanie odbyło się w szpitalu. Dla dobra śledztwa nie ujawniono jego szczegółów. 40-latek podzielił się również swoimi dramatycznymi przeżyciami z personelem szpitala.

Jego słowa przekazała rzecznik częstochowskiego szpitala Beata Marciniak.

"Cudem było to, że pacjent znajdował się w tylnej części samolotu. Kiedy samolot uderzył w ziemię, widział po omacku, czuł ogień, coś mu mówiło, że musi iść do przodu, w kierunku drzwi. Do światła. Pacjent chce podziękować wszystkim mieszkańcom, strażakom, którzy uczestniczyli w akcji ratowniczej, za pomoc, za to, że mu pomogli, że cudem ocalał. Sam nie wie, dlaczego to on ocalał" - powiedziała Marciniak.

W momencie katastrofy nie pracował lewy silnik

- Przyczyną zdarzenia był niepracujący lewy silnik, o czym wiemy już w stu procentach - oświadczył Andrzej Pussak podczas wtorkowego briefingu dotyczącego katastrofy. Również co do prawego silnika mamy wiele wątpliwości, ale to jest jeszcze hipoteza, którą będziemy wnikliwie badać - dodał ekspert.

Tzw. raport wstępny ze swoich prac Komisja badająca wypadek przedstawi w ciągu 30 dni. Jej specjaliści podkreślają, że ich rolą nie jest orzekanie o winie, lecz znalezienie przyczyny zdarzenia i wskazanie właściwych działań profilaktycznych.

Anna Kropaczek

Dowiedz się więcej na temat: katastrofa samolotu

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje