Nowe fakty ws. seksafery w opolskiej policji

Biegli badający sprawę seksafery w opolskiej policji jednoznacznie ustalili, że kompromitująca rozmowa generała Leszka Marca z podwładną nie została nagrana za pomocą podsłuchu; komendant przypadkowo nagrał się sam. Reporter radia RMF FM Roman Osica dowiedział się, że plik skopiował z systemu pracownik działu technicznego komendy.

Eksperci potwierdzili, że generał Marzec sam uruchomił system do telekonferencji, bo przygotowywał się do połączenia z komendami powiatowymi. Chwilę później do gabinetu weszła jego podwładna. Właśnie wtedy miała miejsce budząca kontrowersje rozmowa. Z systemu zgrał ją pracownik działu technicznego. Mężczyzna przekazał informację na ten temat naczelnikowi wydziału kryminalnego, który jest mężem nagranej pani nadkomisarz.

Biegli nie byli w stanie jednoznacznie powiedzieć, kto rozesłał nagranie rozmowy komendanta i jego podwładnej do mediów. Jednoznacznie wykluczyli natomiast wersję mówiącą o ewentualnym podsłuchu. W tej sytuacji prokuratura będzie musiała prowadzić śledztwo w innym kierunku i badać bezprawne wykorzystanie nagrania.

Reklama

Roman Osica

Dowiedz się więcej na temat: policja | seksafera | komendant | afera

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje