"Nowelizacja ustawy o SN to zabawa w kotka i myszkę"

Nowelizacja ustawy o SN ma wszystkie grzechy, które miała poprzednia ustawa - jest niekonstytucyjna, robiona na kolanie i zakłada upolitycznienie sądownictwa; to szydzenie, zabawa w kotka i myszkę z KE - mówili we wtorek senatorowie PO i żądali jej odrzucenia.

Krytykowali też nieobecność przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości na sali obrad.

Reklama

Senat przeprowadził debatę nad nowelizacją ustawy o SN we wtorek wieczorem. Uczestniczyło w niej 10 senatorów, nie brali w niej udziału przedstawiciele ministerstwa; głosu nie zabierali też senatorowie PiS.

Nowela ustawy o SN autorstwa posłów PiS przewiduje m.in., że skarga nadzwyczajna na prawomocne wyroki polskich sądów, które uprawomocniły się przed jej wejściem w życie, będzie mogła zostać złożona wyłącznie przez Prokuratora Generalnego lub Rzecznika Praw Obywatelskich. Obecnie złożyć może ją - także w odniesieniu do wyroków uprawomocnionych przed wprowadzeniem nowych przepisów - osiem podmiotów: m.in. RPO, Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Finansowy i prezes UOKiK.

W nowelizacji, do zbioru przesłanek uzasadniających złożenie skargi nadzwyczajnej, dodano "wstępny warunek". Jak napisano w uzasadnieniu, "w myśl zmienionego przepisu, skargę nadzwyczajną będzie można wnieść niezależnie od zaistnienia bardziej szczegółowych przesłanek (...) tylko wtedy, gdy będzie to absolutnie niezbędne z punktu widzenia zasady demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej".

Nowela wprowadza też zmiany w Prawie o ustroju sądów powszechnych dotyczące mianowania asesorów sądowych. Zgodnie z ustawą, miałby dokonywać tego nie - jak obecnie - minister sprawiedliwości, lecz prezydent. Zgodnie z nowelą, Krajowa Rada Sądownictwa będzie mogła wyrazić sprzeciw wobec kandydata na stanowisko asesorskie na etapie procedury poprzedzającej mianowanie asesora sądowego przez prezydenta.

W czasie debaty Aleksander Pociej (PO) mówił, że nowelizacja "jest krokiem wstecz, bo zaproponowane zmiany nie polegają na tym, że ktoś przez chwilę pomyślał i postanowił mądrzej sprecyzować przepisy i rozdzielić kompetencje". "To zabieg taktyczny, obliczony na przypodobanie się tak krytykowanej przez państwa UE" - przekonywał, zwracając się do nielicznych obecnych na sali senatorów PiS.

W ocenie senatora PO przygotowana nowelizacja "to nie jest wynik przemyślenia czegokolwiek i efekt refleksji nad trójpodziałem władzy, tylko połowiczne ustępstwo, wycofanie się z cząstki tego, co wcześniej zrobiono". "Majstrowanie przy przepisach dot. sądownictwa kończy się rejteradą przed UE i zabraniem przez nią pieniędzy. Ustawa nadal ma wszystkie grzechy, które miała poprzednio - jest robiona na kolanie ze wszystkimi tego konsekwencjami, jest sprzeczna z konstytucją" - podkreślał.

Krytykował też instytucję skargi nadzwyczajnej jako rozwiązania - w jego ocenie - nie tylko sprzecznego z konstytucją, ale też wyjątkowo trudnego w realizacji dla sądów.

"Wnoszę o odrzucenie w całości ustawy, bo jest to nieprzygotowany kawałek papieru, który znów będziemy musieli zmieniać" - oświadczył.

Inny senator PO Piotr Zientarski mówił, że poprzez nowelizację chciano stworzyć "wrażenie, pozór kroku naprzód", przeznaczonego dla KE. "Jak można mówić o duchu niezależności asesora, jak można mówić o spełnieniu wymogów KE, przy całkowicie upolitycznionej Krajowej Radzie Sądownictwa" - pytał.

Odnosząc się do sprawy skargi nadzwyczajnej powiedział, że "jest już instytucja wznowienia postępowania".

"Ta nowelizacja to naigrywanie się, szydzenie, zabawa w kotka i myszkę" - ocenił Zientarski.

Z kolei wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO) zwrócił uwagę na to, że na sali nie ma przedstawiciela MS. Jego zdaniem to skandal; złożył wniosek o przerwę do czasu, aż na sali pojawi się któryś z wiceministrów sprawiedliwości. Wniosku nie można było jednak przegłosować z uwagi na brak kworum na sali.

Do sprawy odniosła się też Barbara Zdrojewska (PO). Mówiła, że pokazuje ona stosunek PiS do parlamentaryzmu w ogóle. "To upokarzająca sytuacja, ogromny skandal" - oceniła.

Z kolei Mieczysław Augustyn (PO) mówił, że PiS przeżywa dziś "moment wstydu - merytorycznego, bo trzeba przyznać się do tego, że to, co było wcześniej na tej sali zachwalane, trzeba dzisiaj zmieniać". "Te kosmetyczne zmiany nie usuwają tych zastrzeżeń generalnych, które mieliśmy" - zaznaczył. Przekonywał, że KE nie da się takimi zmianami przekonać.

Wiceszef KE Frans Timmermans oznajmił w poniedziałek przed rozpoczęciem spotkania unijnych ministrów ds. europejskich, że na tym etapie nie ma szans na wycofanie przez Komisję art. 7 uruchomionego przez KE w związku z obawami o stan praworządności w Polsce. Na późniejszej konferencji prasowej Timmermans wyraził nadzieję, iż w najbliższych tygodniach uda się dojść do porozumienia z polskim rządem w sprawie praworządności. Podkreślił, że osiągnięto pewne postępy, nadal jednak niewystarczające.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje