Oburzeni chcą zmian w konstytucji

Blisko 100 organizacji społecznych i najważniejszy postulat. Uczestnicy Platformy Oburzonych wzywają do zmian odbierających politykom prawo do decydowania o przeprowadzaniu referendum, jeśli poprze je wystarczająca liczba obywateli.


Gospodarz spotkania w Gdańsku Piotr Duda mówił, że celem działań Platformy jest więcej demokracji w Polsce, a najważniejszy postulat to zmiana w ustawie referendalnej i konstytucji w miejscu dotyczącym referendum. Dzięki temu, jak zaznaczył, będzie można zapytać się społeczeństwa bez pośrednictwa polityków, czy chcemy finansować partie polityczne czy utrzymywać dzisiejszą liczbę posłów i senatorów. 

Reklama

Duda zapewnił, że nie interesuje go, by inicjatywa przekształciła się w jakikolwiek byt polityczny. Dodał, że ze spotkania Platformy Oburzonych powinien wyjść apel do prezydenta o odpowiednią inicjatywę ustawodawczą. - Jeśli prezydent nie będzie chciał nam pomóc, to wiemy, co dalej robić - podkreślił.

Przewodniczący związku Piotr Duda powiedział, że "ze spotkania powinno wyjść przesłanie do prezydenta o zainicjowanie jak najszybciej zmiany konstytucji w sprawie zmiany ustawy o referendach". Tłumaczył, że "głównym celem, który nam otworzy drogę do demokracji bezpośredniej jest zmiana ustawy o referendum". Wyjaśnił, że chodzi o to, by po zebraniu odpowiedniej ilości podpisów, obywatele mogli wypowiedzieć się w ważnych sprawach dla społeczeństwa.

Paweł Kukiz występując po Dudzie, mówił o potrzebie przywrócenia obywatelom podmiotowości. Stwierdził, że dziś politycy fundują nam przedstawienie, a obywatele nie mają na nic wpływu. - Poseł musi być odpowiedzialny przed wyborcą, a nie przed szefem swojej partii - mówił Kukiz. Stąd też postulat wprowadzenia jednomandatowej ordynacji wyborczej.

- Nawet jeśli to będzie cyrk, to będzie nasz cyrk, małpy niech sobie wezmą - dodał. Paweł Kukiz skrytykował też media za sugerowanie, że inicjatywa Platformy Oburzonych ma być inicjatywą polityczną. Zapewnił, że nie ma takiego pomysłu i nie pcha się do stołków. - Referendum jest rzeczą podstawową, musimy przywrócić podmiotowość obywatelom - stwierdził.

Przed wystąpieniami Dudy i Kukiza przez prawie cztery godziny prezentowały się wszystkie organizacje, stowarzyszenia i związki zawodowe uczestniczące w spotkaniu.

Stanisław Kowalczyk, znany jako "Paprykarz", powiedział, że "chodzi o porozumienie się, co zrobić, żeby w Polsce zmienić obecny sposób kierowania krajem". - Jak kiedyś w tej historycznej sali potrafili się dogadać z nie takimi przeciwnikami, nie z takimi rozbieżnościami, odmiennymi poglądami, to sądzę , że dziś (...) powinno być łatwiej niż wtedy porozumieć się - powiedział. Według niego "najpierw powinno powstać ciało społeczne, które otworzy w ogóle oczy rządzącym".

Przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztof Bukiel mówił: - Od 20 lat walczymy o wolny, sprawiedliwy, przyjazny pacjentom system opieki zdrowotnej (...); bardzo szybko zorientowaliśmy się, że ci posłowie i senatorowie nie naprawią służby zdrowia, tak samo jak nie naprawią przemysłu, sprawiedliwości. Oni przestali słuchać ludzi, oni słuchają przede wszystkim swoich wodzów: Tuska, Kaczyńskiego, Millera.

- Trzeba wprowadzić najpierw jednomandatowe okręgi wyborcze, a odzyskawszy władzę, będziemy naprawiać każdą dziedzinę tak jak chcą obywatele, a nie tak, jak chcą tego posłowie partyjni - przekonywał.  

Niektóre wypowiedzi były bardzo ostre. Padały stwierdzenia, że żyjemy w państwie fałszu, bezprawia, partyjniackiego złodziejstwa, a także, że mamy do czynienia z eksterminacją narodu. Przestrzegano przed zbliżającym się jesienią kolejnym rozbiorem Polski, nawoływano do odsunięcia od władzy szkodników i rozbetonowania polskiej sceny.

Gdy Tomasz Pietruszka ze Stowarzyszenia przeciw ACTA zapytał: kto na tej sali nie jest zadowolony z demokracji w Polsce, ręce podnieśli niemal wszyscy obecni.

IAR/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje