Opozycja krytycznie o podniesieniu wynagrodzenia członkom rządu

Opozycja skrytykowała projekt posłów PiS, którzy chcą zmienić sposób wynagradzania członków rządu i innych VIP-ów na stanowiskach w administracji rządowej. Zmiana, która ma trwale uzależniać ich uposażenia od wzrostu PKB, współczynnika Giniego, oraz minimalnego i średniego wynagrodzenia w kraju, w praktyce oznacza podwyżki.

Przedstawiciel wnioskodawców, Łukasz Schreiber tłumaczył, że przy obecnym poziomie wynagrodzeń jest problem z zatrudnieniem fachowców jako wiceministrów, gdyż zarabiają mniej niż podlegający im dyrektorzy.  

Reklama

Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna powiedział, że projekt pokazuje wyborcze oszustwo i przypomniał, że posłowie PiS atakowali byłą wicepremier Elżbietę Bieńkowską za wypowiedź w lokalu "Sowa i Przyjaciele", że za 6 tysięcy, to pracuje albo złodziej albo idiota. "Dzisiaj okazuje się, że to jest za mało dla ludzi PiS-u, którzy są ministrami, wiceministrami" - powiedział lider PO i zarzucił PiS "wielki skok na kasę państwową".  

Podobnie ocenił pomysł PiS poseł Marek Sawicki z PSL. Jego zdaniem, główną dewizą PiS-u jest "wydojenie Państwa", ale tylko przez "swoich". Zdaniem Marka Sawickiego, dobrze byłoby gdyby PiS dokończył kwestię wieku emerytalnego i na przykład znacząco podniósł minimalną emeryturę zamiast po zawłaszczeniu administracji i spółek skarbu państwa podnosić wyłącznie sobie pobory. 

"Skok na kasę, dojna zmiana, w pełni realizowana" - stwierdził poseł PSL.  

Zdaniem posłanki Katarzyny Lubnauer rząd jest obecnie rekordowo duży, bo liczy 118 ministrów i wiceministrów i nie wygląda na to, aby były problemy ze znalezieniem chętnych do pracy. Posłanka Nowoczesnej uważa, że rząd mógłby zmniejszyć swój skład i ewentualnie wtedy, za te same pieniądze podwyższyć sobie pensje. 

Według Katarzyny Lubnauer, PiS obecnie "zarządza wszystkim" i ma problem z utrzymaniem swoich posłów w ławach sejmowych, ponieważ uciekają do państwowych spółek.

Poseł Marek Jakubiak z klubu Kukiz'15 powiedział, że posłowie PiS zgłosili swój projekt przynajmniej o rok lub dwa za wcześnie. Według posła Jakubiaka, na razie rząd nie ma prawa do stwierdzenia, że już zarobił, bo na razie zajmuje się "rozdawaniem pieniędzy na lewo i na prawo".  

Opozycja nie kwestionuje propozycji PiS wprowadzenia uposażenia dla żony prezydenta. Poseł Łukasz Schreiber mówił podczas konferencji w Sejmie, że jest to ciężka praca, czasem po 100 godzin w tygodniu. Poseł zauważył, że obecnie składki na ZUS za swojego współmałżonka musi opłacać prezydent.

Projekt uwzględnia także byłych prezydentów i ich żony, co zdaniem posła Schreibera dowodzi, że ustawa nie jest tylko po to, aby politykom PiS miało się żyć lepiej. "Trudno powiedzieć by państwo Wałęsowie, Kwaśniewscy, czy Komorowscy byli jakoś szczególnie związani z obozem Prawa i Sprawiedliwości" - stwierdził poseł Schreiber.  

Wnioskodawcy szacują koszt wprowadzenia ustawy na dwadzieścia lub dwadzieścia kilka milionów rocznie. Projekt został złożony w Sejmie wczoraj, ma wejść w życie we wrześniu. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy