Ostrów Wielkopolski: Hostia do ręki, czyli Kościół walczy przeciwko żółtaczce

Księża ze wszystkich 10 kościołów w Ostrowie Wlkp. poinformowali wiernych w swoich parafiach, że będą podawać hostię do ręki. To efekt włączenia się w akcję profilaktyczną przeciwko zachorowaniom na żółtaczkę pokarmową.

Biskup kaliski Edward Janiak zaapelował do proboszczów 10 parafii w Ostrowie Wlkp., by przekazali wiernym informację o możliwości przyjmowania hostii do ręki.

Reklama

"Taką decyzję biskup podjął ze względu na panującą w Ostrowie chorobę żółtaczki. Niektórzy wierni korzystają z tej możliwości, ale zdecydowana większość przyjmuje hostię w sposób tradycyjny (ksiądz podaje ją wiernym wprost do ust)" - powiedział ks. Krzysztof Nojman, proboszcz parafii konkatedralnej pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Ostrowie Wlkp.

W mieście odnotowano 23 przypadki chorych na wirusowe zapalenie wątroby (żółtaczki pokarmowej) zaliczanej do tzw. chorób brudnych rąk. Wśród chorych jest dwoje dzieci w wieku 6 i 11 lat.

"Obecnie w szpitalu na oddziale zakaźnym przebywa siedem osób. Pozostałe leczone są ambulatoryjnie w domu i poddane obserwacji przez 2 miesiące od zakażenia. Następne tygodnie będą najprawdopodobniej przynosiły informacje o kolejnych chorych, bo wirus rozwija się nawet 50 dni" - powiedział dyrektor powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej w Ostrowie Wlkp. Andrzej Biliński.

Pierwszy przypadek chorego stwierdzono w lutym w Krotoszynie. Następnie wirus przedostał się na teren powiatu ostrowskiego. Chore osoby pracowały w sklepach, barach i restauracjach.

Jak zaznaczył Biliński, WZW typu A przebiega w sposób ostry - uszkadza wątrobę. "Pierwsze objawy mają charakter pseudogrypowy, czyli ogólne rozbicie, dreszcze, stan podgorączkowy. Dopiero potem pojawia się żółtaczka" - wyjaśnił dyrektor.

Powiatowy Zespół Zarządzania Kryzysowego oraz Powiatowa Inspekcja Sanitarna w Ostrowie Wlkp. apeluje o niepoddawanie się nieuzasadnionej panice.

"Wszystkie podejmowane działania minimalizują zagrożenie i w chwili obecnej nie ma najmniejszych podstaw do stwierdzenia, że żywność jest niebezpieczna albo że istnieje taki zakład żywnościowo-żywieniowy, który należałoby omijać" - powiedział dyrektor.

Biliński powiedział, że nie można jednak bagatelizować pojawiających się nowych zachorowań, ponieważ - zdaniem dyrektora - o zakończeniu rozprzestrzenianiu się wirusa będzie można mówić, gdy od ostatniego zachorowania minie 50 dni.

Ewa Bąkowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje