Pałac nie wiedział, kogo zaprosił

Nie dostałem informacji, że na sali znajdują się tak ważne osoby - twierdzi dyrektor Biura Spraw Zagranicznych w Kancelarii Prezydenta.

Tak Mariusz Handzlik tłumaczy się reporterce RMF FM Agnieszce Burzyńskiej z wczorajszego incydentu dyplomatycznego podczas spotkania prezydentów Polski i Ukrainy. Podczas powitania gości nie wymieniono z imienia i funkcji dostojników Kościoła prawosławnego. Spotkanie, na znak protestu, opuściło kilku hierarchów.

Reklama

Dyrektor Handzlik tłumaczy, iż w Pałacu było kilka spotkań, więc zamieszanie też było ogromne. Tłumaczy, że tym zamieszaniu przed samym feralnym powitaniem dyrektor pytał, kto jest na sali, ale tego pytania nie zadał pracownikom kancelarii.

Niestety, nie powiedziano mi, że są również inne osoby tak wysokiej rangi. Na pytanie naszej reporterki, kto nie go nie poinformował, dyrektor odpowiada: przedstawiciele środowisk ukraińskich. Handzlik konkluduje, iż nie on zajmuje się tym, kto wchodzi do Pałacu Prezydenckiego.

Do tej pory nie udało się uzyskać odpowiedzi na pytanie, kto w takim razie owymi sprawami się zajmuje. W podobnych spotkaniach, przygotowanych w najdrobniejszych szczegółach przez protokół dyplomatyczny, elementy zaskoczenia są właściwie wyeliminowane. Stąd dalsze tłumaczenie dyrektora, że nie wszyscy potwierdzają swoją obecność, a on nie chciał witać kogoś, kogo nie ma, brzmią co najmniej nieprawdopodobnie.

Dowiedz się więcej na temat: pałac | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje