Pielęgniarki wyszły na ulice. Efekt domina niewykluczony

Pielęgniarki żądają podwyżek, a minister zdrowia zapewnia, że rząd Ewy Kopacz zrealizuje jego obietnice. Tymczasem wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami, rzucając cień na wydarzenia, jakie miały dziś miejsce w Warszawie.

"Dzisiaj każdy z nas jest trochę pielęgniarzem, pielęgniarką" - powiedział dziś minister Zembala do zebranych w Warszawie protestujących pielęgniarek i położnych. Wydaje się jednak, że to nie przekonało manifestujących.

Reklama

Pielęgniarki swoje żądania przedstawiły już dawno - podwyżka w wysokości 1500 zł - i wytrwale naciskają na ich realizację.

We wtorek minister zdrowia podpisał rozporządzenie, zgodnie z którym wynagrodzenia pielęgniarskie miały wzrosnąć średnio o 600 zł brutto w ratach po 300 zł od 1 września br. i od stycznia 2017 r. To nie zadowoliło protestujących.

"Jałmużny nie chcemy"

Już w czerwcu tego roku przewodnicząca OZZPiP Lucyna Dargiewicz stwierdziła, że 300 złotych brutto nie jest żadną zachętą. "Nie chcemy jałmużny" - mówiła wówczas w rozmowie z Interią.

Zaznaczała jednocześnie, że 1500 zł podwyżki dla każdej pielęgniarki i położnej, o jakie walczy związek, nie jest bezpodstawnym żądaniem, bo pielęgniarki pracują ciężko, często emigrują albo podejmują pracę na kilku etatach, żeby utrzymać rodzinę. Wtedy - jak tłumaczyła Dargiewicz - są przemęczone, mają za dużo pacjentów, a wówczas łatwiej o błędy. - Słyszałam, że pielęgniarka ze studiami wyższymi, po specjalizacji zarabiała 1 750 zł netto. Zdarzają się oczywiście wyższe zarobki, ale i takie sytuacje mają miejsce - powiedziała. Zobacz TUTAJ.

Reakcja zebranych podczas dzisiejszego protestu na słowa ministra Zembali: "Pielęgniarki zarabiają netto 3-3,5 tys. zł netto" może potwierdzać fakt, że zarobki wielu pielęgniarek są niskie albo bardzo niskie. Szef resortu zdrowia został wygwizdany, zanim zdążył dodać, że zna przypadki dużo niższych wypłat.

Przedwyborcza woda na młyn?

Pielęgniarki nie odpuszczają, minister zdrowia obiecuje, a wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami.

- Łatwo jest obiecywać takiej czy innej grupie zawodowej lepsze świadczenia tuż przed wyborami, szczególnie w sytuacji, kiedy z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że ten, który obiecuje, nie będzie rządził - uważa dr hab. Maciej Drzonek, politolog z Uniwersytetu Szczecińskiego. - To daje z jednej strony większe poparcie dla takiej formacji, a z drugiej strony nie pociąga żadnych konsekwencji dla osoby, która składa obietnice - mówi w rozmowie z Interią. - Niebezpieczny jest fakt, że tego typu kwestie traktowane są przez polskich polityków jak prywatny folwark, podczas gdy w mądrej polityce chodzi o interes państwa a nie np. określonej partii - zaznacza ekspert.

Wydawać się może, że na proteście pielęgniarek skorzystać pragną również przedstawiciele ugrupowań opozycyjnych do rządzącego. Jarosław Gowin, Leszek Miller, Ryszard Petru, Beata Szydło - poparli strajkujące, mimo że nieczęsto zdarza im się mówić jednym głosem.

Profesjonalizacja polityki a protesty

Czy to kampanijne zagranie? - Bez względu na motywacje, jakie kierują politykami biorącymi stronę pielęgniarek, takie gesty będą właśnie w ten sposób traktowane - przyznał dr hab. Drzonek.

Politolog przyznał również, pielęgniarki również wykorzystują fakt, że trwa kampania przed październikowymi wyborami parlamentarnymi, bo są świadome tego, że w takim czasie można więcej "ugrać" niż po wyborach. W tym właśnie - jak przekonuje nasz rozmówca - przejawia się "profesjonalizacja polityki", która dotyczy również przedstawicieli związków zawodowych.

Maciej Drzonek podkreślił jednocześnie, że pielęgniarki w Polsce są niedoceniane, a państwo powinno zadbać o tę grupę zawodową w kontekście starzejącego się społeczeństwa. - Usług pielęgniarek będziemy potrzebować coraz więcej. Alternatywa dla polskich pielęgniarek i położnych jest wyjazd za granicę. Państwo musi zwrócić na to uwagę - zaznaczył.

Kto następny?

Skoro przedwyborczy okres jest, mówić ogólnie, dla związkowców czasem korzystnym na protesty, czy możemy się spodziewać efektu domina?

- Oczywiście, może rozbudzić protesty innych grup zawodowych - podsumował politolog.

Przypomnijmy, że przemawiając do manifestujących, minister zdrowia Marian Zembala powtórzył nową propozycję resortu dotyczącą podwyższenia ich wynagrodzeń o 1600 zł w ciągu czterech lat (400 zł przez 4 lata). Minister zadeklarował też gotowość do dalszych negocjacji.

Lucyna Dargiewicz powiedziała, że pielęgniarki nie są usatysfakcjonowane propozycją ministra i dodała, że będą uczestniczyć w dalszych negocjacjach.

Zarząd OZZPiP podjął uchwałę o rozpoczęciu ogólnokrajowego pogotowia strajkowego.




Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy