Pierwsi oskarżeni w sprawie podrzucenia narkotyków

Białostocka prokuratura skierowała do sądu w Warszawie akt oskarżenia wobec byłego prezesa PZU Życie Grzegorza W., któremu zarzuciła zlecenie działań mających doprowadzić do wszczęcia śledztwa przeciwko innej osobie.

Z opisu czynu wynika, że chodziło o zlecenie podrzucenia w 2004 roku narkotyków ówczesnemu prezesowi VII NFI i spowodowanie, iż będzie zamieszany w obrót narkotykami.

Reklama

W śledztwie trwającym ponad rok w sumie zarzuty postawiono ośmiu osobom. Jak powiedział Krzysztof Wojdakowski, szef białostockiego wydziału ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej, ponieważ cztery z nich złożyły wyjaśnienia i chcą dobrowolnie poddać się karze, wydzielono tę część śledztwa do oddzielnego aktu oskarżenia.

Sprawa Grzegorza W. i trzech innych osób (w tym jego ojca Michała W.) została wysłana do sądu Warszawa-Wola. - Te osoby nie przyznawały się do popełnienia zarzucanych im czynów, kwestionowały ustalenia śledztwa - dodał prokurator.

Drugi akt oskarżenia, z wnioskiem o dobrowolne poddanie się karze, został wysłany do sądu w Pruszkowie.

Białostocka prokuratura w styczniu 2008 zarzuciła byłemu prezesowi PZU Życie Grzegorzowi W., że cztery lata wcześniej "zlecił innym osobom skierowanie postępowania karnego przeciwko Piotrowi A. poprzez podstępne zabiegi, polegające na podrzuceniu znacznej ilości narkotyków do samochodu pokrzywdzonego".

Według śledczych, Grzegorz W. polecił innym osobom kupić narkotyki i w ten sposób wziął udział w obrocie nimi. Inne osoby oskarżone zostały m.in. o pomocnictwo.

Według informacji mediów sprzed kilku lat, Grzegorz W. w czasie śledztwa ws. działania przez niego na szkodę PZU Życie werbował w aresztach "żołnierzy" i miał zlecać im m.in. egzekucję długów i dyscyplinowanie swych ludzi, którzy - gdy Grzegorz W. był w areszcie - zaczęli działać na własną rękę.

"Gazeta Wyborcza" pisała wówczas, że jej informator wiązał "żołnierzy" W. z prowokacją z 2004 r. - podrzuceniem półkilogramowej tajemniczej paczki z białym proszkiem Piotrowi Adamczykowi, prezesowi VII NFI. Adamczyk miał znaleźć paczkę w swym aucie.

Sprawę karną W. za działanie na szkodę PZU Życie stołeczny sąd zwrócił w 2004 r. prokuraturze. Śledztwo trwa. Za działanie na szkodę PZU Życie, co miało spowodować wielomilionowe straty, W. grozi do 10 lat więzienia.

Według prokuratury, udzielał on milionowych pożyczek różnym spółkom, nieraz powiązanym z nim samym. Wierzytelności te miały być umarzane lub ich spłata nie była egzekwowana.

Dowiedz się więcej na temat: oskarżeni | PZU SA | Życie | zlecenie | Białostocka | akt oskarżenia | prawo

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje