Pierwszy raz w polskiej historii politycznej kobieta stanie przeciwko kobiecie

PiS może sporo zyskać, wysuwając na stanowisko premiera kobietę, i stawiając na wyborców centrowych; w ostatnich wyborach próba pozyskania wyborców radykalnych się nie powiodła - powiedział PAP redaktor naczelny kwartalnika "Fronda Lux", Mateusz Matyszkowicz.

Matyszkowicz odniósł się do sobotniej konwencji PiS, na której Beatę Szydło zaprezentowano jako kandydatkę tej partii na premiera.

Reklama

Wysunięcie przez PiS kandydatury Beaty Szydło redaktor naczelny "Frondy Lux" ocenia jako ciekawe. - Po raz pierwszy w naszej historii politycznej kobieta stanie przeciwko kobiecie. To utrudnia strategię Platformie Obywatelskiej, która mogłaby próbować grać kobiecością Ewy Kopacz. PiS wyrywa im to z ręki - powiedział.

Wyznaczenie kobiety na szefa planowanego rządu PiS odbiera on jako wyraźny sygnał zmiany, mającej zajść również w samym partii. - To odsunięcie się nieco na bok przez Jarosława Kaczyńskiego; zmiana pokoleniowa; oto wchodzi polityk o wiele młodszy - zwraca uwagę.

Matyszkowicz dodał, że od momentu wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta, Prawo i Sprawiedliwość wyraźnie obrało strategię niestosowaną od kilku lat: pójścia w stronę centrum.

- Kaczyński z PiS stawiają na wyborców centrowych, zapewne po doświadczeniach z ostatnich wyborów, w których radykalizacja przekazu i próba pozyskania tych wyborców radykalnych okazała się nieskuteczna. Doświadczenie związane z rządami z lat 2005-2007 mogło nauczyć PiS, że o wyborcę centrowego warto walczyć także po wyborach; że umocnienie się na pozycji bliższej centrum może zapewnić stabilność rządu i oznacza mniejszą podatność na protesty - także takie, z jakimi rząd PiS spotykał się w ostatnich miesiącach urzędowania - tłumaczył.

Publicysta zauważył też, że skuteczne rządzenie i pójście w stronę centrum wymaga "rejestrowania różnych wrażliwości i różnych języków, którymi musi się posługiwać partia rządząca". Dlatego można się spodziewać, że poszczególni przedstawiciele PiS będą różnicować przekazy i działania. "Bardzo skutecznie w ostatnich latach robiła to PO. Mimo silnej władzy Donalda Tuska obóz władzy zdołał rozpisać różne działania na różne role, pełnione przez Bronisława Komorowskiego, ośrodek wokół premiera czy różne frakcje w parlamencie - tłumaczył Matyszkowicz.

Oprócz konwencji PiS w sobotę odbyła się też konwencja PO. Oceniając oba te wydarzenia naczelny "Frondy Lux" zwrócił uwagę, że dotychczasowy język polskich polityków i ich programów politycznych nie przystaje do oczekiwań ludzi i rzeczywistości społecznej. Świadczą o tym np. wyniki ostatnich wyborów i publiczne dyskusje, np. dotyczące umów śmieciowych i prekariuszy.

- To, co obserwowaliśmy w przypadku konwencji PiS i PO, było próbą dostrojenia własnych przekazów do społecznych potrzeb. Ale widać, że wypełnienie tych potrzeb zajmie politykom jeszcze wiele czasu. Pomimo deklaracji premier Ewy Kopacz, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy powstanie program mający odwrócić złe tendencje na rynku pracy, pomimo zapowiedzi w czasie konwencji PiS - wciąż nie wiemy, na czym te działania miałyby polegać - powiedział.

Zdaniem publicysty główne partie czują też "coraz wyraźniejszy oddech ugrupowań zdobywających popularność wśród wyborców młodych i dotychczas odrzucanych przez dominujący nurt - Ruch Kukiza i formujący się prawdopodobnie ruch Stonogi".


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje