Piotr Duda: Referenda nieosiągalne dla obywatela. Czas na zmiany

Podczas poniedziałkowej konferencji Instytutu Spraw Obywatelskich poświęconej obywatelskim inicjatywom referendalnym szef NSZZ "Solidarność" Piotr Duda przekonywał, że referenda krajowe to dziś taka "kiełbasa na kiju", nieosiągalna dla obywatela i czas to zmienić.

W swoim wystąpieniu przewodniczący "Solidarności" przypomniał o umowie programowej, zawartej między związkiem zawodowym a ówczesnym kandydatem na prezydenta Andrzejem Dudą. Jeden z punktów umowy dotyczył "zwiększenia uprawnień obywateli w zakresie referendów lokalnych i ogólnokrajowych oraz obywatelskich wniosków ustawodawczych". - My jako "Solidarność" będziemy trzymać nie tylko za słowo, ale i za podpis pana prezydenta" - zaznaczył P. Duda.

Reklama

Podczas debaty zorganizowanej w Warszawie przez Instytut Spraw Obywatelskich (INSPRO) przedstawiciele trzech największych klubów parlamentarnych (PiS, PO i Kukiz'15) oraz szef "Solidarności" dyskutowali o przygotowanych przez przedstawicieli organizacji obywatelskich (w tym m.in. NSZZ "Solidarność", INSPRO, Klub Jagielloński, Demokracja Bezpośrednia, Kongres Ruchów Miejskich, Polska Społeczna) rekomendacji zmian w prawie o referendum.

Wśród omawianych propozycji znalazły się m.in. wprowadzenie obligatoryjności zarządzania referendum w przypadku zebrania wystarczającej liczby podpisów, zniesienie progu frekwencji, po przekroczeniu którego referendum staje się wiążące, oraz wyznaczenie "dnia referendalnego", w którym odbywałyby się wszystkie referenda zorganizowane z inicjatywy obywateli.

Szef "S" podkreślał, że obecnie obowiązujące regulacje stawiają przed inicjatorami obywatelskich referendów zbyt daleko idące ograniczenia. "Te referenda krajowe to jest dziś taka kiełbasa na kiju, dla obywatela nieosiągalna, i czas to zmienić" - ocenił.

Odnosząc się do argumentów podnoszonych przez krytyków referendów Duda przekonywał, że nie ma zagrożenia, że obywatele będą ich nadużywać. "Póki co przez ostatnie 26 lat były dwa razy zebrane podpisy (pod wnioskami o referendum ws. wieku emerytalnego oraz ws. obowiązku szkolnego dla sześciolatków - PAP)" - podkreślił.

Wicemarszałek Sejmu z ramienia klubu Kukiz'15 Stanisław Tyszka ocenił, że o konieczności zmian w prawie dot. organizacji referendów świadczą m.in. doświadczenia tegorocznych inicjatyw referendalnych b. prezydenta Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy.

Tyszka dodał, że także w poprzednich latach przy regulacjach referendalnych "majstrowano" dla bieżących potrzeb politycznych. "Mieliśmy referendum uwłaszczeniowe w 1996 r. Został wtedy wprowadzony próg ważności 50 proc. (...) i w związku z tym nie było wiążące. (...) Później z kolei, w przypadku konstytucji, nazwijmy ją konstytucją Kwaśniewskiego, progu ważności już nie było. Potem (...) (była) panika, że możemy nie przegłosować wejścia do Unii Europejskiej i w związku z tym rozszerzenie tego na dwa dni" - wyliczał.

Eurodeputowany PiS Kazimierz Ujazdowski ostrzegał z kolei, że eksploatowanie instytucji ogólnokrajowego referendum może doprowadzić do jej dewaluacji. "Ja sobie nie wyobrażam dobrze funkcjonującego państwa, w którym dorocznie odbywa się 10 referendów ogólnokrajowych. Jestem głęboko przekonany, że jeśli coś takiego zaprojektujemy, to po kilku latach opadnie zainteresowanie tą instytucją. Ona musi mieć swoją wagę, musi mieć swoją moc" - mówił.

Poseł PO Marcin Święcicki zwracał natomiast uwagę na to, że - jego zdaniem - procedura parlamentarna ma względem referendalnej istotne atuty. "Referendum to jest +kotlet raz+, przyjąć albo odrzucić. W Sejmie, w parlamencie możemy wypracować bardziej zniuansowane, lepsze propozycje" - przekonywał.

Postulaty organizacji obywatelskich obejmują m.in. wprowadzenie obligatoryjności zarządzenia referendum w przypadku spełnienia przez jego inicjatorów formalnych przesłanek ustawowych i konstytucyjnych (obecnie obywatelski wniosek referendalny musi być zatwierdzony przez prezydenta za zgodą Senatu lub przyjętą bezwzględną większością głosów uchwałą Sejmu).

Autorzy rekomendacji proponują też, by warunkiem rozpisania referendum ogólnokrajowego z inicjatywy obywateli było zebranie miliona podpisów (bez ograniczenia terminem) bądź min. 500 tys. podpisów, ale w ciągu nie więcej niż 12 miesięcy od zebrania pierwszego podpisu. W tym wariancie podpisy musiałyby spełniać także wymóg regionalizacji, czyli być zebrane w co najmniej połowie województw.

Referenda - według tych propozycji - dotyczyć miałyby wyłącznie konkretnych projektów aktów prawnych, a ich wyniki powinny być wiążące, czyli prowadzić do przyjęcia projektów bez względu na frekwencję. Obecnie warunkiem wiążącego charakteru referendum ogólnokrajowego jest udział w nim co najmniej połowy uprawnionych do głosowania obywateli.

Wśród rekomendacji znalazły się też: wprowadzenie "dnia referendalnego" - jednego terminu, w którym rokrocznie przeprowadzano by wszelkie ogólnokrajowe referenda pochodzące z inicjatyw obywatelskich; wydłużenie kampanii referendalnej w mediach publicznych do 3 miesięcy i wprowadzenie prawa do nieodpłatnego dostępu do publicznych mediów dla tych komitetów referendalnych, którym udało się zebrać min. 100 tys. podpisów pod wnioskami.

Rekomendacje organizacji obywatelskich objęły też ustawodawstwo regulujące przeprowadzanie referendów lokalnych. Wśród postulatów znalazły się m.in.: zniesienie frekwencyjnego progu ważności referendów lokalnych (z wyjątkiem referendów ws. odwołania wójta, burmistrza lub prezydenta miasta), zmiany dotyczące liczby podpisów, które stanowią warunek rozpisania referendum, rozszerzenie katalogu spraw rozstrzyganych w drodze referendum lokalnego.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje