PO: Ministrowie powinni zwrócić nagrody do budżetu państwa

Ministrowie powinni zwrócić nagrody do budżetu państwa. To były tak naprawdę ich drugie pensje - uważają politycy PO. Według nich nagrody nie mogą być przekazywane "na żadną fundację, spółkę czy szczytny nawet cel”.

W środę na konferencji prasowej przed kancelarią premiera poseł PO Krzysztof Brejza oświadczył, że nagrody - które otrzymali ministrowie rządu premier Beaty Szydło i ona sama - "były to środki publiczne wypłacane bez podstawy prawnej, bez uzasadnień, pozorowane nagrody, drugie pensje tak naprawdę".

Reklama

"Te pieniądze muszą wrócić do budżetu Polaków, nie mogą być przekazywane na żadną fundację, spółkę czy szczytny nawet cel" - powiedział Brejza.

Inny poseł PO Marcin Kierwiński stwierdził, że politycy PiS "mieli odwagę po cichu przyznawać sobie pieniądze, które im się nie należały". "Niech mają teraz odwagę wyjść i powiedzieć Polakom, że te pieniądze z miejsca, którego pobrali - zwracają" - powiedział.

"Tu powinien stać Morawiecki z dokładną listą ministrów, z wysokością nienależnych drugich pensji, jakie pobrali, z datą zwrotu - w jakiej wysokości - zwrotu na rzecz państwa. Jak widać, nie ma chęci Morawieckiego rozliczyć się z tego, co nawywijał on, jego poprzedniczka i co nawywijali jego koledzy z PiS" - powiedział Kierwiński.

Ocenił jednocześnie, że przekazanie nagród do Caritasu jest "jednym wielkim oszustwem", ponieważ - jak uzasadniał - ministrowie w związku z przekazaniem tych pieniędzy dla takiej organizacji, odliczą to sobie od podatku.

Nagrody otrzymało 21 ministrów

W lutym, w odpowiedzi na interpelację posła Brejzy, przedstawiono tabelę z łącznymi kwotami nagród brutto dla poszczególnych ministrów w 2017 r. Według tabeli nagrody otrzymało 21 konstytucyjnych ministrów w wysokości od 65 tys. zł do ponad 80 tys. zł rocznie; 12 ministrów w KPRM od blisko 37 tys. do prawie 60 tys. zł rocznie oraz ówczesna premier Beata Szydło (65 100 zł).

Informacja o nagrodach wywołała oburzenie m.in. opozycji, która wielokrotnie apelowała do rządzących o ich zwrot. Politycy PO w kilku miastach zorganizowali też akcję "Konwój wstydu" - kolumnę aut, które ciągnęły na przyczepach plakaty z wizerunkami polityków PiS i kwotami przyznanych im nagród.

Na początku marca premier Mateusz Morawiecki zapowiedział likwidację wszelkich nagród, premii dla ministrów i wiceministrów. Na początku kwietnia prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że ministrowie konstytucyjni i sekretarze stanu do połowy maja przekażą swoje nagrody na cele charytatywne.

Będą konsekwencje wobec tych, którzy nie zwrócili nagród

Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk powiedział w środę w RMF FM, że "sprawa jest tak naprawdę zamknięta, dlatego że termin, który był wyznaczony, żeby podjąć tę decyzję i ewentualnie przekazać te środki do Caritasu, minął o północy - to była godzina 24, 15 maja". Według jego wiedzy wszystkie osoby, które pracują w rządzie premiera Morawieckiego, przekazały środki do Caritasu.

We wtorek marszałek Senatu Stanisław Karczewski oświadczył, że kierownictwo PiS podejmie szczegółowe decyzje ws. wyciągnięcia konsekwencji wobec ministrów, którzy nie oddadzą swoich nagród, po dokładnym zapoznaniu się z danymi.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje