PO szuka pomysłu na związki partnerskie m.in. w Austrii i na Słowacji

PO szuka pomysłu na związki partnerskie, analizując rozwiązania obowiązujące m.in. w Austrii i na Słowacji. Premier dał klubowi dwa miesiące na przygotowanie ustawy, ale posłowie nadal nie mogą się porozumieć. Kolejna próba dojścia do kompromisu - po świętach.

Kolejne spotkanie trzyosobowego zespołu PO opracowującego nowy projekt ustawy dot. związków partnerskich ma odbyć się na początku kwietnia. Premier Donald Tusk chce, by projekt trafił do Sejmu w ciągu dwóch miesięcy, czyli najpóźniej w maju. Jednak do kompromisu w partii nadal daleko.

Reklama

Konserwatyści w PO oprotestowują "instytucjonalizowanie" związków partnerskich - dążą do tego, aby nie tworzyć oddzielnej ustawy definiującej związki partnerskie i nadającej im konkretne uprawnienia. Woleliby raczej, aby nowelizować już istniejące ustawy dodając do nich np. kategorię osób "pozostających we wspólnym pożyciu".

Z kolei liberałowie przekonują, że zmian w obowiązującym prawie można dokonać tylko nową ustawą. Argumentują też, że im mniej precyzyjnie - w kategoriach prawnych -  zostanie zdefiniowany związek nieformalny - tym większe będzie pole do możliwych nadużyć.

Lider partyjnych konserwatystów, minister sprawiedliwości Jarosław Gowin powtórzył w piątek, że odrzuca pomysł projektu ustawy ws. związków partnerskich, zakładającego instytucjonalizację związków. Na tę wypowiedź zareagował Artur Dunin (PO) - autor klubowego projektu o związkach, który przepadł w głosowaniu w styczniu m.in. głosami części posłów PO. - Widocznie to ja jestem konserwatystą, bo nie dopuszczam w Polsce do bigamii - ironizował Dunin w piątek w mediach.

Instytucjonalizacja związków partnerskich jest sprzeczna z konstytucją

Podobnego zdania jak Gowin jest jedna z członkiń zespołu powołanego przez klub PO w celu wypracowania kompromisowego projektu dot. związków - Elżbieta Achinger.

Jak oceniła, instytucjonalizacja związków partnerskich, co przewidywał projekt przygotowany przez Dunina, jest sprzeczna z konstytucją. Z kolei - zdaniem Dunina - konstytucja nie zakazuje ustanawiania innych związków niż małżeństwo kobiety i mężczyzny. Na razie wykreślił ze swojego projektu możliwość zawierania związków partnerskich w urzędzie stanu cywilnego, co oprotestowywali konserwatyści.

- Na razie przyglądamy się rozwiązaniom ustawodawczym w kilku krajach, na przykład w Austrii, na Słowacji - powiedziała Achinger. - Dopiero w oparciu o to możemy zacząć wspólną pracę zespołu - oceniła.

Achinger nie wyklucza, że zgodnie z wolą premiera uda się zakończyć prace zespołu w ciągu dwóch miesięcy. - Nie przekreślam możliwości, że to mogą być dwa miesiące, wszystko zależy od tego, jaką drogą dokładnie pójdziemy - dróg jest kilka (...); nie przesądzam dzisiaj, czy uda się to wszystko pogodzić, czy będzie wspólna zgoda wszystkich - powiedziała.

- W ciągu dwóch miesięcy chciałbym przedłożyć przewodniczącemu klubu gotowy projekt - deklaruje w rozmowie Dunin.

- Na razie badamy przedpole - mówi z kolei trzeci z członków zespołu ds. związków Jerzy Kozdroń, który ma próbować godzić zwaśnione frakcje w PO. "Na razie termin majowy jest do utrzymania, nie wiem, co będzie dalej" - przyznał Kozdroń w poniedziałkowej rozmowie.

W projekcie Dunina zapisano prawo dostępu do informacji medycznej o partnerze oraz prawo decydowania o pochówku. Partner - jako osoba najbliższa - podobnie jak małżonek, będzie mógł odmówić zeznań w charakterze świadka. Projekt wprowadza trzyletni obowiązek alimentacyjny "w wysokości odpowiadającej usprawiedliwionym potrzebom" w sytuacji, gdyby jeden z partnerów - w wyniku rozwiązania umowy - "znalazł się w niedostatku".

Umowę związku partnerskiego można by zawrzeć przed notariuszem. Jej stroną nie mogłyby być osoby niepełnoletnie, ubezwłasnowolnione, pozostające w związku małżeńskim lub związku partnerskim. Projekt wprowadza zmiany do ok. 60 ustaw. Zapisano w nim również m.in. obowiązek ujawniania przez posłów, senatorów i samorządowców majątku objętego partnerską (tak jak małżeńską) wspólnością majątkową. Partner - jako osoba najbliższa - podobnie jak małżonek, będzie mógł odmówić zeznań w charakterze świadka.

Za ustawowym zapisem dotyczącym instytucjonalizacji związków nieformalnych jest marszałek Sejmu Ewa Kopacz. Stoi ona na stanowisku, że nie można nadać związkom nieformalnym uprawnień bez ich definiowania. "Musi być nazwa tego wspólnego pożycia w przypadku par chociażby homoseksualnych, żeby można było te przepisy w innych ustawach do tego podmiotu nowelizacji przysposobić. Uważam, że projekt ustawy, jaki by nie był, musi zawierać instytucjonalizację takich związków" - oceniła przed kilkoma dniami marszałek Sejmu.

Wierny swoim przekonaniom

Gowin nie składa broni i zapowiada, że jest gotów nawet odejść z rządu. - Utrata stanowiska to nie jest wysoka cena za wierność swoim przekonaniom i wierność konstytucji - oświadczył w piątek.

- Jestem skłonny poprzeć tylko jedną wersję takiego projektu, wersję, o której mówi pan prezydent. Ona w największym skrócie polega na tym, by dwóm osobom żyjącym w jakimś takim trwałym związku, niekoniecznie o charakterze erotycznym - to mogą być dwie sąsiadki, które opiekują się sobą na starość - żeby takim osobom dać pewne ułatwienia, np. w dostępie do informacji medycznej czy w możliwości pochówku tej drugiej osoby - tłumaczył Gowin.

Przepisy obowiązujące na Słowacji i w Austrii - które mają analizować politycy PO - prezentują rozbieżne podejście do związków nieformalnych. Na Słowacji nie można rejestrować związków jednopłciowych. W listopadzie ub.r. słowacki parlament odrzucił projekt legalizacji związków homoseksualnych, który chciała przeforsować opozycyjna, liberalna partia Wolność i Solidarność (Sloboda a Solidarita). Jej lider Richard Sulik jest uznawany przez media za "nieco łagodniejszą" wersję Janusza Palikota. Ogółem za projektem zagłosowało jedynie 14 parlamentarzystów, zaś przeciwko było 94 z nich.

Tymczasem w Austrii już w grudniu 2009 związki homoseksualne uzyskały przywileje, jakie wcześniej przysługiwały tylko parom heteroseksualnym. Od 1 stycznia 2010 zawarcie związku jedno- lub różnopłciowego jest w Austrii równoznaczne z prawem do dziedziczenia po partnerze i wspólnego korzystania ze świadczeń socjalnych. Związki zawierane są przed burmistrzami lub starostami, którzy zostali zobowiązani do ich rejestrowania.

Ustawę skrytykował m.in. arcybiskup Wiednia kardynał Christoph Schoenborn, a biskupi austriaccy stwierdzili, że "tendencja zrównania z instytucją małżeństwa związków partnerskich osób tej samej płci jest całkowicie chybiona ze społecznego punktu widzenia".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL