PO: Ustawa o związkach partnerskich, czy związki bez ustawy

W PO nadal panuje pat wokół związków partnerskich - partyjni konserwatyści nie chcą oddzielnej ustawy definiującej takie związki i nadającej im konkretne uprawnienia. Im mniej precyzyjne prawo, tym większe pole do nadużyć - odpowiadają zwolennicy ustawy. Kolejna tura rozmów - w kwietniu.

Kolejne spotkanie trzyosobowego zespołu PO opracowującego nowy projekt ustawy dot. związków partnerskich ma odbyć się na początku kwietnia. Premier i szef PO Donald Tusk chce, by projekt trafił do Sejmu w ciągu dwóch miesięcy, czyli najpóźniej w maju. Jednak do kompromisu w partii nadal daleko.

PO szuka teraz pomysłu na związki nieformalne, analizując rozwiązania obowiązujące m.in. w Austrii i na Słowacji. Ale politycy tej partii przyznają, że nie da się łatwo przenieść do polskiego prawa rozwiązań obowiązujących w innych krajach, skoro temperatura sporu w samej PO jest tak wysoka.

Reklama

Konserwatyści w Platformie oprotestowują "instytucjonalizowanie" związków partnerskich - dążą do tego, aby nie tworzyć oddzielnej ustawy definiującej związki partnerskie i nadającej im konkretne uprawnienia. Woleliby raczej, aby nowelizować już istniejące ustawy dodając do nich np. kategorię osób "pozostających we wspólnym pożyciu".

Z kolei liberałowie przekonują, że zmian w obowiązującym prawie można dokonać tylko nową ustawą. Argumentują też, że im mniej precyzyjnie - w kategoriach prawnych - zostanie zdefiniowany związek nieformalny, tym większe będzie pole do możliwych nadużyć.

Uznawany za lidera grupy konserwatywnej w PO, minister sprawiedliwości Jarosław Gowin wielokrotnie deklarował, że odrzuca pomysł projektu ustawy ws. związków partnerskich, zakładającego instytucjonalizację związków.

Pytany przed kilkoma dniami przez studentów UW, czy zgodziłby się przyznać prawo do formalnych związków partnerskich parom heteroseksualnym, Gowin przyznał, że jest przeciwny także temu rozwiązaniu. "Jeśli chodzi o związki partnerskie heteroseksualne, to jestem przeciw, bo mogą one zawierać ślub kościelny, ślub cywilny lub żyć w konkubinacie, który wiąże się z określonymi prawami i obowiązkami. Czy potrzebna jest jeszcze czwarta forma pośrednia między ślubem a konkubinatem? - mówił wtedy Gowin.

Z kolei Artur Dunin (PO) - autor klubowego projektu o związkach, który odrzucony został w głosowaniu w styczniu m.in. głosami części posłów PO - przekonuje, że jeśli związki nie będą rejestrowane, to będzie można je bez konsekwencji zawierać z kilkoma osobami jednocześnie. "Widocznie to ja jestem konserwatystą, bo nie dopuszczam w Polsce do bigamii" - ironizował Dunin.

Natomiast podobnego zdania jak Gowin jest jedna z członkiń zespołu powołanego przez klub PO w celu wypracowania kompromisowego projektu dot. związków - Elżbieta Achinger.

Jak oceniła, instytucjonalizacja związków partnerskich, co przewidywał projekt przygotowany przez Dunina, jest sprzeczna z konstytucją. Z kolei - zdaniem Dunina - konstytucja nie zakazuje ustanawiania innych związków niż małżeństwo kobiety i mężczyzny. Na razie poseł wykreślił ze swojego projektu możliwość zawierania związków partnerskich w urzędzie stanu cywilnego - takie rozwiązanie oprotestowywali konserwatyści. W projekcie pozostał natomiast zapis o zawieraniu związków przed notariuszem.

Dunina i Achinger - przedstawicieli dwóch grup w PO mających odmienne spojrzenia na kwestię związków partnerskich - ma próbować pogodzić trzeci z członków partyjnego zespołu ds. związków partnerskich, poseł Jerzy Kozdroń. "Na razie badamy przedpole" - powiedział PAP Kozdroń, pytany o postępy prac zespołu.

W projekcie Dunina zapisano prawo dostępu do informacji medycznej o partnerze oraz prawo decydowania o pochówku. Partner - jako osoba najbliższa - podobnie jak małżonek, mógłby odmówić zeznań w charakterze świadka. Projekt wprowadza trzyletni obowiązek alimentacyjny "w wysokości odpowiadającej usprawiedliwionym potrzebom" w sytuacji, gdyby jeden z partnerów - w wyniku rozwiązania umowy - "znalazł się w niedostatku".

Umowę związku partnerskiego można by zawrzeć przed notariuszem. Jej stroną nie mogłyby być osoby niepełnoletnie, ubezwłasnowolnione, pozostające w związku małżeńskim lub związku partnerskim. Projekt wprowadza zmiany do ok. 60 ustaw. Zapisano w nim również m.in. obowiązek ujawniania przez posłów, senatorów i samorządowców majątku objętego partnerską (tak jak małżeńską) wspólnością majątkową. Partner - jako osoba najbliższa - podobnie jak małżonek, będzie mógł odmówić zeznań w charakterze świadka.

Za ustawowym zapisem dotyczącym instytucjonalizacji związków nieformalnych jest marszałek Sejmu Ewa Kopacz. Stoi ona na stanowisku, że nie można nadać związkom nieformalnym uprawnień bez ich definiowania. Także część posłów PO przyznaje, że nie można nadawać obowiązków czy przywilejów związkom bez jasnej definicji prawnej.

W kwestii związków partnerskich Gowin nie zmienia swego stanowiska i liczy się nawet z utratą funkcji w rządzie. "Utrata stanowiska to nie jest wysoka cena za wierność swoim przekonaniom i wierność konstytucji" - oświadczył w ubiegłym tygodniu.

"Jestem skłonny poprzeć tylko jedną wersję takiego projektu, wersję, o której mówi pan prezydent. Ona w największym skrócie polega na tym, by dwóm osobom żyjącym w jakimś takim trwałym związku, niekoniecznie o charakterze erotycznym - to mogą być dwie sąsiadki, które opiekują się sobą na starość - żeby takim osobom dać pewne ułatwienia, np. w dostępie do informacji medycznej czy w możliwości pochówku tej drugiej osoby" - podkreślił Gowin.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL